Przejdź do głównej zawartości

6 GRUDNIA - 1 URODZINY BLOGA

1 urodziny bloga, 6 grudnia, mikołajki, podziękowania, dziękuję, czytelnicy
Fot. Paweł Zając

Dziś świętuję podwójnie  - Mikołajki i pierwsze urodziny bloga! 

Czas tak strasznie szybko zapieprza (inne słowo tak dobitnie tego nie odda:)), że dziś 6 grudnia moje drugie "dziecko" świętuje rok życia w sieci.

Jestem dumna, że wytrwałam w konsekwencji i regularności, że nie zboczyłam na boczne tory, że nie rzuciłam tego po miesiącu, kiedy zarywałam kolejną noc, kiedy sen na wagę złota, żeby napisać artykuł, żeby zrobić zdjęcia książek, żeby znaleźć pomysł na kolejną recenzję spektaklu, żeby pracować na swoją markę, żeby udowadniać sobie, że dam radę, że mogę lepiej, bardziej, mocniej.

 Ale...gdyby nie fakt, że ktoś chciał czytać, to co mam do powiedzenia, że kogoś interesuje mój świat, moje myśli, złości i zachwyty to byłaby smutna twórczość  :)

Ale gdyby nie pozytywne głosy i opinie, że fajne to, co piszę, co robię, inspirujące, a o inspirację mi głównie chodziło przecież od początku
(o początkach możesz przeczytać we wpisie "Na początku było wiadro
z piaskiem"
), to byłoby bardzo trudno ciągnąć ten wózek.

Bo to ciężka praca, zawsze jeśli chcesz coś zrobić dobrze, to musisz urobić się po łokcie, samo nie przyjdzie, samo się nie zrobi.

Z tej okazji chciałabym serdecznie podziękować Czytelnikom, tym wiernym i stałym, ale i tym wpadającym tu na chwilę, na jedną kawę. 

To dla Was chcę tworzyć kolejne artykuły, dzielić się wiedzą, myślami
i emocjami. To dzięki temu miejscu, które żyje, dzięki Waszej obecności, miałam okazję przyczyniać się do naprawiania świata na szerszą skalę
i ciągnąć za sobą kolejne Dusze (każda z tych Dusz pewnie wie, albo czuje, że o niej tu właśnie piszę :)), które ciągnęły kolejne i krąg zaangażowanych
w przeróżne akcje się poszerzał. To jest to, co mnie najbardziej cieszy i jara, że spełniając swoje marzenia, mam moc przyczyniania się do spełniania marzeń kogoś innego. 

Kilka postów, w których pisałam o ludzkich, pokaleczonych światach kosztowało mnie jezioro łez, ale i dostarczało ogromnych wzruszeń, kiedy coś się udawało naprawić, coś szło w dobra stronę. Czasem te silne emocje
i potrzeba ogarnięcia ich w tekst, były najtrudniejszą rzeczą w całym pisaniu. Nie brak snu, nie poświęcanie każdej wolnej chwili na pisanie, nie parujący o 2 w nocy mózg, nie walka z kwestiami technicznymi
i statystykami, o których się nie ma bladego pojęcia, ale te emocje, które trzeba ubrać, nazwać i posłać w świat, choć są tak trudne, że nie sposób ich wypowiedzieć na głos. 

Rok blogowania umożliwił mi uczestnictwo w projektach, możliwość zrecenzowania i sprawdzenia na własnym, prywatnym egzemplarzu dziecięcym wielu wspaniałych książek dla dzieci, znajomość z grupą fantastycznych ludzi piszących w sieci, inspirujących mnie każdego dnia, i co drugim wpisem, ludzi podobnie myślących i odbierających świat, tworzących piękne rzeczy i piękne zdania, otworzyło mi umysł na wiele kwestii, stworzyło małe poletko do dyskusji na tematy teatralne, książkowe, psychologiczne. 

Rok blogowania pokazał mi też, że oprócz tych wartościowych ludzi, tryskających pozytywną energią, z każdej strony wylewają się fale nienawiści, złości, chamstwa i bestialstwa. Czytając komentarze płynące na tej fali zaczynam się zastanawiać, gdzie kończy się człowiek, a zaczyna twór człekopodobny z fizjonomii oczywiście, bo we wnętrzu tego tworu nie bije serce, a kupa zgniłych podrobów. Tak jak jestem pod wrażeniem wielkości serc niektórych ludzi, tak czasem strasznie jest mi wstyd za te twory i nie umiem ogarnąć ich myśli, swoją myślą.

Dziękuję Wam wszystkim, że jesteście ze mną, że chcecie mnie czytać, rozmawiać, wymieniać opinie i spontaniczne myśli. Dziękuję, ze dzięki Wam i przez to, co dla Was robię, mogę budować swoje małe imperium
z pisarskich marzeń. 

Dziękuję Ci, Krzysztofie (Diable;)), że mnie zmotywowałeś i we mnie wierzyłeś, a przede wszystkim, że byłeś pierwszym recenzentem tego, co skrobałam po nocach :) 

Dziękuję Ci, Synu za moc i siłę, która płynie z samej świadomości, że jesteś i...za długie drzemki, bo dzięki nim miałam ten cenny czas, żeby tworzyć, bądź kończyć to, w czym utknęłam :) 


6 grudnia 2017 postawiłam pierwszy krok na tej drodze i na te pierwsze urodziny życzę sobie nieskończonej ilości tych kroków, a mojemu blogowemu dziecku ogromu Czytelników :) 


__________
Jeśli spodobał Ci się tekst, uważasz, że komuś może się również spodobać, czy przydać - nie wahaj się, udostępnij i poślij dalej :) Masz pytania, bądź chcesz skomentować - pisz. Wpadaj jak najczęściej, a jeśli chcesz być na bieżąco, polub mój fanpage na fb i profil na instagramie :) 


Komentarze

  1. Blogowanie jest cudowne :) ja mam już za sobą 2 lata z hakiem i ciągle czuję olbrzymią potrzebę rozwoju :) Gratuluję i trzymam kciuki za same sukcesy w kolejnych latach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że blogowanie rozwija :) Bardzo dziękuję, kciuki się przydadzą z pewnością :D

      Usuń
  2. Gratuluje ja dorastam by przejść na pl.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

NAJCHĘTNIEJ CZYTANE

BUNT DWULATKA - A CO TO TAKIEGO? KRÓTKA INSTRUKCJA OBSŁUGI.

Bunt dwulatka to ogromny straszak na rodziców noworodków, już od pierwszych miesięcy słyszysz od rodziny i znajomych, że jak przyjdzie ten straszliwy bunt, to dopiero zobaczysz, co to znaczy mieć dziecko. Rozpanoszył się ten bunt, podporządkował sobie przestraszonych rodziców i podjada te „prawdy objawione” przekazywane od lat. A ja Wam powiadam, że buntu nie ma J Chyba, że naturalny etap rozwoju chcecie sobie tak przerażająco nazwać, to śmiało J

JEGO WYSOKOŚĆ BUNT
Mniej więcej około drugiego roku życia w układzie nerwowym małego człowieka zachodzą wielorakie i liczne zmiany, zapewniam, że nie jest to tak, że przychodzi Bunt do malucha i mówi: „Od teraz będziesz zły, idź i dewastuj świat i nerwy rodziców”. Mały człowiek szuka własnego „ja” – tak można najkrócej określić to, co wielu nazywa tym sławetnym buntem. Uczy się dopiero wyrażać swoje emocje, z którymi sobie nie radzi, bo jeszcze tego nie potrafi. Dorośli często mają ogromne problemy z radzeniem sobie z emocjami, a co dopiero ta…

"ŚWIAT EMOCJI. STRACH", CZYLI JAK POMÓC DZIECKU POZNAĆ I OPANOWAĆ EMOCJE

CZY UCZYMY DZIECI EMOCJI?Uczymy nasze dzieci mówić, czytać i pisać, jeździć na rowerze, rolkach, sankach, grać na pianinie, czy rysować, ale czy uczymy je emocji? 

Stali Czytelnicy wiedzą, że na blogu głównie skupiam się na emocjach, pisząc o dzieciach, bo wychowanie oparte na emocjach, ich rozumieniu, nazywaniu, panowaniu nad nimi stanowią fundament szczęśliwego życia naszych dzieci w przyszłości. Dzieci nie rodzą się z wiedzą tajemną, co znaczą różne emocje, zachowania, nie wiedzą, co jest dobre, a co złe i my musimy ich nauczyć nazywać odpowiednie stany pojęciami, charakteryzować główne cechy i specyfikę. I podstawowa, bardzo ważna zasada, o której nie wolno zapomnieć to przekazać dziecku, że nie ma złych i dobrych emocji, jak to zwykle dzielimy , są tylko EMOCJE, bez zbędnego nacechowania, bo mówiąc, że smutek jest zły, nie dość, że dziecko czuje się źle z daną emocją to zacznie szarpać nim jeszcze poczucie winy, dlaczego ono to odczuwa, czemu nie może odczuwać tylko tych dobrych…

POŚWIĘCENIE JEST PRZEREKLAMOWANE

POSIADANIE DZIECI TO OGROMNE POŚWIĘCENIE Dawno, dawno temu, kiedy nie miałam jeszcze dziecka (bo choć czasowo tak dawno temuto znowu nie było, to mam wrażenie, że jestem matką już od wieków 😊) myślałam dokładnie tak, jak myśli większa część ludzi nieposiadających potomka, że posiadanie dziecka, ba! dzieci w liczbie mnogiej to ogromne poświęcenie, koniecżycia, trud, ból i łzy. I wcale nie zaprzeczam, że w pewnym stopniu owi ludzie maja rację, ale to, co w czasach przedmacierzyńskich wydaje się poświęceniem, w czasie „po narodzinach” staje się po prostu miłością. Robimy coś, co wykracza poza strefę naszego komfortu nie dlatego, że jesteśmy przymuszeni i cierpimy z tego powodu, ale dlatego, że chcemy dla tej istoty tego, co najlepsze. PUNKT WIDZENIA ZALEŻY OD PUNKTU SIEDZENIA Druga kwestia jest też taka, że to, co jedna matka uważa u drugiej za poświęcenie, dla tamtej absolutnie poświęceniem nie jest. Prosty przykład – jedne kobiety wracają szybko do pracy, inne zostają w domu przez pi…