Przejdź do głównej zawartości

MUSICAL"CHICAGO" W KRAKOWSKIM TEATRZE VARIETE



"Chicago", Variete, recenzja, Wojciech Kościelniak, musical, zbrodnia, kara, więzienie
Takie rzeczy najlepiej ogląda się w jesienne wieczory, jesienne wieczory są
w ogóle magiczne jeśli o barwne historie chodzi. Takie wieczorne historie dobrze smakują z czerwonym, cierpkim winem, wśród dźwięków dobrej muzyki
i w półmroku. Taką historią jest kultowe "Chicago", a pora idealna - jesień
w pełni. Zatem zapraszam, rozgość się Czytelniku i smakuj opowieść :)

OPOWIEŚĆ O MORDERSTWIE, CHCIWOŚCI, ZDRADZIE...

„Opowieść o morderstwie, chciwości, przemocy, wyzysku i zdradzie, czyli
o wszystkich rzeczach, które bliskie są sercu każdego człowieka"
– czyż nie? 
Czyż nie jest tak, że ciemna strona mocy kusi i pociąga? Czyż nie jest tak, że nawet najpokorniejsze cielę hoduje w swojej główce „zabójcze" myśli, kiedy kolejny rok szanowny małżonek spoczywa na tapczanie i strzela z gumy, kolekcjonując obok łóżka metale „szlachetne" po szlachetnym trunku? Pewnie, że każdy z nas od czasu do czasu ma ochotę zabić drugą istotę za stos przewinień względem swojej osoby. A jeśli ktoś powie, że nigdy mu przez głowę taka myśl nie przefrunęła, nawet muskając zaledwie skrzydłami – łże jak pies!

"WIĘZIENNE TANGO"


Już na początku „Więzienne tango" opowiadające historie przewinień kilku kobiet, uświadamia z jakim kalibrem kobiet mamy do czynienia i pojawia się lekka konsternacja, czy są one cynicznymi morderczyniami, czy niewinnymi ofiarami, doprowadzonymi przez złych mężczyzn do czynu ostatecznego...
„na moim miejscu każdy zrobiłby to co ja"
. Ogrom czarnego humoru, błyskotliwych kwestii, karykatura, groteska i absurd, choćby w przykładzie scen
z rozprawy sądowej. Fałsz, obłuda, korupcja, manipulacja faktami – wciąż tak aktualne w dzisiejszych czasach w odniesieniu do naszego społeczeństwa. Dlatego, mimo że musical opisuje rzeczywistość chicagowską lat 20-tych, świetnie wpasowuje się i w dzisiejsze realia. Zatrważający jest brak dezaktualizacji... ale z drugiej strony trudno się dziwić, natura ludzka pozostanie naturą ludzką, a człowiek tylko człowiekiem.

KULTOWY MUSICAL


Z musicalem tak kultowym jak „Chicago" wiążą się rozliczne „problemy", zaczynając od tego, że jest sztywno obwarowany przez licencjodawcę wieloma zapisami, a kończąc na podejściu widowni. Ci wiecznie narzekający i szukający dziury w całym, zapewne przyjdą po to, żeby ponarzekać i obrzucić łajnem produkcję jakkolwiek dobra by ona nie była. Fani z przeciwległego bieguna zaś pełni entuzjazmu, w zachwycie swym nie zwrócą uwagi na małe elementy, czy szczegóły, które czynią tę sztukę mimo licencji, obwarowań – artystycznym
i osobliwym dzieckiem reżysera Wojciecha Kościelniaka.


Jakkolwiek by nie rozpatrywać – „Chicago" jest ogromnym sukcesem Teatru Variete pod dyrekcją Janusza Szydłowskiego, nie tylko dlatego, że ciągnie się za nim spektakularna popularność i legenda, ale dlatego, że ludzie tak skrupulatnie podczas castingów wybierani do obsady, zrobili kawał dobrej roboty. Grubą linią trzeba podkreślić zespołowość i współpracę wszystkich ludzkich elementów tego show. Dlatego oprócz reżysera trzeba koniecznie wyróżnić rolę choreografa Eweliny Adamskiej-Porczyk, dzięki której taniec i ruch stanęły na pierwszym planie i wzbudziły zachwyt nie tylko męskiej części widowni. Płynność, perfekcja ruchów, synchronizacja, wspaniałe zespolenie tańca z mimiką, ogromna lekkość i sensualność, o seksualności nie wspominając. Te ociekające erotyką femme fatale to też zasługa Anny Chadaj, odpowiedzialnej za kostiumy, która ubrała aktorów wyzywająco, ale ze smakiem, podkreślając przy tym walory.

"ŻYWY" TANIEC, ŚPIEW I MUZYKA


Pomysł ascetycznej scenografii to również jej zasługa, scena czarna i pusta pozostawia pole do popisu wizualizacjom Sławka Fąfary z Atomy Studio, dzięki którym powstają na bieżąco coraz to nowe przestrzenie, tworzą niepowtarzalny klimat, dodają całemu musicalowi dynamizmu, dzięki zmieniającym się obrazom korespondującym z ruchem tancerzy, widz ma wrażenie, że spektakl „płynie".

Nie można zapomnieć również o orkiestrze pod dowództwem pianisty Sebastiana Bernatowicza grającej „na żywo". Magia tego musicalu polega na jego kompletności i „stawaniu się" sztuką na naszych oczach. Wszystko dzieje się i staje całością tu i teraz – „żywy" taniec, śpiew i muzyka.

DWIE Z LEKKA CYNICZNE I ODROBINĘ BEZWZGLĘDNE KOBIETY


Fabuła jest zaczerpnięta z autentycznych wydarzeń, spisanych przez ówczesną reporterkę „Chicago Tribune" Maurine Dallas Watkins. Dwie, z lekka cyniczne
i odrobinę bezwzględne, kobiety trafiają do więzienia za zabójstwo. Roxie Hart (Barbara Kurdej-Szatan) zastrzeliła swojego kochanka, gdy ten poinformował ją
o swoim odejściu. Velma Kelly (Katarzyna Osipuk) morduje swojego męża
i siostrę tuż po tym jak nakrywa ich na niecnym czynie. Czyż można je winić? Czyż mężczyźni pozostawili im inny wybór? Ależ skąd. Zrządzeniem losu trafiają do bloku więziennego, prowadzonego przez skorumpowaną naczelniczkę Mamę Morton, która za odpowiednią zapłatę załatwia najlepszego adwokata w mieście Billego Fleana, który to za odpowiednią opłatą, odpowiednio przygotowuje klientki do procesu, w którym oczywiście uznawane są za niewinne, bo „Nieważny jest powód. Ważne jest uzasadnienie". Wspaniale zostały ujęte
w tych scenach relacje międzyludzkie i okrutny świat, którym rządzi pieniądz, kłamstwo i manipulacja. Świat, w którym z kryminalisty można zrobić celebrytę. Sceny sądowe i sam sąd jawi się karykaturalnie, wymiar sprawiedliwości jest ślepcem błądzącym z białą laską, oskarżone – marionetkami w rękach adwokata. Wszystko to pokazane bardzo dosłownie i dobitnie.

Dość osobliwą i zarazem symboliczną postacią natomiast jest dziennikarka, żyjąca w bliskiej przyjaźni z Flynnem – dama, która swoim wdziękiem potrafi wydobyć każdą potrzebną jej informację. Potwierdza tezę o tym jak niewiele potrzeba, aby manipulować społeczeństwem. Dokładnie tak samo faktami
i ludźmi z powodzeniem manipuluje Flynn, czyniąc ze swoich podopiecznych gwiazdy z pierwszych stron gazet. Sława powoduje, że obie morderczynie
u początku więziennej drogi, marzące o wolności, w trakcie medialnych walk
o pierwszą stronę i popularność, zaczynają traktować uniewinnienie jako kwestię poboczną i drugorzędną, bo liczy się nazwisko na głównej stronie
i dalsza kariera.

NIEWĄTPLIWY SUKCES


Gdyby nawet próbować się do czegoś przyczepić, to nie bardzo jest do czego. Musical zagrany koncertowo pod każdym względem, przygotowany bezbłędnie. Przez cały spektakl prowadzi nas Mistrz Ceremonii, postać trochę oderwana od spektaklu, psychodeliczna, nadająca sztuce odmienny ton. Siłą Krakowskiego Teatru Variete są niewątpliwie zdyscyplinowani i zgrani ludzie, którzy poprzez świetne przygotowanie, niewątpliwy talent i ogrom włożonej pracy wychodzą na scenę jako kompletna całość, która działa bez zarzutu.

____________
Jeśli spodobał Ci się tekst, uważasz, że komuś może się również spodobać, czy przydać - nie wahaj się, udostępnij i poślij dalej :) Masz pytania, bądź chcesz skomentować - pisz. Wpadaj jak najczęściej, a jeśli chcesz być na bieżąco, polub mój fanpage na fb i profil na instagramie :) 

Komentarze

  1. Natura ludzka pozostaje natura ludzka.... Czasy sie zmieniaja a my wciaz mamy te same slabosci. Dla mnie cudowny sposob na spedzenie deszczowego wieczoru i wniesienie do niego co nieco ... odmiany.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaka szkoda, że do Krakowa tak daleko. Może gościnnie zawitają w Poznaniu, to na 100 procent się wybiore.

    OdpowiedzUsuń
  3. Baaaardzo lubię teatr muzyczny i bywam we wrocławskim Capitolu. Chicago jeszce przede mną, ale upoluję ten spektakl. Dzięki za wpis! [Maja]

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

NAJCHĘTNIEJ CZYTANE

[RECENZJA] "O KRÓLEWICZU, KTÓRY SIĘ ODWAŻYŁ" KATARZYNA WIERZBICKA

TAKI ZBIEG OKOLICZNOŚCI! Pamiętam jak ponad dwa lata temu stałam w dużej kolejce w Biedronce, wtedy jeszcze blog był bardzo odległym i nierealnym celem, ale po głowie chodziła mi wtedy książka dla dzieci, jako świeżo upieczona matka, byłam kompletnie zafascynowana dziecięcą literatura. Stałam w tej kolejce, zawiesiłam się jak zwykle w takich momentach, twarz wyrażała nicość,
a w głowie niekontrolowany tajfun myśli i nagle dostrzegłam nad kasą ogłoszenie o konkursie Piórko. Długo chodziłam w głowie z różnymi wariantami fabuły, trochę za długo i trochę czas mi się skończył. Prawdopodobnie to nie był mój czas. Aż tu w tym roku zwyciężczynią Piórka okazała się Kasia Wierzbicka, prowadząca bloga Madka roku, którą poznałam właśnie przez działalność blogową, którą uwielbiam za dystans
i poczucie humoru. Taki zbieg okoliczności! Życie pisze faktycznie niesamowite scenariusze. Wystarczy tylko ruszyć w drogę! 


MAGICZNE PIÓRKO Wszystko się jakimiś nićmi ze sobą łączy, splata, oddziałuje…kiedy od…

DROGA DO AUTENTYCZNOŚCI - ARTYKUŁ GOŚCINNY

Związek między dwojgiem ludzi, związek wewnętrzny z sobą samym to w zasadzie jedna z kluczowych kwestii w naszym życiu i może dlatego bałam się o tym pisać 
z pozycji eksperta, bo nie czułam się wystarczająco kompetentna, żeby pouczać, czy nauczać. Ale tylko krowa nie zmienia poglądów i kiedy pewnego dnia mojego blogowania stanęła na mojej drodze kobieta szczególna i zaproponowała napisanie artykułu w  sferze relacji damsko-męskich- zgodziłam się na eksperyment. W dalszym ciągu, trzymając się konwencji, że chciałabym bardziej inspirować niż pouczać, spotkanie z Patrycją Dorsz vel Drożdż było katalizatorem do narodzin nowej kategorii na blogu, za co jej serdecznie dziękuję. Za tą inspirację :) Jako, że nie wierzę w przypadkowe spotkania, a w to, że ludzie stają na naszej drodze w jakimś celu, zaprosiłam Patrycję, w internetach znaną jako Pani Mediator do napisania artykułu wyjątkowego, tekstu, z którego sama dla siebie wyniosłam pokaźną garść wiedzy, dlatego chciałam Was zaprosić do lek…

JAK STWORZYĆ DOBRY ZWIĄZEK? KASIA NOSOWSKA RADZI

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁAA ja żem jej powiedziała, Monia musisz to przeczytać! Uwielbiam metaforykę tekstów Kasi Nosowskiej, kocham jej umiejętność pakowania w metafory rzeczy proste, egzystencjalne, które zyskują przez to głębię, a we wnętrzu słów „miłość”, „kobieta”, „tęsknota”, „żal” nie znajduje się powietrze, a krwiste mięso, które wypełnia każde z tych pojęć. Wers „(…)uwiodła mnie przepaść jednego spojrzenia, runęłam w nią rozkładając ramiona” tak bardzo korespondował
z moim życiem. Wewszystko, co kochałam, co robiłam z pełnym zaangażowaniem, wpadałam rozkładając ramiona J Uwielbiałam Kaśkę, za to, że w chwilach kryzysu, albo trochę dłuższych chwilach kryzysu, przybywała mi
z pomocą, oddając słowami, to co rozrywało mi duszę, czułam się co najmniej jak na terapii, na której nie musiałam mówić nic, słowa płynęły obok i przecierały trochę te czarne chmury.
Odebrałam książkę z księgarni i już chwilę potem w autobusie rozsiadłam się wygodnie, żeby zobaczyć co tam w książce piszczy i…d…