Przejdź do głównej zawartości

NOC TEATRÓW 2018 W KRAKOWIE - "MASKARADA" NIKOŁAJ KOLADA


maska teatralna, noc teatrów kraków, Maskarada, Nikołaj Kolada, Teatr Słowackiego
W Wigilię Nocy Teatrów w Krakowie nie mogło tu zabraknąć teatralnej opowieści J Wielka uczta odbędzie się w nocy 16/17 czerwca obejmując zasięgiem teatry małe i duże, te znane i te „z podziemia” artystycznego, teatr wyjdzie też na ulice – co roku na Rynku Głównym możemy doświadczyć atmosfery teatrów ulicznych.

SPEKTAKLE ULICZNE

Kilka lat temu pierwszy raz oglądałam „Ślepców” w wykonaniu aktorów teatru KTO w Krakowie, niesamowite przeżycie i ze względu na fabułę, na sposób konstrukcji przedstawienia, na zapanowanie nad ruchem scenicznym, emocjami…uroku i aury niezwykłości dodaje fakt, że sztuka rozgrywała się przy zachodzie słońca, kiedy dzień przechodził w mrok,
a potem ciemną noc. Te wszystkie bodźce z zewnątrz, atmosfera rozgrywanego spektaklu tuż obok, na wyciągnięcie ręki, przenoszą sztukę teatralną, a razem z nią widza, w inny wymiar. Dla mnie był to wieczór niezwykły, odciskający się dość głęboko i ze względu na emocje
i spektakularność tego przedsięwzięcia. Jeśli ktoś nieszczególnie przepada za murami teatru i etykietą teatralną to polecam zacząć przygodę z tą sztuką performatywną właśnie wybierając się w Noc Teatrów na płytę Rynku Głównego, w celu konsumpcji niepowtarzalnych wrażeń i klimatu. W tym roku teatr KTO wystawia spektakl o tematyce narodowo-wyzwoleńczej „Biało-czerwona”, więc przypuszczam, że płyta może „zapłonąć”. Ale oprócz tego przewidziane jest kilka innych spektakli plenerowych na innych „scenach” Aleja Róż i Plac Niepodległościowy (przy KS Korona). Serdecznie polecam skorzystać akurat z tej możliwości z okazji Nocy Teatrów w Krakowie.

Pamiętam również spektakl wyświetlany na zewnątrz budynku Bagateli. Na ekranie transmitowano na żywo to, co rozgrywa się właśnie na scenie wewnątrz. Krzesła poustawiane były po drugiej stronie ulicy naprzeciwko teatru, zastawiając widownią połowę ulicy Szewskiej.

NOC TEATRÓW

Noc Teatrów to wyjątkowa noc, podczas której spektakle oprócz podania
w formie tradycyjnej, serwowane są też w niecodziennych wydaniach, na pewno wartych zobaczenia.

A z tej świątecznej, wyjątkowej okazji przynoszę Wam spektakl szczególny  - „Maskaradę” Nikołaja Kolady. Pisząc kilka lat temu o tym spektaklu, od razu w głowie uformował mi się tytuł recenzji – danse macabre. I sztuka tego rosyjskiego dramaturga (-----> trochę informacji o rosyjskim teatrze
i literaturze pisałam w tym artykule ;)) jest takim tańcem śmierci, plątaniną silnych emocji, żarliwych uczuć, rozterek umysłu dryfujących miedzy skrajnościami, a wśród wszelkich odcieni emocji w „Maskaradzie” prym wiedzie i wylewa się na scenę zazdrość…

PANI ZAZDROŚĆ

Zazdrość – jedna z najsilniejszych i oślepiających emocji. Pęta zmysły, zawiązuje rozum na supeł, karmi się szaleństwem i popija goryczą. Jako jeden z siedmiu grzechów głównych, prowadzi do piekła duszę obarczoną owym przewinieniem, ale jednocześnie pociąga za sobą w piekielną otchłań duszę, będącą przyczynkiem grzechu. Czasem niestety Bogu ducha winną. Arbienin, oszalały zazdrośnik, prowadzi żonę Ninę i siebie samego drogą,
z której nie można zawrócić. Zaślepiony żądzą zemsty ciągnie z zaciętością ukochaną na krawędź, spycha w otchłań, tuż po tym tracąc zmysły – skacze w nią sam.

Suną po scenie białe szaty, rytmicznie, miarowo, dostojnie, precyzja ruchów, synchroniczność doskonała. Porywają maski i fruną dalej w takt, złączeni
w jednobarwnym korowodzie zjaw. Biel symbolizująca niewinność wprowadza tu od początku niepokój i stanowi dysonans w stosunku do „kolorystyki" samego tytułu sztuki. „Maskarada" kojarzy się raczej
z karuzelą barw wszelakich, żywych, nasyconych, wyrazistych. Kontrastuje też z wszechogarniającą rozpustą i zabawą.

MASKARADA

Zazdrość oraz zemsta często chadzają parami, tak samo skutecznie zasłaniają oczy i prowadzą niczym ślepego ku zagładzie, wabiąc słodką obietnicą triumfu, ulgi, fałszywego poczucia „sprawiedliwości" . Historia wystawiona na deskach Teatru im. Juliusza Słowackiego przez reżysera Nikołaja Koladę jest właśnie historią tragicznych pomyłek, począwszy już od wprowadzającej sceny – Nina (Agnieszka Judycka) gubi bransoletkę, która to staje się powodem jej zabójstwa. Przedmiot przypadkowo znajduje rozpustna baronowa Sztral (Dominika Bednarczyk), która bałamuci młodego księcia Zwiezdicza (Rafał Szumera) i w ramach pamiątki, podarowuje mu nieszczęsną biżuterię. Książę zaślepiony namiętnością,
a Arbienin (Radosław Krzyżowski) zazdrością, nie próbują nawet słuchać jakichkolwiek wyjaśnień, liczy się fakt niezbity – bransoletka należała do Niny. Wszystko byłoby proste, gdyby nie te maski...

BRANSOLETKA ŚMIERCI

Podążając tropem bransoletki, wyłania się tu istotna rzecz, jeśli chodzi
o kunszt spektaklu. Wydarzenia z nią związane, zapowiada początkowy walc, kiedy to aktorzy poruszając się w jego rytmie, brzęczą bransoletami. Kolejnym zwiastunem oraz niemym komentatorem rozgrywających się kluczowych zdarzeń jest postać kobiety, zwanej Motylkiem (w tej roli Ewa Worytkiewicz), która uczestniczy w sztuce, ale jakby obok, niby wieszczka albo Los, podsuwając Baronowej zgubiony przedmiot, czy też później podając puchar z trucizną Arbieninowi. Paradująca w żałobnych szatach
w scenach finalnych, niczym wodzirej inicjuje szalony danse macabre.
Oprócz stale obecnych na scenie postaci, które można potraktować jako tło, czy cofając się do antycznych dramatów, uznać za chór, nastrój sytuacji podkreśla scenografia. Ascetyczna, złożona z obrotowych figur, które raz stanowią zimne wnętrze sypialni, a raz szaloną dyskotekę. Oszczędność
w doborze środków scenicznych ma na celu wyeksponowanie kreacji aktorskich, ukazanie ich przemian i dosadne wystawienie na pierwszy plan emocji oraz ich „potyczek" .

„ACH, JAKI PIĘKNY JEST TEN WALC!”

Całość dopełniona, a właściwie poprowadzona, została przez muzykę. To walc Arama Chaczaturiana i „Polonaise" Shigeru Umebayashi nadają sztuce dostojności oraz dramaturgii. Zastanowić by się można, czy wyłączając dialogi aktorów i dodając więcej elementów tanecznych, nie powstałaby kolejna „Maskarada" o tym samym przekazie. Forma sceniczna może ciekawsza i barwniejsza, ale żal byłoby jednak niewypowiedzianych kwestii Radosława Krzyżowskiego (Arbienin).

Uwagę zwraca też sposób przedstawienia postaci na scenie, nawiązujący już do tytułowej maskarady. Podczas balu i tuż po nim zarówno Arbienin jak
i Nina prezentują się wyniośle i dostojnie – ona z ogromnym trenem zostaje wnoszona na scenę i prowadzi rozmowy z mężem z pozycji dużego dystansu. Dopiero w scenie, kiedy znajdują się sami w sypialni, maski opadają i postaci schodzą na ziemię, wchodzą ze sobą w bezpośrednie interakcje. „Mechanika" aktorów podczas maskarady w rytmie walca, czy nawet przy dźwiękach słynnego hitu Maxa Raabe „Oops i did it again", nagle ginie
w scenach końcowych spektaklu. Na marginesie trzeba przyznać, że Kolada stworzył nieszablonową mieszankę stylistyczną jeśli chodzi o muzykę, co również trzeba zaliczyć do istotnych aspektów spektaklu jeśli chodzi o samą interpretację.

Sztuka Lermontowa, zaaranżowana przez Koladę, oprócz tragicznej fabuły prowadzącej do nieuchronnej klęski, zawiera w sobie sporo żartobliwych tonów, o których nie należy zapominać. To trochę taki śmiech przez łzy, gorycz zaprawiana słodyczą albo i na odwrót. W zależności od tego jak widz odbiera i interpretuje emocje. Dla jednych może za dużo postaci na scenie, które rozpraszają, zbyt wiele tej niekończącej się maskarady, przesyt mieszanki stylistycznej, a dla drugich to może głównie żywioł emocji
i przeżyć, interakcja na linii aktor–widz. Wszystko jest zależne, a Kolada dał publiczności tak wiele elementów, że można dowolnie przebierać i szukać swojej ścieżki interpretacyjnej. Mnie zabrakło tylko jednego elementu – wytańczonego w pełni walca, żeby móc się na koniec zachwycić: „Ach, jaki piękny jest ten walc!".


_______________
Jeśli spodobał Ci się tekst, uważasz, że komuś może się również spodobać, czy przydać - nie wahaj się, udostępnij i poślij dalej :) Masz pytania, bądź chcesz skomentować - pisz. Wpadaj jak najczęściej, a jeśli chcesz być na bieżąco, polub mój fanpage na fb i profil na instagramie :) 

Komentarze

  1. Teatr jest czymś cudownym. Kiedyś miałam okazję ze szkołą często tam witać. Teraz bardzo mi tego brakuje. Nawet nie wiedziałam, że jest takie coś jak Noc Teatrów. Zapamiętam i jak będzie okazja skorzystam!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

NAJCHĘTNIEJ CZYTANE

BIEGNIJ DOKĄD ZECHCESZ CHŁOPCZYKU, CZYLI RZECZ O WYCHOWANIU CZŁOWIEKA

MÓJ CHŁOPIECZawsze chciałam mieć chłopca. 
Urodziłam sobie syna.
 I z tego względu, że sama jestem dziewczynką, od pierwszych dni uczę się tego męskiego świata od podstaw. Wypłynęłam na nieznane dotąd wody. Zawsze o wiele lepiej dogadywałam się z mężczyznami niż z koleżankami, ale dogadywać się z teoretycznie obcymi mężczyznami, a wychowywać mężczyznę powstałego z własnej krwi to ogromna jednak różnica
i wyzwanie. Kiedy zapytasz matkę o to kim chciałaby, żeby było jej dziecko, często odpowiada, że chciałaby, żeby było dobrym człowiekiem i to słowo CZŁOWIEK  powinno być kluczowe jeśli chodzi o kwestię wychowania dziecka, obojętnie której płci. Chcemy najbardziej, żeby nasze dziecko było dobrym człowiekiem, więc spróbujmy je wychowywać na dobrego człowieka, a nie na typową dziewczynkę, czy typowego chłopca, nie wpychajmy w te głupie schematy powielane od pokoleń, tego małego człowieka, który rodzi się wolny od tego.

CHŁOPAKI NIE PŁACZĄ? Dla przykładu – powtarzamy od małego jak mantrę „c…

MATKI ŻYWE, MATKI MARTWE

MATKI ŻYWE I MARTWE Dostałam przepiękny i wzruszający tekst od kobiety, którą znam i bardzo cenię za dobre serce i życzliwość w stosunku do ludzi, jednak nie będziemy operować tu imionami, bo to nie jest tutaj najważniejsze. Tekst, który jest głęboki, mocny i odważny. Poprosiła mnie o poruszenie tego trudnego tematu, który owszem przewija się w artykułach, wywiadach, rozmowach, jednak wciąż za mało się o nim mówi, za mało w kontekście zrozumienia
i pomocy. Tekst ten jest dla mnie kwintesencją  tematu, wspaniałą inspiracją do przystanięcia i zastanowienia się:

Matki dzielą się na żywe i martwe. Te pierwsze razem ze swoim dzieckiem rodzą się, rosną, uczą się, cierpią, dorastają. Dojrzewają. Te drugie zastygają w jednym odczuciu i kamienieją. Aż zapomną, zaakceptują brak.
O matkach żywych ciągle słyszymy w telewizorze, widzimy je na ulicach, uśmiechamy się do kobiet, które z niecierpliwością uspokajają wrzeszczące dziecko w tramwaju. Martwe, ze szklanym wzrokiem odwracaja wtedy wzrok
i pa…

MAM W DOMU CIĄGŁY BAŁAGAN CZY TWÓRCZY NIEŁAD? ZABAWY PLASTYCZNE DLA DZIECI

PORZĄDEK W CHAOSIE Może i nie jestem typem pedanta, no dobra nie oszukujmy się - w zasadzie to raczej nie mam z nim nic wspólnego i tonę w chaosie, ale lubię porządek 😊 Jednakże w miarę kontrolowany burdel mi nie przeszkadza, od lat pracuję
w chaosie i tak najlepiej mi się tworzy. Ciśnienie mi szybuje do góry tylko, kiedy nie mam gdzie postawić stopy i zaczynam obijać się o rzeczy, idąc slalomem przez pokój 😉 Nie jestem też perfekcyjną panią domu, ani idealną matką, wyznaję dwie zasady porządkowe – podłoga i łazienka musi być czyściutka, a książki i laptop odłożone z dala od źródeł zniszczenia, choć czasem to trudne, bo moje prawie 3-letnie źródło destrukcji potrafi się przemieszczać i to wyjątkowo szybko i sprawnie, jeśli bardzo mu zależy na zdobyciu celu😊


W IMIĘ ROZWOJU! W naszym domu króluje niepisana zasada, że dom jest dla nas i służy do mieszkania, a nie podziwiania czy pilnowania, żeby kompozycja ustawienia butów w przedpokoju nie została zaburzona. Gdybyśmy mieszkali sami…