Przejdź do głównej zawartości

JAK SIĘ UBRAĆ DO TEATRU, CZYLI CO WARTO WIEDZIEĆ PRZED WIZYTĄ W TEATRZE


jak sie ubrac do teatru, co wartoo wiedzieć przed wizytą w teatrze, punktualność, brawa, aktorzy, widzowie, sztuka, spektakl, telefony

Jednym z najczęściej zadawanych pytań jeśli o wizytę w teatrze chodzi, jest w co się ubrać? i choć jest to kwestia też w jakiś sposób istotna, to ważniejsze dla mnie po kilku ładnych latach obserwacji widzów różnego wieku i kalibru, bardziej na miejscu jest pytanie jak się zachować? Bo o ile dawno, dawno temu wyjście do teatru to był ceremoniał sukni wieczorowych, fryzur, makijażu, ważnych spotkań to obecnie kwestia ubioru pozostawia sporą dowolność, natomiast zachowania, które coraz częściej rozsiadają się wygodnie na widowni, pozostawiają sporo do życzenia. Drażni to okrutnie mnie – widza, a co dopiero mają powiedzieć aktorzy?

W teatrze,  choćby że względu na fakt, że jest to przybytek kultury wysokiej, bardziej od nienagannego i modnego przyodzienia wymagana jest kultura, zarówno osobista jak i społeczna, znajomość pewnych obowiązujących zachowań. „Reguła teatralna” jest obecnie bardzo liberalna, bo chodzi o to, żeby ludzi zachęcić, wyjść ze sztuką na ulicę, a nie odstraszać, czy rzucać kłody pod nogi, w postaci obowiązku noszenia pióropusza z bażanta, czy srebrnej laski z głową węża zatopioną w wosku (fujjjj, spontaniczne skojarzenia zaczynają się wymykać spod kontroli 😉). ALE teatr to nie melina (choć czasem nią bywa, nie przeczę) i jednak trzeba się jakoś zachowywać, albo przynajmniej udawać, że przyzwoite zachowanie nie jest nam obce.

PUNKT PIERWSZY - TELEFONY

Wiecie co jest przerażające kiedy gasną światła na widowni? Ekrany telefonów świecące jak zagubione świetliki nocą. A wiecie, co jest największa zmorą trwającego spektaklu? Dzwoniący telefon, sygnał smsa, serii przychodzących wiadomości na messanger, komentarze wypowiadane zbyt głośnym szeptem, prowadzenie dyskusji z sąsiadem na widowni. Sory, ale tak jak w kinie ludzie narzekają na siorbanie coli, czy szeleszczenie
i chrupanie, tak tutaj nie dość, że przeszkadza się innym odbiorcom, to przede wszystkim aktorom w ich pracy, skupieniu.

 Sztuka to swego rodzaju seans, wymaga skupienia obu stron, wejścia
w inny wymiar, to relacja oparta przede wszystkim na szacunku widz-aktor.
Byłoby idealnie, gdyby przed wejściem na salę następowała konfiskata telefonów, bo i tak nie są one nikomu tam potrzebne – podczas spektaklu nie wolno robić zdjęć ani nagrywać, o czym przypomina każdorazowo lektor, uprasza się o wyłączenie urządzeń elektronicznych, które mogą zakłócać odbiór, więc wyklucza się możliwość pisania smsów, wiadomości, odbierania telefonów, generalnie świecenia ekranami na widowni i zakłócania przeróżnymi dźwiękami przedstawienia. Masz funkcję trybu samolotowego w telefonie to właśnie jest moment żeby jej użyć, możesz równie dobrze wyciszyć po prostu dźwięki. Ciekawym zjawiskiem jest to, że owszem, "najgorszą" grupa odbiorców na widowni są uczniowie szkół wszelakich i jak przekraczam próg teatru i widzę ten szkolny rój to mam ochotę zawrócić, ale częściej zdarza się, że telefony na widowni szaleją kiedy młodzieży akurat nie ma na spektaklu. Zatem albo nauczyciele konfiskują dzieciakom telefony, albo…dorośli ludzie są niekulturalnymi ignorantami.

I zanim rzucicie mi się do gardła, że jak mogę tak o uczniach mówić i kłoci się to z moja ideą rozpowszechniania sztuki, to spieszę z wyjaśnieniami, że oczywiście, że całym sercem jestem za ukulturalnianiem młodych ludzi
i chwała nauczycielom za te wycieczki do teatru, ale patrząc z perspektywy recenzenta przychodzącego jakby nie było pracować na sali teatralnej, zdecydowanie wolę jak młodzież ukulturalnia się akurat nie na „moich” spektaklach 😉

No to kwestie telefonów mamy z głowy – zero telefonów, zero dźwięków, czasem nawet wybitnie głośna wibracja zakłóca przedstawienie.

PUNKT DRUGI - PUNKTUALNOŚĆ

Ja sama jestem najlepszym przykładem na to, że bywają sytuacje losowe - autobus się spóźni, korek się zbyt przykorkuje, taksówka ma wydłużony czas oczekiwania, ale w całej mojej karierze teatralnej spóźniłam się tylko raz, bo tramwaj się popsuł i próbowałam na piechotę dotrzeć na czas. Nie wyszło. Spóźniłam się parę minut, ale brama teatru, w tym przypadku Sceny Miniatury Teatru Słowackiego, już była zamknięta. Punktualności przestrzegali tam co do minuty.

W innych teatrach wpuszcza się jeszcze na widownię po zgaszeniu świateł, czy kiedy zaczyna spektakl parę minut po umówionym czasie, a niekiedy
i w pierwszej scenie przedstawienia, jednak tutaj obowiązuje zawsze zasada, że w dobrym tonie jest być po prostu przed czasem, żeby zdążyć
i zostawić okrycie w szatni i na spokojnie odszukać swoje miejsce póki światła jeszcze pokazują kierunek, zasiąść, wyciszyć się i skupić na tym, co za chwilę się rozegra.
No chyba, że przychodzimy do teatru pogadać
z kolegą czy koleżanką to można spokojnie etap przygotowania do odbioru pominąć 😉

 PUNKT TRZECI - UBIÓR

Jak już mówiłam, ważniejsze co w głowie niż na człowieku, niemniej jednak kiedy ktoś pyta jak się ubrać do teatru, odpowiadam – to zależy. Zależy jaki teatr, czy to premiera itd. Każdy teatr ma swój klimat, otoczkę, zwyczaje i też preferowany strój. Na ogół teatry alternatywne, kameralne, małe nie zwracają wielkiej uwagi na elegancki ubiór, ale bywa też, że słynne, duże teatry przyjmują luźną etykietę i jeśli spektakl nie jest premierą, czy jakąś rocznicą to i trapery i wełniany golf po kolana są spoko. Dlatego jeśli pierwszy raz wybieracie się do jakiegoś teatru, warto się zorientować jak wygląda tam kwestia ubioru, po to, żeby ani nie wyróżniać się zbyt eleganckim i wieczorowym strojem, ani nie przesadzić w drugą stronę. Przyznacie, że długa suknia wieczorowa z jedwabnym szalem wyglądałaby dość karykaturalnie wśród stonowanego stroju w postaci prostych, klasycznych sukienek czy nawet spodni. Głupio pewnie też czulibyście się
w zupełnie luźnej stylizacji jeśli przeważa strój wieczorowy i elegancki wokół. Dlatego albo kierujemy się zasadą „kto pyta nie błądzi”, albo ubieramy się „asekuracyjnie”, czyli przyzwoicie i elegancko, ale bez przesady.


Dobrze z salą teatralną komponują się ciemne kolory, czarne, klasyczne sukienki, czy spódnice, szpilki albo eleganckie botki. Nigdzie też nie jest powiedziane, że płaskie buty nie są eleganckie i wieczorowe. Dawno temu ze środowiskiem teatralnym kojarzyły mi się czarne golfy u mężczyzn i teraz faktycznie często spotykam panów w golfach i marynarce na widowni,
a także panie w czarnym, gładkim golfie w połączeniu z ciekawą spódnicą czy spodniami. Możliwości jest tysiąc. Natomiast niekoniecznie pasują sportowe bluzy, dresy, czy adidasy, chyba, że etykieta teatru jest zupełnie dowolna.

Strój teoretycznie podkreśla rangę wydarzenia i pokazuje nasz szacunek do przybytku kultury i pracy aktorów. W dzisiejszych czasach nie powinien on stanowić przeszkody w zażywaniu sztuki teatralnej, ale umówmy się, są miejsca o określonej etykiecie, której niestety wypada przestrzegać i robiąc szybkie porównanie – na siłownię zabieramy strój sportowy, odpowiednie obuwie, ręcznik i butelkę wody, nikt z tym nie dyskutuje tylko się przystosowuje do reguł i raczej nie wparuje w szpilkach i tiulowej spódnicy na bieżnię. I jeszcze ostatnia rzecz jeśli o wybór stroju chodzi – pamiętajmy
o umiarze, wystarczy jeden element mocno rzucający się w oczy. Zakładając prostą, czarną sukienkę, można zarzucić kolorowy szal, albo bogatsze kolczyki czy naszyjnik, ewentualnie bardziej ekstrawagancką torebkę, ale jeśli nasz strój zawiera w sobie wiele barw, struktur, czy warstw lepiej zrezygnować z biżuterii, czy wyszukanych fryzur i makijaży. Nie chodzi o to, żeby być przebranym 😊

PUNKT CZWARTY - BRAWA

Czas oklaskiwania aktorów to czas oklaskiwania aktorów, a nie czas na szybką ewakuację do szatni, przepychanie się, ogólny chaos i rumor. To jest moment na „zapłatę” aktorom za pracę, na wyrazy podziwu i uznania, podziękowania za wspólny czas. Opuszczając salę teatralną, żeby być pierwszym w kolejce do szatni, czy cokolwiek tam kieruje takim osobnikiem jest po prostu wyrazem ignorancji i braku szacunku dla aktora. Na ogół wyjścia aktorów, ukłony, brawa są powtarzane trzykrotnie zanim kurtyna opadnie, więc jeśli nie płonie Ci dom, auto, rower to wytrzymaj jeszcze te
 5 dodatkowych minut, do szatni zdążysz 😉

 Akurat szatnia w teatrze to jest jedno z miejsc, gdzie widać, że króluje tu kultura wyższa 😊 Na ogół ludzie stoją spokojnie w kolejce, bez przepychanek, wrzasków „Weź też moją kurtkę!”, „Rusz się!”, „Pospiesz się”, „Wepchaj się tam szybko!”, „Ej, ja tu stałem, ten pan był za mną, a Ty mi się tu koleś wpychasz!”. Serio, inny świat 😊 Kolejka posuwająca się sprawnie, numerek, płaszcz, dziękuję, dobranoc. 

PUNKT PIĄTY - SZTUKA

Zostawiłam na koniec, bo szczerze mam dość niekonwencjonalne podejście do tego, na jaki spektakl się wybieram. Owszem przerzucam na szybko repertuary, żeby sprawdzić jaki gatunek, kogo to jest, na jakiej podstawie,
o czym mniej więcej, ale nie studiuję ani treści dogłębnie, ani recenzji, ani obsady, lubię iść w ciemno, żeby sobie nic nie sugerować i mieć czystą kartę do pracy. Dlatego nie pouczę Cię, żebyś wiedział na co idziesz i się przygotował, bo hmm…sama tak nie robię 😉

PUNKT SZÓSTY - OBALAMY SŁYNNY MIT

A na koniec obalamy słynny mit, że teatr jest nudny i nie do życia. Wcale nie jest, jest taka różnorodność treści i formy, że nie trzeba oglądać nic na siłę,
a wrażenia bezcenne, żywy kontakt z aktorem, atmosfera, klimat, często muzyka na żywo, światło, obcowanie z kostiumami i scenografią...Z resztą, bez sensu o tym opowiadać, żeby się przekonać, trzeba po prostu doświadczyć 😊
Zatem...
Do zobaczenia w teatrze!


___________
Jeśli spodobał Ci się tekst, uważasz, że komuś może się również spodobać, czy przydać - nie wahaj się, udostępnij i poślij dalej :) Masz pytania, bądź chcesz skomentować - pisz. Wpadaj jak najczęściej, a jeśli chcesz być na bieżąco, polub mój fanpage na fb i profil na instagramie :) 

Komentarze

  1. Dla mnie wizyta w teatrze to odskocznia od codzuennosci. Magiczna przygoda

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

NAJCHĘTNIEJ CZYTANE

DLACZEGO DZIECKO ZACHOWUJE SIĘ NAJGORZEJ PRZY MATCE? O PRZETRWANIU PODCZAS HURAGANU

KIEDY ZOSTAJESZ Z DZIECKIEM SAM NA SAM... Czy Ty też zauważyłaś, że kiedy Twoje dziecko zostaje z Tobą sam na sam to zachowuje się jak mały szaleniec? Albo gdy wraca do domu z przedszkola/żłobka to nagle dostaje ataku wybuchu złości, frustracji, płaczu
i niewiadomo o co chodzi, ale musi chodzić o bardzo wiele skoro usuwasz się na bok tego kłębowiska furii, żeby przeczekać do opadnięcia kurzu i emocji na podłogę? Czy widzisz różnicę w zachowaniu dziecka w domu,
a w miejscach publicznych czy po prostu wśród innych osób jak dziadkowie, nauczyciel, czy lekarz? 
DZIECI NAJGORZEJ ZACHOWUJĄ SIĘ PRZY MATCE I podsumowując dochodzisz do smutnej refleksji, że tylko przy Tobie i tylko w domu Twoje dziecko wspina się na wyżyny awantur, wrzasków, marudzenia, generalnie roztacza paletę swojej najciemniejszej strony mocy
i zaczynasz załamywać ręce, gdzie popełniłaś błąd, że to Tobie dzieci wchodzą na głowę i skaczą po niej, że nie umiesz sobie poradzić w to całe macierzyństwo i o co tu chodzi. Je…

JAK NAPISAĆ DOBRĄ RECENZJĘ?

Jak napisać dobrą recenzję? Jak napisać w ogóle recenzję? Jestem właśnie
w trakcie pisania dwóch recenzji, „lekko” na wczoraj, więc czemu by w międzyczasie nie powrócić do tematu pisania recenzji. Tym bardziej, że post był już szumnie zapowiadany wcześniej. Recenzje generalnie piszą się same, tylko trzeba wejść w odpowiedni czas
i miejsce. To popularne stwierdzenie z weną, że niby nic nie stworzę, bo jej aktualnie nie mam, wcale nie jest kłamstwem, wymówką leniwca, czy bzdurą. Czasem tak jest, że czujesz ten temat, siadasz i musisz pisać teraz, bo inaczej ucieknie Ci wątek, a czasem siadasz, zmuszasz się, terminy gonią, a na kartce pusto, w głowie ciężko, no…nie masz weny. Krótko mówiąc :) KLUCZOWY JEST CZASZacznijmy od tego, że należy trafić w czasJ Ja jestem zdania, że recenzja musi się uleżeć i dojrzeć. Warto zapisać kluczowe wnioski tuż po spektaklu, natomiast z tekstem i spektaklem trzeba się oswoić. Przemyśleć. Poszukać różnych dróg interpretacji. Pośpiech nie jest tu wskazany. Nigdy…

DAWNO, DAWNO TEMU, W ODLEGŁEJ GALAKTYCE...

Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce - te słowa rozpoczynające sagę Gwiezdnych Wojen,po raz pierwszy padły z ekranu kinowego 25 maja 1977 roku. To pierwsza informacja jakiej dowiedziałam się już na wstępie z książki, którą za chwilę zrecenzuję. Tak jak i film, tak i książka nie jest zwyczajna, posiada swoje ukryte moce. Nigdy nie byłam zapaloną fanką Gwiezdnych Wojen, znałam wątek główny i kluczowych bohaterów, nie orientowałam się nawet w kwestii kolejności nagrywanych części owej sagi. Ale przyszedł kiedyś taki dzień i taki mężczyzna (obecnie Mężczyzna Mojego Życia i ojciec naszego synaJ), który zaraził mnie swoją fascynacją filmem, wiele rzeczy mi objaśnił, po raz kolejny oglądałam wszystkie części jako dobranocki do poduszki i zatrybiła mi ciekawość, na tyle, że z niecierpliwością czekałam na nowe części, a seans w kinie był świetną opcją na romantyczną randkę. Kiedy pojawiła się możliwość współpracy z Wydawnictwem AWM i zobaczyłam, że pod ich skrzydłami jest pewna nietypowa ks…