Przejdź do głównej zawartości

[FELIETON] POŻARCI


spaghetti z pomidorami i bazylią

W filmie Podziemny krąg (1999) Davida Finchera padają słowa: „Kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy, za pieniądze, których nie mamy, by zaimponować ludziom, których nie lubimy”. Krytykowany
w filmie konsumpcjonizm wiąże się z hasłem „wielkie żarcie”. Jak okiem nie sięgnąć – żremy coraz więcej, coraz bardziej zachłannie i mimo że tyle pożeramy, chodzimy ciągle na głodzie.

Żarcie jest samonakręcającą się machiną – im więcej żremy, tym więcej potrzebujemy, żeby zapełnić ten rozciągany wciąż „żołądek życiowy”. Pojawia się egzystencjalne pytanie – po co żremy? I ogólniej: dokąd zmierzamy? jaki jest cel? W procesie żarcia zatracamy się i gubimy cel początkowy z oczu, przeskakując na tor z plakietką „coraz więcej żarcia!” Ten przeskok jest zupełnie niedostrzegalny i bezbolesny, dlatego umyka nam, niepostrzeżenie i powolutku siejąc spustoszenie. To taki robal zżerający od wewnątrz jabłko, które na zewnątrz pozostaje piękne
i rumiane,  a jak odgryziesz kęs, to wyłazi nieproszony gość z okolic ogryzka.

Widać to chyba najlepiej w przypadku zarabiania pieniędzy. Zarabiamy, żeby móc funkcjonować w świecie, zapewnić sobie dach nad głową, strawę
i odzienie. Potem przychodzą inne cele, jak rozwój, inwestycja w kursy językowe czy komputerowe, oszczędzanie na podróże czy auta. Jeśli pieniądze utopione zostają w morzu pasji i zainteresowań, to powiedzmy, że jesteśmy „najedzeni”, że konsumujemy, dokładając cegiełki do swojego rozwoju, samozadowolenia i zdrowia psychicznego. Wiecie, kiedy pojawia się problem większego kalibru? Kiedy zaczynamy zarabiać dla samego zarabiania, tudzież gromadzenia coraz większej ilości dóbr, które są najnowszym modelem najnowszego modelu.

Zaczynamy budować coraz większe apartamenty, w coraz większej ilości miejsc na ziemi, w których nie mamy czasu mieszkać, kupujemy najlepszy sprzęt, z którego nie mamy czasu korzystać, stać nas w końcu na podróż dookoła świata, ale nie mamy czasu się w nią wybrać, bo… cały czas zarabiamy. Mało tego, zadłużamy się, bierzemy kredyty, ryzykujemy swoim dobytkiem po to, żeby zaimponować znienawidzonemu sąsiadowi, koledze, który ma nowszą wersje Jaguara, koleżance, która ma chyba oddzielny pokój w domu na buty, bo ma inną parę na każdy dzień roku. Apetyt rośnie w miarę jedzenia.

Lubimy fast foody. Smacznie i szybko – niekoniecznie zdrowo. Podobnie
w życiu, wymagamy wszystkiego na już, a najlepiej na wczoraj. Cierpliwość to nie jest popularny towar, a niestety coś wartościowego czy w ogóle coś godnego uwagi wymaga czasu i wysiłku. Trening, dieta i ciężka praca przynosi nam sukces. Tym jesteśmy karmieni z drugiej strony i chodzimy na głodzie, pełni wyrzeczeń, bo żeby mieć pośladki Mel B czy nogi Anny Lewandowskiej, trzeba ogromu czasu poświęconego treningom, specjalnej diecie, odmawianiu sobie tego, co lubimy. Jak we wszystkim, trudno znaleźć złoty środek i w tym temacie. Albo mamy społeczeństwo szczurów, biegnących na oślep do stacji obiecanych „złotych serów” i gubiących po drodze unikatowe gatunki tego pożywienia, małe okruchy, po których tylko depczemy, bo nęci nas magiczna kraina z kopcem żarcia. Z drugiej strony mamy trochę apatyczne bądź wręcz przeciwnie naładowane energią
i motywacją zastępy tych wylewających siódme poty, żyjących na owsiance
i stereotypowym listku sałaty, ciągle głodnych, ale skrupulatnie liczących życiowe kalorie. Wyrzekają się wielu smaków tego świata pod groźbą nadprogramowych „kosztów”. Tu głód i tam głód.

Mówimy o konsumentach, ale zastanawiając się dłuższą chwilę, wielu z nas dążąc do nadmiernej konsumpcji, staje się pokarmem, towarem. Tomasz Schimscheiner popełnił kiedyś spektakl Zwierzenia pornogwiazdy w piwnicy ratuszowej Teatru Ludowego w Krakowie, przedstawienie zacne
i warsztatowo, i fabularnie. Jego osoba została rozszczepiona na kilka postaci scenicznych – producenta filmów pornograficznych, aktorów przybywających na castingi, niezależnych twórców, a przede wszystkim Tomka-pornogwiazdy. Opowiada on o drodze, jaką przeszedł w celu zdobycia pieniędzy i sławy, o cenie, jaką płaci, o podeptanej godności. Oczywiście przedstawienie utrzymane jest w tonie komediowym, ale przekazuje przykrą prawdę, że wielki sukces wiąże się z wysoką ceną. Teoretycznie, im więcej osiągamy, tym więcej za to przychodzi zapłacić. Człowiek na tzw. świeczniku staje się towarem przekazywanym z rąk do rąk, a w przypadku wygaśnięcia daty przydatności „do spożycia” – wyrzucanym na bruk.

Brzmi to może trochę dramatycznie, ale zasada złotego środka, stosowana tak w jedzeniu, jak i konsumowaniu świata, wprowadziłaby równowagę
i uchroniła od niestrawności. Najadanie się do syta ma wiele plusów, najadanie się jest fajne, przeżarcie zaś skutkuje zwrotem zawartości naczynia napełnianego pokarmem i niesmak. Ale tak bulimicznie oczyszczone naczynie znów można zacząć napełniać. Także żryjmy
z umiarem i na zdrowie!


 <Artykuł został opublikowany na łamach magazynu FUSS>

Komentarze

  1. Super artykul. Od roku jestem swiadoma minimalistka. Lzej mi na sercu i zoladku.

    OdpowiedzUsuń
  2. moja siostra jest zafascynowana tą filozofią

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się z większością tez postawionych w artykule, ale nie do końca z tym, że pracowanie dla samych pieniędzy jest najgorsze. Zwykle przyświeca temu jeszcze inny cel, często jest to strach przed niepewnym jutrem. Jednak ludzie pracujacy po to aby mieć drogie kosmetyki, ubrania, samochód też pracują tylko po to aby mieć. Warto zacząć od szukania powodu, jeśli chcemy ocenić tak mi się wydaje. Pozdrawiam serdecznie i do usłyszenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, w zasadzie nawet w całym procesie zarabiania dla samego zarabiania, chodzi o to, aby mieć więcej pieniędzy i to też trzeba by potraktować jako cel. Również pozdrawiam serdecznie i do usłyszenia i poczytania :)

      Usuń
  4. Poruszyłaś bardzo ciekawy temat, o którym możnaby długo dyskutować. Faktem jest, że jemy coraz więcej i generalnie coraz więcej kupujemy, bo coraz więcej do życia jest nam konieczne- tak przynajmniej myślimy. Na szczęście coraz większą popularnością cieszą się takie trendy jak minimalizm i zero waste, któe jakoś ratują naszą ludzką twarz. Z drugiej strony przez stosowanie nawozów i coraz większej ilości chemikaliów do produkcji żywności gleba jest bardziej wyjałowiona, a co za tym idzie jedzenie nie daje tylu wartości, co kiedyś.

    Pozdrawiam,
    Kinga

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

NAJCHĘTNIEJ CZYTANE

MOJA I TWOJA GRANICA - O CO WŁAŚCIWIE CHODZI Z TYMI GRANICAMI?

  GRANICE WZGLĘDNE I BEZWZGLĘDNE O wyznaczaniu i stawianiu granic słyszę odkąd tylko urodziłam dziecko. Zbyt często słyszę   o tym w kontekście bzdur (oczywiście w moim przekonaniu bzdur) typu: „zasady dla zasady”, „dziecko ma być posłuszne i słuchać rodziców”, „rodzic rządzi”,  „ kary i nagrody”, „grzeczne dziecko”, dlatego też do granic podchodziłam bardzo nieufnie. Nie mówię tu oczywiście o nadrzędnych granicach typu – nie wskakujemy pod pociąg, nie przebiegamy na czerwonym świetle, nie wchodzimy do piekarnika, nie popijamy domestosa w łazience pod nieuwagę rodziców, nie rozbijamy młotkiem szyb i telewizora, nie żonglujemy nożami…itd., które są bezwzględne i mają na celu ochronę zdrowia i życia dziecka. Chodzi mi w tym momencie o te granice codzienne, o których tyle dyskusji się toczy wokół.  Żeby zmierzyć się z tym przeciwnikiem już na wczesnym etapie swojego macierzyństwa trafiłam na kilka książek mistrza Jespera Julla (oczywiście w moim odczuciu mistrza). Filozofia Julla między

DAWNO, DAWNO TEMU, W ODLEGŁEJ GALAKTYCE...

Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce - te słowa rozpoczynające sagę Gwiezdnych Wojen ,   po raz pierwszy padły z ekranu kinowego 25 maja 1977 roku . To pierwsza informacja jakiej dowiedziałam się już na wstępie z książki, którą za chwilę zrecenzuję. Tak jak i film, tak i książka nie jest zwyczajna, posiada swoje ukryte moce. Nigdy nie byłam zapaloną fanką Gwiezdnych Wojen, znałam wątek główny i kluczowych bohaterów, nie orientowałam się nawet w kwestii kolejności nagrywanych części owej sagi. Ale przyszedł kiedyś taki dzień i taki mężczyzna (obecnie Mężczyzna Mojego Życia i ojciec naszego syna J ), który zaraził mnie swoją fascynacją filmem, wiele rzeczy mi objaśnił, po raz kolejny oglądałam wszystkie części jako dobran ocki do poduszki i zatrybiła mi ciekawość, na tyle, że z niecierpliwością czekałam na nowe części, a seans w kinie był świetną opcją na romantyczną randkę. Kiedy pojawiła się możliwość współpracy z Wydawnictwem AWM i zobaczyłam, że pod ich skrzydłami jest p

"DUŻE TROSKI MAŁYCH ZWIERZĄTEK", CZYLI JAK W MĄDRY SPOSÓB ZATROSZCZYĆ SIĘ O TRUDNE EMOCJE

WARTOŚĆ JAKĄ NIESIE KSIĄŻKA Dawno tu nie było książkowych opowieści, a sposobność ku temu, żeby wskoczyć w książkowy świat całkiem niedawno się pojawiła na horyzoncie za sprawą Katarzyny Wierzbickiej, autorki bloga Madka roku . Czytałam i recenzowałam wszystko, co do tej pory wyszło dla dzieci spod ręki tej zdolnej kobiety, której kibicuję bardzo mocno, bo ciężką pracą spełnia swoje kolejne marzenia i realizuje pisarskie cele. Dla przypomnienia – Kasia w roku 2019 wygrała konkurs Piórko i dzięki tej wygranej w sieci sklepów Biedronka pojawiło się wydanie jej książki „O królewiczu, który się odważył” [recenzja dostępna tutaj ].  Kasię poznałam dzięki działalności blogowej chwilę przed tym jak wygrała ów konkurs, a że jej styl i poczucie humoru bardzo przypadły mi do gustu, to całkiem naturalny stał się fakt, że każdą jej kolejną książkę z wielką radością i podnieceniem opisywałam tu, na blogu, dlatego tym razem moi Drodzy nie mogło być inaczej. I nie chodzi tu absolutnie o moją sympat