Przejdź do głównej zawartości

CHODŹ ZE MNĄ DO TEATRU - "SPOWIEDŹ CHULIGANA" KRZYSZTOF JASIŃSKI

FOT. Materiały prasowe Sceny STU

Sylwetka Andrzeja Grabowskiego pewnie wszystkim jest znana. Aktor z tzw. „starej szkoły”, charyzmatyczny i charakterystyczny. Jest on świetnym aktorem komediowym, co niestety spłyca jego osobowość artystyczną, w oczach tysięcy telewidzów, sprowadzając go do Ferdynanda Kiepskiego,a potencjał jego talentu, leży zupełnie gdzie indziej. Pana Andrzeja poznałam najpierw jako świetnego aktora dramatycznego, serial komediowy z jego ponadczasowa rolą zdarzyło mi się obejrzeć, kiedy było to już zupełnie nieaktualne i passe, ale jego postać przykuła mnie na długo i odkopywałam kolejne odcinki, prowadzona ciekawością ewolucji postaci i fabuły. Tuż po „ferdkowej” fascynacji upatrzyłam sobie spektakl, grany przez Teatr Juliusza Słowackiego z Grabowskim w roli głównej,
a mianowicie Chory z urojenia, a z tego względu, że była to komedia i postać dość charakterystyczna, to muszę przyznać, że trudno było ją oderwać od serialowej kreacji.
Ale! Przyszedł nagle taki moment, że Scena STU wrzuciła na afisz sztukę Spowiedź chuligana, będącą monologiem Grabowskiego.

CHULIGAN – POETA WYKLĘTY

Na Spowiedź chuligana czekałam z wielką niecierpliwością, choć może bardziej niż na samą sztukę, czekałam na Andrzeja Grabowskiego w roli poety wyklętego. I jednak sprawdza się powiedzenie, że na najlepsze rzeczy trzeba trochę poczekać i wyczekane smakują lepiej. Jeśli ktoś spodziewa się fajerwerków, efektów specjalnych, dynamicznej akcji i czegoś, czego jeszcze nie widział to uprzedzam, że to nie ta bajka i tu nie doznania wizualne,
a „feeling” jest kluczem otwierającym drzwi do zrozumienia i zachwytu.

Scenografia adekwatna do opowieści i niezwykle klimatyczna, bardzo prosta, ale każda inna odwracałaby uwagę od przekazu tekstu i uczuć. Minimalizm materii konotuje tu najwyższy stopień odbioru wrażeń. Oczom widzów ukazuje się jedynie krzesło, biurko, na którym leży czarny album ze zdjęciami i fragmentami utworów Sergiusza Jesienina, a także szklanka i butelka wódki, obok zaś po prawej stronie ustawiony mikrofon, a z przodu sceny - gitara. Andrzej Grabowski pojawia się na deskach z drewnianą zabawką, którą prowadzi przed sobą. Ten element scenograficzny stanowi pewną klamrę spinającą cały występ. Znamienna jest też kilkakrotnie powtarzana kwestia: Chciałbym powiedzieć Wam coś tkliwego…dobranoc. Można rzec, że jest to swego rodzaju motyw przewodni.

POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI

Bohaterem drugoplanowym, choć powinnam go raczej nazwać równorzędnym, są ekrany multimedialne rozwieszone na ścianach widowni i tylnej ścianie sceny. Co jakiś czas oprócz obrazów korespondujących z opowiadaną historią, odtwarzane były fragmenty tej samej sztuki, prezentowanej dokładnie 25 lat temu. Stanowiło to świetne dopełnienie, ale przede wszystkim ukazało sens reanimacji owego spektaklu, w tej samej, wyśmienitej obsadzie, gdzie na jednej scenie spotyka się Grabowski z czasów młodości i wieku dojrzałego. Niesamowita jest energia i świeżość odtwarzanej wówczas roli, zrywy dramatyczne, pełne ekspresji frazy…ale równie niesamowite jest zinterpretowanie i stonowanie tego samego tekstu na nowo przez dojrzałego już człowieka, który niejako czasem z rozrzewnieniem,
a czasem niesiony jeszcze porywem echa niegdyś silnych emocji, wspomina swe życie butne i kręte.

GRABOWSKIEGO PORTRET ZWIELOKROTNIONY

Nie trzeba chyba wiele tłumaczyć, że równolegle na scenie obserwujemy opowieść o życiu
i twórczości samego aktora, pewne podsumowanie dorobku. Wrażenie to i ta dwutorowość jest oczywista, choć niewyrażona wprost. Nie znaczy to, że Grabowski żegna się tym monodramem ze sceną. Odsłania nam tu raczej twarz aktora teatralnego, którego nie mamy przyjemności oglądać na co dzień, gdyż obsadzany jest on w rolach silnych, hardych mężczyzn, bądź znany jest głównie z roli Ferdynanda Kiepskiego.
Powszechnie wiadomo, że aktorem komediowym jest doskonałym, twardziela zagra bez mrugnięcia okiem, natomiast zaskoczeniem lekkim jest dla mnie to, że śpiewane partie monodramu brzmiały genialnie, głos chropowaty, dźwięczny, w klimacie…choćbym się starała szukać dziury w całym, nie potrafię o panu Andrzeju pisać inaczej niż w superlatywach. Zapracował na to dorobkiem i swoją magnetyczną osobowością sceniczną. Zaprezentował niesamowitą dojrzałość na scenie, pogodzeniez upływającym czasem, ale
i brakiem zgody na zagaszanie młodzieńczej energii i wymazywanie wspomnień. Ten sam tekst, ta sama niemal sztuka, ale interpretacja aktora już inna. I na tym polega sukces tego przedsięwzięcia, warto przyjść na spektakl, żeby zobaczyć z jakim spokojem, wyważeniem
i taką romantyczną tkliwością Grabowski zbudował na nowo postać, która pierwsze życie dostała 25 lat temu. Niesamowite przeżycie, wszechstronny, utalentowany aktor, który wraz
z reżyserem Krzysztofem Jasińskim, na kanwie swej niepowtarzalnej osobowości, zbudował „Spowiedź chuligana”.

ROZPRAWA Z SAMYM SOBĄ

Aktor przystępuje do spowiedzi wobec widzów i samego siebie, choć trudno stwierdzić, czy żałuje za grzechy, a przynajmniej ich część. Ze spowiedzi tworzy się malownicza opowieść, a wydarzenia okrasza piosenką w ramach komentarza. Nierzadko prowadzi dysputy, czy wręcz kłóci się z ruchomymi obrazami na ekranach, jak w przypadku wątku o kobietach życia, których pokaźną kolekcję Jesienin zgromadził. Jednakże, szczęście nie tkwi w ilości jak się okazuje, bo u Sergiusza barwa miłości przybiera raczej ciemne tony i jest powodem ślepych namiętności, nieprzemyślanych decyzji, dramatów, popadnięcia w alkoholizm i wciąż żywych emocji.


Wiele kobiet mnie kiedyś kochało
I nie jedną kochałem i ja.
Nie dlategoż mnie opętało
To pijaństwo każdego dnia?

Nuty autobiograficzne wybrzmiewają co krok w liryce Jesienina, w zasadzie równolegle obok siebie płyną dwie tematyczne rzeki i wzajemnie się dopełniają – natura i bieg życia artysty. Bardzo zgrabnie ułożyli panowie Jasiński i Grabowski ten monodram, historia prowadzona chronologicznie pozwala przeżywać wzloty i upadki, i prowadzi do tego co nieuchronne, a po drodze zachwyca pejzażami poetyckimi.

"CHCIAŁBYM POWIEDZIEĆ WAM COŚ TKLIWEGO..."

Jedyną „wadą”, choć raczej powinnam powiedzieć niedogodnością, był fakt obecności licznych rusycyzmów, trudnych do zrozumienia dla widza mającego niewiele z językiem rosyjskim wspólnego. Teksty poety same w sobie nie są wydumanie trudne i w interpretacji,
i odbiorze, dlatego trafiają z całym swoim przekazem do duszy każdego człowieka, wystarczy otworzyć się na przekaz. To stanowi też o popularności owej poezji mimo, że miejscami sam styl życia artysty był motorem napędzającym zainteresowanie publiki jego osobą.

Jeden utwór, a właściwie jego fragment skojarzył mi się z podsumowaniem tego monodramu i chyba też z powodu wielkich podsumowań na Scenie STU tego wieczoru, został dobitniej zaakcentowany:


Wiele myśli przemyślałem w ciszy,
Wiele pieśni o sobie złożyłem.
Na tej ziemi, co jęk zewsząd słyszy,
Jam szczęśliwy po prostu, że żyłem.

Andrzej Grabowski na koniec powiedział widzom tkliwe „dobranoc”, a ja na koniec od siebie mogę napisać zdecydowane: „polecam!”.



Komentarze

  1. Ja również lubię oglądać Pana Andrzeja Grabowskiego czy to na ekranie czy w teatrze.;-) Świetnie napisane, mnie zachęciłaś, myślę, że wiele innych osób też.;-)
    Pozdrawiam, ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo lubię Andrzeja Grabowskiego i gdyby to było bliżej to z chęcią bym poszła na spektakl ze względu właśnie na niego :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Również lubię Pana Andrzeja. W kiepskich poznałem a potem w dzień świra zobaczyłem jak umie graci. Myślę że powinien coś jeszcze unikalnego zagraci w tn by mugł zobaczyci go odbjorcy wiekszej publiki z innej strony nie tylko piajka i dowcipnisia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajny wpis. Faktycznie jest to ciekawy bohater serialowy i filmowy. Potrafi rozbawić ale i być poważny:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

NAJCHĘTNIEJ CZYTANE

WSZYSTKIE NIEPRZESPANE NOCE, CZYLI DRAMAT W PIĘCIU AKTACH

Jestem fetyszystą snu – z ułomności tarczycowych, z upodobania, może dużą rolę odegrała w tym genetyka. Nieważne. Ważne, że czynników sennogennych nakładających się na siebie jest tak wiele, że natury nie oszukasz i tego nie przeskoczysz. Sen mój jest, a raczej był, tak głęboki i mocny, że nie obudziłyby mnie wystrzały z armat, nawet jeśli armia by mnie wyniosła z łóżkiem na pole walki.
A teraz natura contra natura, bo oto rodzi się dziecko, a małe dziecko wiadomo – brak snu. Jakby nie obalać mitów macierzyństwa, to jest to akurat fakt niezbity, nie do przeskoczenia. Prawda, nie fałsz. I oto ścierają się te dwie natury – mój wewnętrzny fetyszysta snu i ja matka.
PROLOGGdzieś w połowie ciąży sen nie chciał nagle przychodzić, tzn. przychodził nad ranem kiedy niekoniecznie miałam możliwość go przyjąć, robota nie poczeka. Później kiedy robota poszła w las, po nocy, kiedy sen miał mnie gdzieś 
i przychodził regularnie o 5 rano, spaliśmy czasem do południa, póki głód nas nie nawiedził. I tak…

MOMENT, W KTÓRYM ŚWIAT I SERCE ROZSYPUJE SIĘ NA MILION KAWAŁKÓW

Moment, w którym świat i serce rozsypuje się na milion kawałków znajomy jest pewnie każdemu. Dziś rozsypał się świat pewnym rodzicom, których synek walczył do samego końca, był dzielny, silny, niezwykle pogodny, zadziwiająco radosny jak na ogrom cierpienia, biegł cały czas w stronę życia…nie miałam zaszczytu poznać osobiście tego Wojownika, niestety…Odwiedzałam go codziennie w wirtualnej rzeczywistości, z całych sił trzymałam kciuki, cieszyłam się jak szło w dobrą stronę, jak wyniki były coraz lepsze, jak ogromna to była radość, kiedy maluch mógł wyjść ze szpitalnego łóżeczka do domu. Ostatnie tygodnie jednak były pełne strachu, drżącymi palcami klikałam w każdą kolejną wiadomość na temat zdrowia…
Walka dziś dobiegła końca. Walka niesprawiedliwa, nierówna od samego początku, z okrutnym finałem.
Piszę dziś o tym wyjątkowym chłopcu, bo nie potrafię o niczym innym dziś ani myśleć ani pisać. Skradł moje serce od razu, stał mi się bardzo bliski i nie tylko mi…będąc częścią tej wielkiej Ro…

[WYWIAD] PODRÓŻE Z DZIECKIEM

Wakacje tuż, tuż, słońce grzeje coraz mocniej, w głowie szumi woda, szumi las, ale mamy małego osobnika na pokładzie i masę wątpliwości. Czy nie robić problemu i zostać w domu, bo przecież z takim maluchem, to żaden odpoczynek, a same problemy? Czy aby to bezpieczne? Czy da się zorganizować fajny, wspólny wakacyjny czas z wózkiem przyrośniętym do ręki i nosidłem na plecach? Czy lepiej jechać gdzieś blisko, czy wyruszyć za granicę? Czy podróżować autem, czy jednak samolot? Wszystko jest kwestią dobrego ZAPLANOWANIA, oczywiście nie da się przewidzieć wielu rzeczy i nie przewidzi się wszystkiego, a życie zawsze nas zaskoczy, ale podstawy trzeba wyrobić sumiennie, dzięki fundamentom konstrukcja w razie burzy nie powinna runąć, a urlop zakończyć katastrofą. Pierwsze wakacje już mamy za sobą, wielogodzinną podróż autem, powrót
z chorobą i masę fajnych wspomnień J Ja byłam szczęśliwa, że razem spędzamy czas, w końcu wyrwałam się z domu i Krakowa, i znów widzę jeziora i morze, za którymi tęskn…