Przejdź do głównej zawartości

W co się bawić będąc (z) maluchem?


Przyszedł czas na zabawę! J Bo i o zabawie, i zabawkach chciałam opowiedzieć pod kątem tego, co u nas było niezastąpionym "czasoumilaczem", "snoumilaczem" i pozwalało nam w pewnych momentach po prostu nie oszaleć. Piszę ten tekst późno w nocy, więc zacznijmy od snu. Moje dziecko miało i ma duże problemy z zaśnięciem, w nocy wędruje po łóżeczku i co chwilę trzeba wstawać, przykrywać kocem jeśli śpi aktualnie na kołdrze, bądź kołdrą jeśli już przygniotło swym ciałem koc, bądź kolejnym kocem, jeśli poprzednie tkaniny kryjące znajdują się już pod dzieckiem. Ważnym elementem snu jest smok,
a nawet dwa, które trzeba mieć w pogotowiu, gdy dziecina zrywa się w nocy
i zaczyna płakać. Sen jest dla mnie ogromnie ważny i potrzebuję choć jego minimum, żeby funkcjonować, dlatego swego czasu, jak syn wstawał o 4-5 rano, po kilku jeśli nie kilkunastu pobudkach w nocy, co drugi dzień przymierzałam się do skoku  z okna, a w dni parzyste waliłam głową w ścianę z niemożności oddania tego spektakularnego skoku.

„DOROTKA”

Cierpliwość, uważność, radość i energia, dodając do tego funkcje życiowe na poziomie 0, a często -1, kiedy zaczynałam już podnosić głos, pluć jadem po podłodze, wtedy zaczynałam się modlić do kawy, silnej woli i wszystkich świętych od spraw beznadziejnych. Wszystko to odbywało się przy dźwiękach misia pozytywki. Kołysankami śpiewanymi przez niego trzy razy dziennie po prostu czasem rzygałam, czułam się jak w „Dniu Świstaka”, kiedy po raz kolejny, o tej samej porze, słyszałam ten sam zestaw melodii. Teraz już tak nie mam, ale początki były trudne, a usypianie nie szło mi śpiewająco. No ale na szczęście był, 
i jest dalej z nami, śpiewający kołysanki miś, zwany przez nas Dorotką, od pierwszej kołysanki o tej Dorotce, tej malusiej. Miś jest rytuałem, codziennym, Miś uspokaja i towarzyszy procesowi zasypiania. Świetna rzecz, polecam.

MIŚ SZUMIŚ

Drugim uspokajaczo-usypiaczem jest Miś Szumiś. O tych cudotwórczych misiach naczytałam się jeszcze w ciąży i to był chyba pierwszy zakup po porodzie. Nie wiem, czy działa tak jak zapewniano, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki usypia, bo u nas tak nie było, działał jedynie w nocy, myślę, że uspokajająco
i kojąco na wybudzone nagle dziecko. Jednak mimo wątpliwej skuteczności, przy zasypianiu, pracuje dla nas każdej nocy, podtrzymując spokojny sen malucha.


KOLOROWE PIŁECZKI


Przechodzimy zatem do części dziennej i zaczynamy od "małych maluchów", które dopiero ukończyły rok (w tych jestem z wiadomych powodów specjalistką;)) Przez pewien czas najlepszą zabawką, zajmującą na dłuższy czas, była ta oto niepozorna, mała, zielona piłeczka. Na zmianę z żółta piłeczką, której nie miałam okazji sfotografować, gdyż aktualnie leży w czeluściach podbiurkowo-podłóżeczkowych. Toczenie piłeczki, gonienie piłeczki po podłodze, obracanie
w rączkach, zatapianie w niej zębów, wyrzucanie piłeczki między szczebelkami łóżeczka – zastosowań masa. Kolorowe piłeczki to numer jeden na liście, pomijając przedmioty pożądania zwane laptopem, telefonem, kablami od wszystkiego, co kabel ów posiada, drewnianymi łyżkami i plastikowymi miskami, chusteczkami higienicznymi, które najlepiej wyglądają w tysiącu malutkich kawałkach.      
          

SZCZENIACZEK UCZNIACZEK


Szczeniaczek zawitał u nas w domu, kiedy Olaf skończył rok i był świetną zabawką - dla nas również J Kompilacja różnych tekstów i piosenek angażuje małego słuchacza. Kluczową opcją było czerwone serce, naciskane dłuższą chwilę, odtwarzało wszystkie melodie, które były wgrane w zabawkę. Po pewnym czasie, nasz mały Spryciarz nauczył się włączać szczeniaczkowe melodie, kiedy chciał posłuchać i pobujać się do muzyki. Kolejne kilkanaście minut z głowy. Można
w tym czasie podgrzać parówki, usmażyć szybką jajecznicę ze szczypiorkiem, zaparzyć kawę. Bardziej zaawansowane śniadania mogą nie zadziałać, wiszący na nodze „mały szczeniaczek” nie sprzyja eksperymentom kulinarnym
J
A i najważniejsza kwestia jeśli o tę zabawkę chodzi – pochodzi ona z półki zabawek edukacyjnych i nas rodziców wyedukowała – nauczyła nas piosenki
o malutkim pajączku, co po rynnie się piął. Raz posłuchasz, nie odklei się od Ciebie
J Potwierdzam zatem edukacyjny cel pluszaka.


DREWNIANE ZABAWKI


Drewniane zabawki są obecnie tworzone na styl lat 80-tych, kiedy to w czasach mojego dzieciństwa były motyle i koguciki na patyku, czy koty albo myszki ciągnięte na sznurku. My mamy zaktualizowaną wersję – smok na patyku
i krokodylek Emilek na sznurku (zwrotny skubaniec
J). Póki co, krokodylek wzięcia zbytniego nie ma, ale smok jest regularnie wyprowadzany na długie
i intensywne spacery przez mojego syna, boję się, że z kolejnego spaceru smok może cały już nie wrócić, ale póki co żyje i ma się dobrze. Kolejne 15 minut na umycie zębów, zrobienie makijażu zakrywającego ślady niewyspania, czy wstawienie prania bez asystenta wyjmującego z bębna skarpetki, które właśnie tam pakujesz.



STOLIK INTERAKTYWNY


Stolik był świetnym zakupem, bo póki Olaf nie wstawał ,to blat leżał na macie
i można było w niego klikać bez żadnego problemu,  a jak zaczął wstawać przy meblach, do blatu doczepiliśmy nóżki i mógł już chodzić naokoło stołu,
w poszukiwaniu elementów, które go interesują. Zabawka świetna, posiadająca
3 poziomy, w zależności od wieku i umiejętności dziecka. Stolik jest dwujęzyczny, więc przy okazji angielski można podszlifować ;) Rzekłabym, że zabawka głównie animalistyczna, bo i farma i odgłosy zwierzątek z farmy i zwierzątek egzotycznych z dżungli, rozmowy telefoniczne prowadzi szczeniaczek, w jednym rogu staw
z kaczuszkami, w drugim małpka w aucie. Sporo melodii do tego, które bawią malucha, odgłosy zwierząt, które z czasem próbuje naśladować. Może nie jest to zabawka najtańsza, ale spełnia wiele funkcji edukacyjnych i jest atrakcyjna dla dziecka przez naprawdę długi czas, na każdym etapie rozwoju, odkrywa  coś nowego i interesuje go inny element. Tutaj zaryzykowałabym, jeśli oczywiście będzie szał i wow ze strony dziecka, nawet 20 minut swobody
J Kobieto, w 20 minut umyjesz podłogę w kuchni, a może i w łazience, przeczytasz prasę poranną, nieważne, że w południe, liczy się fakt, że przeczytasz, rzucisz okiem na nagłówki interesujących Cię kwestii, zaplanujesz listę zajęć, którą zrealizujesz podczas drzemki, albo zrobisz sobie kolejna kawę, ciepła kawę, z mlekiem, jeśli lubisz.                                            

KSIĄŻKI


No i na deser zostawiłam sobie moje magiczne książki. Ważne, aby książki były różnorodne. Jeśli wszystkie są tego samego formatu, w podobnej kolorystyce, oferują tylko zestaw obrazek + treść, to niestety, ale nie pomalujesz sobie w tym czasie paznokci, ani nie przygotujesz produktów na obiad, czy nie wysikasz się po prostu bez asysty J Najfajniejsze są książki, które mówią albo grają i mają kartki na tyle grube, że mogą je małe paluszki przekładać bez problemu. U nas bardzo popularne były swego czasu bajki mówione, wydane przez Wydawnictwo Olesiejuk. Jak Olaf słyszał głos lektora i „Były sobie trzy misie – mama, tata i mały miś” od razu zaczynał się śmiać od ucha do ucha i dziecko zajęte słuchaniem
i gryzieniem kolejnych stronic. Mamy trochę tych wydań w kolekcji, żeby mu się jedna bajka w kółko nie znudziła.
Fajną opcją, ale to już dla troszkę starszych dzieci raczej,  są książeczki z puzzlami. Olaf jeszcze jest za mały na takie pozycje czytelnicze, bo rozbraja puzzle i je konsumuje powoli J Trzeba mu to wybaczyć, bo rosną mu piątki z każdej strony
i nie wie sam, co ma ugryźć, żeby mu ulżyło, ale taki dwulatek z ogarniętym uzębieniem już spokojnie może zagłębić się w lekturę połączoną z zabawą puzzlami.
Najlepszą książeczką natomiast okazała się książka A co to? (Wydawca AMEET) z wysuwanymi elementami. Największa frajda w chowaniu wystających elementów. Można to robić godzinami. Radości co niemiara, kiedy nagle wyłania się balonik, a z drugiej stronicy słońce wychodzi, czy bańka mydlana. Tutaj niestety nie zrobicie kolejnej kawy, bo książeczka mobilizuje do wspólnej zabawy, ale radość dziecka – bezcenna J
Skupiłam się póki co, na animacji czasu wolnego dzieci małych, do 1,5 roku, które trudno na dłużej zainteresować, chyba, ze macie swoje sposoby, to z chęcią skorzystam. Niepedagogicznie mogę Wam zdradzić sekret, że wybitnie skuteczne jeśli o zajęcie dziecka na dłużej chodzi są piosenki z fenomenalnymi animacjami. Smok Edzio jest wybawieniem, kiedy potrzebujemy zjeść śniadanie, bądź względnie ciepły obiad. Nie jestem ani matką idealną, ani perfekcyjna panią domu, więc przyznaję się do takich mało edukacyjnych metod na zajęcie czasu, którego pilnie potrzebuję.           

Dzieci ciut starsze można zając już zajęciami plastycznymi, które nie dość, że pochłaniają na długi czas, to rozwijają wyobraźnię. Rysowanie, kolorowanie, malowanie farbami, lepienie z plasteliny, czy modeliny, wyklejanki, wyrywanki, szkice węglem...możliwości jest mnóstwo, dlatego poświęcę temu jednak oddzielny post.

Have fun!                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                           

Komentarze

  1. Tak to dawno było ,że nie pamiętam jak ja dzieci usypiałam, po prostu kładłam i dziecko zasypiało, kiedy przychodził ten czas...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooooj, tych zabaw jest całe mnóstwo :) Nasz synek uwielbiał naśladowanie dżwięków oraz książeczki dżwiękowe (dokladnie takie, jak macie :) ) - a teraz najbardziej lubi zabawy plastyczne i odgrywanie różnych scenek z życia wziętych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ile ma lat? :) Zastanawiam się kiedy mogę dać dziecku plastelinę do zabawy i farby, póki co strasznie uważam z czymkolwiek, bo wszystko finalnie ląduje w buzi, rosnące zęby są nieubłagane ;/ A te książeczki dźwiękowe według mnie są świetne :)

      Usuń
  3. Studiuję edukację wczesnoszkolną, jakbyś coś potrzebowała- pisz :) Ciekawy blog. Obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to Ty Rudy Kocie :) Witaj, miło mi Cię gościć :) Pewnie, że będę pisać w razie wątpliwości, a póki co, to wyżej się zastanawiałam, kiedy mogę zacząć bawić się z dzieckiem plastelina i farbami. Może Ty mi pomożesz? :)

      Usuń
  4. O, przyda się za te 3 miesiące, jak moja córa - zaraz 10msc - skończy już rok :) chciałam kupić te książeczki 'opowiadające' bajki, ale nie byłam pewna, który moment będzie na to dobry :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zasadzie to nie wiem, kiedy jest dobry moment, kierowałam się intuicją i dość wcześnie, chyba ok. 7-8 miesiąca pierwszą książeczkę synowi kupiłam. Polubił opowieści i cieszył się jak tylko słyszał pierwsze zdanie bajki, jedną książeczkę mógł słuchać kilka razy pod rząd :) Myślę, że możesz śmiało już kupować, córka powinna być zadowolona :)

      Usuń

Prześlij komentarz

NAJCHĘTNIEJ CZYTANE

NOSIĆ CZY NIE NOSIĆ - OTO JEST PYTANIE?

Taka sytuacja z ostatnich dni:
Moje dziecko, które waży już swoje kilkanaście kilogramów i liczy swoje
19 miesięcy, potrafi świetnie samo chodzić, a w zasadzie już biegać, gdzie tylko oczy poniosą, jednak uparcie zachodzi drogę i włazi na ręce, choćby na 2 minuty. Biorę raz, drugi, trzeci…dwudziesty siódmy i w końcu mam dość, mój kręgosłup ma dość, moje nerwy mają dość i stwierdzam, że faktycznie, tak jak niektórzy „radzą”, trzeba oduczyć go tego. Nie biorę go po raz dwudziesty ósmy, podnoszę zniecierpliwiony głos i zostawiam zapłakanego na trawie, idę dalej mrucząc pod nosem niecenzuralne kwestie. Siadam parę metrów dalej na trawie, nerwy mną szarpią i…też mi się chce płakać razem z nim…
NIE NOŚ, BO SIĘ PRZYZWYCZAI!
Nie dlatego, że sobie nie umiem z nim poradzić, że mam dość, że jestem zmęczona tymi pielgrzymkami na rękach, ale dlatego że po czasie do mnie dotarło, że nie tędy droga, że popełniłam błąd. Matka też człowiek, ma swoje granice i puszczają jej od czasu do czasu nerwy i akce…

WEJDŹ W MOJE BUTY, CZYLI W POSZUKIWANIU EMPATII W ZWIĄZKU

Podejdź do mnie.
Stań obok.
Bardzo blisko.
Wejdź w moją skórę.
Moje buty. 
WEJDŹ W MOJE BUTY
Tak, wiem, że w moich butach może być Ci niewygodnie, za ciasne obcierają stopy, za duże utrudniają przemieszczanie się, ale nigdy mnie nie zrozumiesz, jeśli nie spróbujesz postawić się na moim miejscu, nie przejdziesz odcinka drogi w moich butach. To może być niewygodne i bolesne doświadczenie, wychodzisz przecież ze strefy własnego komfortu i opuszczasz swoje jestestwo, ale jeśli nie będziemy od czasu do czasu zakładać swoich butów, zamiast poranionych stóp, możemy mieć poranione serca i dusze. Empatia, zrozumienie, umiejętność wejścia w skórę partnera to mocny fundament pod budowany związek, bez niego konstrukcja jest chwiejna, grozi zawaleniem i dotkliwym poranieniem, a czasem nawet „śmiercią” budowanej Miłości.
IF I WERE YOU...
Te metaforyczne buty przyszły mi od razu na myśl w kwestii tematu zrozumienia drugiej osoby. Pamiętam lekcje angielskiego w liceum i konstrukcje trybów warunkowych, …

PUCIO I JEGO METODY NA NAUKĘ MOWY

FENOMEN PUCIA
Dużo wcześniej zanim kupiłam pierwszego „Pucia” słyszałam o jego fenomenie i zachwytach nad tą serią książeczek. Nie mogłam tego nie sprawdzić, tym bardziej, ze moje dziecko weszło w okres nauki mowy,
a podobno one świetnie nadawały się do tego celu, gdyż stworzone przez logopedę Martę Galewską-Kustra i dostosowane wiekowo i do poziomu zaawansowania w nauce mówienia.
Nie napiszę Wam, że moje dziecko również zakochało się w Puciu i w parę dni nauczyło mówić, bo odrobinę bym skłamała, ale mogę Wam powiedzieć z czystym sumieniem, że mnie książka bardzo przypadła do gustu 😊


ZABAWA SŁOWEM
Przede wszystkim solidność wydania – grube karty, przyjemne w dotyku, porządnie złożone i sklejone. No i oczywiście grafika, tak jak większość czytelników podkreśla – świetnie przygotowane ilustracje autorstwa Joanny Kłos, ciekawa kompozycjaksiążki, która służy już starszym dzieciom, gdzie oprócz historii z życia Pucia i jego rodziny, obok przedstawione i podpisane są przedmioty grające …