Przejdź do głównej zawartości

TRUDNA SZTUKA AKCEPTACJI I ODPUSZCZANIA


ręka, zboże, spokój, relaks, szczęście, akceptacja

NIE SZKODA CI CZASU?

Często słyszy się teksty typu: „ Nie szkoda Ci czasu na siedzenie i gapienie się
w wodę?” „Nie żal Ci zmarnowanego na "nicnierobienie" czasu?”, „Powinieneś robić więcej, szybciej, wciąż do przodu, nie stać w miejscu”. Zastanawia mnie, czemu rzadko (choć teraz może i odrobinę częściej) padają teksty: „Nie szkoda Ci pędzić tak przez życie, gubiąc po drodze tak wiele?”, „Powinieneś zwolnić, zgłębić chwilę tu i teraz”. Takie przystanięcie na chwilę, zmierzenie się ze swoimi myślami, zamierzeniami, ograniczeniami i możliwościami, czasem daje więcej pożytku niż pędzenie na oślep po więcej. Nie chodzi przecież o to, by mieć jak najwięcej i biec przez życie, ale żeby je świadomie przeżywać, smakować
i doświadczać. Prawdą jest stwierdzenie, że jeśli ktoś nie potrafi cieszyć się
z małych rzeczy to nigdy nie będzie szczęśliwy, bo wciąż będzie mu czegoś brakowało. Nie twierdzę absolutnie, że rozwijanie się i sięganie po więcej jest złe, bardziej chodzi mi o ustalanie priorytetów i skupieniu się na tym co tu i teraz, umiejętności odpuszczania tego, co akurat można, na rzecz wyższego dobra. Kluczowym słowem jest tu akceptacja. Akceptacja sytuacji i momentu, w którym jesteśmy.

"BYCIE",  A ŻYCIE


Żeby nie było, nie jestem święta, sztuki odpuszczania też uczę się od niedawna. Wcześniej bliższa mi była maksyma „Biegnij aż się porzygasz ze zmęczenia”. No
i porzygałam się nadmiarem rzeczy spuszczonych na głowę. Kiedy urodziłam dziecko, jak tylko odzyskałam trzeźwość myślenia, zaczęłam kombinować co by tu zrobić, żeby czasu nie marnować i cały czas być na bieżąco. Udowadniałam sobie wypruwając kolejne żyły, że da się na luzie połączyć opiekę nad dzieckiem, z pracą, nauką nowego języka, czytaniem książek i pisaniem artykułów, dodając do tego sprzątanie domu, zakupy, pranie i jeszcze chwilę na rozrywkę w postaci gry czy serialu. No i udawało się, ale kosztem stosu nerwów i frustracji. Kosztem tego, że nie umiałam cieszyć się chwilą, która trwa, nie umiałam zaakceptować sytuacji, że to nie jest czas na coraz więcej moich zajęć, to nie jest czas dla mojej ambicji, że to nie ta szuflada. To nie ja, a my jesteśmy najważniejsi w tym momencie. Komu chcę udowodnić, to że nic się nie zmieniło i dalej jestem tak samo, jak nie bardziej, aktywna życiowo? Po co? Był czas zabawy i ciężkiej pracy, a teraz jest czas na „bycie” z moim dzieckiem. Bo to zwykłe „bycie” przerażało mnie marnotrawieniem czasu, czasu, który mogłam przeznaczyć na pracę i swoje rozwojowe zajęcia, bo ciągle jestem w dupie. I długo będę z terminami w dupie jeszcze i fakt ten również muszę zaakceptować, bo już nie zależy ode mnie wszystko, a tylko pewien procent.

TU I TERAZ


Przyszedł taki moment, kiedy przeraziło mnie to jak szybko moje dziecko się rozwinęło, jak wiele potrafi, jak bardzo chce żeby uczestniczyć z nim w tych zmianach. Dotarło boleśnie, że zajmują mnie kwestie, które nie powinny stanowić dla mnie priorytetu, to co teraz się dzieje, w tej chwili jest ulotne
i niepowtarzalne. I minie bardzo szybko i już do tego nie wrócę. Moje dziecko obudziło we mnie lekko zaspane..dziecko. Nauczyło mnie sztuki odpuszczania. Jest mistrzem w zachwycaniu się po raz setny kotkiem w reklamie, ptakiem kicającym po trawie, grządką poziomek, czy rozpryskującymi się bańkami mydlanymi. Zachwyca mnie jego zachwyt. Zachwyca mnie ten żywiołowy odbiór świata i chwili i wiem, że to mój czas, mój najważniejszy i niepowtarzalny czas
w życiu. Czas kiedy uczę się odpuszczać to, co mało ważne i akceptować to, co przynosi życie w danej chwili. Kiedy puściłam te wszystkie liny, które ściskałam
w rękach, żeby mi się ten świat nie rozsypał…nic się nie stało. Stało się tyle, że poczułam się szczęśliwa tu i teraz. Wolna. Potrzebowałam zatęsknić dotkliwie za swoim dzieckiem, żeby zrozumieć, coś co przecież oczywiste i część mam wie to od razu. Ja walczyłam i walczyłam i walczyłam, ale wystarczyło zmienić perspektywę i walka okazywała się bezsensowna, a wręcz zawstydzająca. Świat zmienia się tak szybko, jak dziecko się rozwija. Tak jak chce się obserwować każdy moment jego życia, tak powinno się smakować życie – obserwować każdy jego moment, który jest naszym uczestnictwem, jest niepowtarzalny. Zatrzymać się po to, żeby dostrzec. Odpuścić coś, co kompletnie nieistotne w danej chwili.

NIE ŻAŁUJĘ


Jestem teraz w najlepszym momencie swojego życia, nie przeszkadza mi, że jest trudno, im trudniej tym ciekawiej w sumie, proporcjonalnie – im więcej trudności, tym więcej radości i szczęścia. Odpuściłam inne zajęcia w czasie, kiedy mój syn jest aktywny i wyrusza w świat, to jest niepowtarzalne i niesamowite, że zaprasza mnie do swojego świata - świata radości, nowych odkryć, ciągłych zachwytów, nowych smaków i umiejętności. To jest tak niesamowita podróż, że jedyne czego mogłabym żałować, to fakt, że wyruszyłam w nią połowicznie bądź jedynie jako nieobecny myślami obserwator. Często spotykam się z pytaniem, czy nie żałuję, że przez dziecko tak rzadko wychodzimy, że nie mam czasu na piwo, kino i częste spotkania na mieście, zakupy i wspólne wieczory we dwoje. Nie żałuję. Nie mam czego, na wszystko jest w życiu czas, kiedyś był na zabawę
i pracę do granic możliwości, a teraz nie zamieniłabym wspólnego czasu spędzanego na lepieniu babek z piasku, ganianiu się po trawie, czy godzinach nocnych spędzanych na bujaniu małego stworka na wyjście na piwo, sobotnią imprezę, czy inne z wydarzeń świata towarzyskiego. To, co mi zesłał los i czego doświadczam jest niepowtarzalne. Akceptacja pozwoliła mi na jeszcze głębsze doświadczenie chwili tu i teraz, zaprzestanie szarpania się z życiem, a w zasadzie z sobą samą.

Dawna maksyma „Carpe diem” pozostała wciąż aktualna, ale nabrała zupełnie innego – lepszego -  znaczenia.


 _______________

Jeśli spodobał Ci się tekst, uważasz, że komuś może się również spodobać, czy przydać - nie wahaj się, udostępnij i poślij dalej :) Masz pytania, bądź chcesz skomentować - pisz. Wpadaj jak najczęściej, a jeśli chcesz być na bieżąco, polub mój fanpage na fb i profil na instagramie :) 

Komentarze

  1. Bardzo mądry tekst. Ludzie to tak lubią ze skrajnosci w skrajnosc, lubia ocenic innych, a tu widze osobe szczesliwa, zadowolona ze swojego zycia i czerpiaca z niego garsciami :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Tobą! Odkąd zostałam mamą moja perspektywa postrzegania świata i otaczającej mnie rzeczywistości znacznie się zmieniła. Przede wszystkim ja się zmieniłam. Myślę, że na lepsze, chociaż ciągle nad sobą pracuję ;) Czas jest bezcenny, przede wszystkim w kontekście zdrowia. Moje dało mi bardzo mocno w kość, na tyle, że naprawdę musiałam zwolnić i nauczyć się odpuszczać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Potrafić cieszyć się danym etapem życia, a nie myśleć/przypomniać sobie inny - to mądrość, szczęście i niezwykła umiejętność - nie każdy ją ma.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dobry, wartościowy tekst :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja ciągle gdzieś biegnę coś robię i nie mam czasu cieszyć się życiem. Dziecko jest dla mnie ważne i kocham je nad życie ale nie potrafię tylko z nim być, wciąż szukam czegoś

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę że wiele osób nie potrafi się cieszyć z tego co ma w danej chwili, to chyba po części taka natura cżłowieka

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny tekst, też muszę nauczyć się być. Cały czas widzę spojrzenia osób, kiedy idę z wózkiem i spytają się ,, co tam" to ja pokazuję na dziecko i że coś tam pośpiewuje i pracuje w lokalnym domu kultury. Zazwyczaj rozmówca chwali się swoimi sukcesami, a ja mu tego zazdroszczę. Staram się ,, być" na prawdę z dzieckiem, ale kiedy ono śpi muszę cały czas coś robić, muszę gnać, muszę słuchać. Bo wiem, że inaczej wypadnę z muzycznego obiegu...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

NAJCHĘTNIEJ CZYTANE

MOJA I TWOJA GRANICA - O CO WŁAŚCIWIE CHODZI Z TYMI GRANICAMI?

  GRANICE WZGLĘDNE I BEZWZGLĘDNE O wyznaczaniu i stawianiu granic słyszę odkąd tylko urodziłam dziecko. Zbyt często słyszę   o tym w kontekście bzdur (oczywiście w moim przekonaniu bzdur) typu: „zasady dla zasady”, „dziecko ma być posłuszne i słuchać rodziców”, „rodzic rządzi”,  „ kary i nagrody”, „grzeczne dziecko”, dlatego też do granic podchodziłam bardzo nieufnie. Nie mówię tu oczywiście o nadrzędnych granicach typu – nie wskakujemy pod pociąg, nie przebiegamy na czerwonym świetle, nie wchodzimy do piekarnika, nie popijamy domestosa w łazience pod nieuwagę rodziców, nie rozbijamy młotkiem szyb i telewizora, nie żonglujemy nożami…itd., które są bezwzględne i mają na celu ochronę zdrowia i życia dziecka. Chodzi mi w tym momencie o te granice codzienne, o których tyle dyskusji się toczy wokół.  Żeby zmierzyć się z tym przeciwnikiem już na wczesnym etapie swojego macierzyństwa trafiłam na kilka książek mistrza Jespera Julla (oczywiście w moim odczuciu mistrza). Filozofia Julla między

DAWNO, DAWNO TEMU, W ODLEGŁEJ GALAKTYCE...

Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce - te słowa rozpoczynające sagę Gwiezdnych Wojen ,   po raz pierwszy padły z ekranu kinowego 25 maja 1977 roku . To pierwsza informacja jakiej dowiedziałam się już na wstępie z książki, którą za chwilę zrecenzuję. Tak jak i film, tak i książka nie jest zwyczajna, posiada swoje ukryte moce. Nigdy nie byłam zapaloną fanką Gwiezdnych Wojen, znałam wątek główny i kluczowych bohaterów, nie orientowałam się nawet w kwestii kolejności nagrywanych części owej sagi. Ale przyszedł kiedyś taki dzień i taki mężczyzna (obecnie Mężczyzna Mojego Życia i ojciec naszego syna J ), który zaraził mnie swoją fascynacją filmem, wiele rzeczy mi objaśnił, po raz kolejny oglądałam wszystkie części jako dobran ocki do poduszki i zatrybiła mi ciekawość, na tyle, że z niecierpliwością czekałam na nowe części, a seans w kinie był świetną opcją na romantyczną randkę. Kiedy pojawiła się możliwość współpracy z Wydawnictwem AWM i zobaczyłam, że pod ich skrzydłami jest p

"DUŻE TROSKI MAŁYCH ZWIERZĄTEK", CZYLI JAK W MĄDRY SPOSÓB ZATROSZCZYĆ SIĘ O TRUDNE EMOCJE

WARTOŚĆ JAKĄ NIESIE KSIĄŻKA Dawno tu nie było książkowych opowieści, a sposobność ku temu, żeby wskoczyć w książkowy świat całkiem niedawno się pojawiła na horyzoncie za sprawą Katarzyny Wierzbickiej, autorki bloga Madka roku . Czytałam i recenzowałam wszystko, co do tej pory wyszło dla dzieci spod ręki tej zdolnej kobiety, której kibicuję bardzo mocno, bo ciężką pracą spełnia swoje kolejne marzenia i realizuje pisarskie cele. Dla przypomnienia – Kasia w roku 2019 wygrała konkurs Piórko i dzięki tej wygranej w sieci sklepów Biedronka pojawiło się wydanie jej książki „O królewiczu, który się odważył” [recenzja dostępna tutaj ].  Kasię poznałam dzięki działalności blogowej chwilę przed tym jak wygrała ów konkurs, a że jej styl i poczucie humoru bardzo przypadły mi do gustu, to całkiem naturalny stał się fakt, że każdą jej kolejną książkę z wielką radością i podnieceniem opisywałam tu, na blogu, dlatego tym razem moi Drodzy nie mogło być inaczej. I nie chodzi tu absolutnie o moją sympat