Przejdź do głównej zawartości

A CZY TY MASZ PEWNOŚĆ, ŻE TWOJE DZIECKO JEST BEZPIECZNE?


chłopiec nad morzem, wakcje, fale

Bezpieczeństwo przede wszystkim, odpowiedzialność, uważność, oczy dookoła głowy…a mimo to, czasem zdarza się wypadek, robimy dziecku krzywdę nie wiedząc o tym, nieświadomie, działając
w dobrych intencjach. W końcu żadna matka nie chce skrzywdzić własnego dziecka.
Pomijam rodziców, którzy krzywdzą celowo, a którzy rodzicami nie mają prawa się w takim układzie nazywać.

W STREFIE KOMFORTU


Ale pomiędzy jest duża grupa rodziców, którzy dla własnej wygody i komfortu życia działają nie do końca tak jak powinni. Trudno stwierdzić, czy faktycznie nie zdają sobie sprawy z konsekwencji pewnych działań, czy brakuje im wiedzy, czy raczej jednak lubią chadzać na łatwiznę. Tyle, że zostając rodzicem stajesz się odpowiedzialny już nie tylko za siebie i swoje życie. Stajesz się parasolem ochronnym kompletnie bezbronnej istoty. Trzymasz w rękach inne życie, tak bardzo od Ciebie zależne, ufające Ci bezgranicznie
i zdane na Ciebie. Nawet jeśli Twoje dziecko uparcie twierdzi, że jest już dorosłe i może wszystko samo, to nie zwalnia Cię od pilnowania go w takim samym stopniu i czuwania nad jego bezpieczeństwem. To, że właśnie nauczyło się chodzić i mówić, nie czyni z niego dorosłego dziecka.

Ten nie popełnia błędów, kto nic nie robi i to naturalne, że błędy się zdarzają, mniejsze lub większe, ale problem w tym by dążyć do ich eliminacji, a nie powielania, bo skoro raz tak się stało i nic się nie stało to za trzecim i piątym razem też będzie ok. Może i będzie ok za piątym, ale za szóstym karta może się odwrócić.

RACHUNEK SUMIENIA


Sama mam na swoim koncie małe grzeszki.

Kiedy moje dziecko miało 8 miesięcy, spadło mi z kanapy na podłogę, co prawda wysokość od kanapy do podłogi malutka i nic mu się nie stało, ale mógł niefortunnie uderzyć i co wtedy…a od leżącego dziecka na kanapie odwróciłam zaledwie na 2 sekundy głowę, żeby złapać butelkę z mlekiem stojącą na stole obok.
2 sekundy, nie więcej, moje dziecko spadło wprost pod bujaczek…sparaliżowało mnie na kolejne
2 sekundy, a potem w panice sprawdzałam dokładnie, czy nic nie złamał, nie pękła żadna kostka.
W późniejszym czasie kiedy uczył się chodzić, upadał wielokrotnie i z różnym skutkiem, ale ten pierwszy upadek, ten moment, którego bałam się od początku, kiedy kładłam go gdziekolwiek, skąd jakimś cudem mógł spaść, zapadł mi w pamięci. Moja wina, moja bardzo wielka wina…

Mam też na swoim sumieniu grzech ciężki popełniany z niewiedzy. Szczegółowo opisała go Ewelina Gałdecka na blogu Pozytywny Dom, ja tylko „wyspowiadam się” z czegoś, co do tej pory mnie mrozi, jak sobie pomyślę o swoim głupim torze myślenia. Ewelina pisze o pewnej alejce w parku, ja mogłabym napisać o pewnej spacerowej trasie po bruzdach z lodu i śniegu.

 Tak, po narodzinach syna, za mało miałam w życiu adrenaliny, więc udawałam się na długie spacery po okolicznych terenach, a upodobałam sobie trasę po wyboistych koleinach, najpierw wpychałam
z mozołem wózek na samą górę, a potem schodziłam z nim po bardzo kamienistej dróżce i tylko cudem nie wyrżnęłam na lodzie pokrytym jedynie warstewką puchatego śniegu. Ale ja nie o tym. Upodobałam sobie tę trasę nie bez powodu. Otóż Olaf, im bardziej szarpało wózkiem, tym szybciej zasypiał i lepiej
 i dłużej spał. Potem gdy wózek przestawał jechać, np. w kolejce do kasy w sklepie, dziecko momentalnie budziło się i zaczynała się aria płaczu
J  W domu przy jego marudzeniach, nieustającym płaczu, kolkach również wkładałam go do wózka i kołysałam od prawa do lewa, poszarpując czasem wózkiem dla lepszego efektu usypiającego i on faktycznie zasypiał. Na rękach również, intensywne kołysanie w końcu go usypiało. Na szczęście trafiłam przypadkiem na artykuł o praktykach, które uskuteczniałam, tj, wożenie wózka po nierównościach zapewniając synowi „usypiające wstrząsy”. Naiwna myślałam, że on to lubi,
w końcu wtedy się uspokajał i spał…A prawda jest taka, że intensywne kołysanie, szarpanie wózkiem, że dziecko niemal lewituje razem z kołderką nad nim sprawia, że dziecku szaleje błędnik, stąd powoli odpływa, staje się nieobecne, w skrajnych przypadkach zdarzają się omdlenia. Wiadomo, że robiąc to nieświadomie, nie mając praktyki, wiedzy, nie jesteśmy od razu patologicznymi rodzicami, ale wzajemna edukacja (nie mylić z pouczaniem i wylewaniem wiader pomyj na siebie wzajemnie, bo moja racja jest najmojsza) może wiele dobrego uczynić, a przede wszystkim zwrócić uwagę na rzeczy, których nie dostrzegamy sami, nad którymi nie myślimy, a żałujemy mocno po fakcie.

BEZPIECZEŃSTWO PRZEDE WSZYSTKIM


Młoda mama pisze wymyśliła świetną akcję , w której każda z nas dzieląc się swoimi doświadczeniami, pisząc o problemach, przestrzegając, przekazuje kawałek wiedzy i uczula. W akcji nie chodzi
o piętnowanie rodziców. Chodzi o uświadamianie tak, by już nikt nie mógł się tłumaczyć „O tym nie pomyślałem”, „O tym nie wiedziałem”. 

O wielu rzeczach faktycznie można nie pomyśleć, nie wiedzieć, co doświadczyłam też na swoim przykładzie, ale są rzeczy tak oczywiste, że naruszanie ich narażając dziecko na utratę życia czy zdrowia powinny być ostro karalne. Nie wierzę, że można bezproblemowo zostawić małe, śpiące dziecko w aucie
 i beztrosko pójść na zakupy, nie na 10-15 minut, a na kilka godzin. Nieważne już czy lato, czy zima, zastanawialiście się kiedyś, co czuje małe dziecko, kiedy budzi się nagle w pustym aucie? Bez mamy, taty, kogokolwiek kogo zna? Szarpiąc się w foteliku może sobie zrobić krzywdę, naprawdę nie trzeba daleko szukać.

Nie wierzę, że można zostawić malucha samego nad wodą, czy z innymi dziećmi, a samemu zająć się opalaniem i biesiadowaniem, czy „rzucać go na głęboką wodę”, żeby nauczył się sam pływać…serio? Niestety, ale byłam świadkiem takich sytuacji. Dziecko nad wodą powinno być pilnowane ze szczególna starannością, a to dlatego, że ono jeszcze nie przewiduje konsekwencji działań, nie wie, że np. fala może go zabrać z brzegu i zatopić, że skakanie na główkę do jeziora niekoniecznie może skończyć się owacjami na stojąco kolegów, a dożywotnim wózkiem inwalidzkim. I to nie chodzi, żeby trzymać dziecko pod kloszem i zabronić mu żyć, ale żeby uczulać go, tłumaczyć, mierzyć jego siły, dostosowywać aktywności, po to, żeby potrafiło samo kiedyś być za siebie odpowiedzialne, ale póki jest małe to Ty rodzicu jesteś odpowiedzialny za dwoje, to ogromne obciążenie dźwigać też drugie życie i strzec jak oka w głowie, ale chyba o to w rodzicielstwie chodzi J 


______________
Jeśli spodobał Ci się tekst, uważasz, że komuś może się również spodobać, czy przydać - nie wahaj się, udostępnij i poślij dalej :) Masz pytania, bądź chcesz skomentować - pisz. Wpadaj jak najczęściej, a jeśli chcesz być na bieżąco, polub mój fanpage na fb i profil na instagramie :) 

Komentarze

  1. Bardzo ważny tekst dla wszystkich rodziców. Myślę, że każdy ma na sumieniu jakieś grzeszki i grzechy bo przecież każdy z nas się uczy całe życie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Każdy rodzic ma jakieś grzeszki na koncie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam parę takich grzeszków na swoim koncie. Część z nich tak naprawdę nie zależało ode mnie, ale brzemię odpowiedzialności, o której piszesz jest tak silne, że i tak wyrzucam sobie, że powinnam była temu zapobiec. Ważne, żeby nauczyć się tego pozytywnego podejścia: ok, popełniłam błąd, ale najlepsze co mogę teraz zrobić to starać się żeby dalej było jak najlepiej, a nie siedzieć i hodować niezdrowe wyrzuty sumienia. Pozdrawiam ciepło! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dobrze wiedzieć jakich błędów nie popełniac na przyszłość :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobry pomysł z taką akcją. Po co powtarzać te same błędy, skoro można poczytać o historiach osób, które przeszły przez to samo. Póki co nie mam dziecka, ale zawsze podziwiałam zwłaszcza te młode mamy, bo one uczą się wszystkiego od nowa i na pewno lekko nie jest.

    OdpowiedzUsuń
  6. Rodzicielskie błędy i grzeszki są nieuniknione. Ważne - to zdawać sobie z nich sprawę i próbować je naprawić :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

NAJCHĘTNIEJ CZYTANE

DZIECKO JEST KOPIĄ TWOICH ZACHOWAŃ! NIE SŁOWA, A CZYNY

MÓWISZ MIMówisz mi, że Twoje dziecko nie reaguje jak je wołasz, zajęte zabawą albo oglądaniem bajek. Powtarzasz sto razy żeby teraz posprzątało zabawki albo wyłączyło bajkę, a ono złości się, że teraz nie może bo wieża z klocków nieskończona, a za chwilę okaże się czy strażak uratował tego kota uwięzionego na drzewie i świat mu się zawali jak tenkotek tam zostanie, a ono nie będzie wiedziało co z nim. Mówisz, że irytuje Cię, że ono nie słucha, olewa Twoje prośby, jest niegrzeczne i nieposłuszne. MÓWIĘ CI, ŻE...
A ja Cię pytam, czy Ty zawsze na każde jego zawołanie odrywasz się od pracy, garów, sprzątania, książki, filmu? Czy jak prosi, żebyśz nim TERAZ oglądała książeczkę, to wyłączasz wiadomości w połowie i idziesz? Czy nie jest tak, że Twoim ulubionym słowem jest „zaraz” trwające bardzo długo, albo zanikające
w nieskończoności?
A wiesz, powiem Ci więcej – dzieci naśladują zachowania rodziców, emocje łączą z daną sytuacją, przejmują schemat, bo jest to przerażające, ale Wy jesteście dl…

JAK STWORZYĆ DOBRY ZWIĄZEK? KASIA NOSOWSKA RADZI

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁAA ja żem jej powiedziała, Monia musisz to przeczytać! Uwielbiam metaforykę tekstów Kasi Nosowskiej, kocham jej umiejętność pakowania w metafory rzeczy proste, egzystencjalne, które zyskują przez to głębię, a we wnętrzu słów „miłość”, „kobieta”, „tęsknota”, „żal” nie znajduje się powietrze, a krwiste mięso, które wypełnia każde z tych pojęć. Wers „(…)uwiodła mnie przepaść jednego spojrzenia, runęłam w nią rozkładając ramiona” tak bardzo korespondował
z moim życiem. Wewszystko, co kochałam, co robiłam z pełnym zaangażowaniem, wpadałam rozkładając ramiona J Uwielbiałam Kaśkę, za to, że w chwilach kryzysu, albo trochę dłuższych chwilach kryzysu, przybywała mi
z pomocą, oddając słowami, to co rozrywało mi duszę, czułam się co najmniej jak na terapii, na której nie musiałam mówić nic, słowa płynęły obok i przecierały trochę te czarne chmury.
Odebrałam książkę z księgarni i już chwilę potem w autobusie rozsiadłam się wygodnie, żeby zobaczyć co tam w książce piszczy i…d…

DETEKTYW PRZYRODY NA TROPIE [WYDAWNICTWO AWM]

NAKLEJKI ORAZ WYDZIERANKO-ROZSZARPYWARKO-ZGNIATARKIPrzychodzę dziś do Was z dwoma książeczkami od Wydawnictwa AWM, które leżą u mnie na półce od dłuższego czasu i czekają na swój moment. Mowa oczywiście o recenzji, bo jeśli o użycie chodzi, to jeszcze trochę muszą poczekać na rezolutnego malucha, bo obawiam się, że połowa książek ostałaby się
w strzępach J Mniej lub bardziej regularnych ;) A to dlatego, że obie pozycje zawierają po ponad 200 naklejek przeróżnego kalibru. Dla Olafa to raj na ziemi, tyle rozdzierania, klejenia, zgniatania…dlatego książki leżą w bezpiecznym miejscu i czekają, żeby spełnić swoja właściwą funkcję – edukacyjną. Z funkcji niszczycielskich powoli będziemy wyrastać, ale nie od razu Kraków zbudowano, więc co do książek wyznaję zasadę ogromnej ostrożności ;) 


KOLOROWE WYKLEJANKINie będę się rozwodzić tym razem zbytnio, bo książki zachęcą Was ilustracjami, szatą graficzną, oprawą, więc solidna porcja zdjęć już ląduje między wersami. Obie książeczki są wydane w ba…