Przejdź do głównej zawartości

KOBIETY W CIĄŻY I MATKI TO NIE SĄ ŚWIĘTE KROWY!


kobieta w ciązy, matka, prawa kobiet w ciązy, morze, zachód słońca
A wszystko zaczyna się już za życia płodowego dziecka, a w zasadzie życia matki, która jeszcze matką  nie jest, a już ma pod górkę.  Tyle się mówi
o ochronie kobiet w ciąży, o przywilejach kobiet w ciąży, o przywilejach matek mówi się już o wiele mniej, ale wszystko byłoby do ułożenia i wdrożenia
w życie gdyby nie paskudna natura ludzka. A może to znieczulica? Może brak wychowania? Brak wyobraźni? Braku wyobraźni boję się sto razy bardziej niż braku wychowania. To cholernie niebezpieczne. 


AUTOBUSY I TRAMWAJE


Przemierzam co dnia niemal całe miasto autobusami i tramwajami w drodze do pracy, kupa czasu spędzona w środkach komunikacji miejskiej, które znacznie częściej stoją niż jadą, nawet kiedy mam słuchawki i nie słyszę dialogów, ten niemy film stanowi świetną pożywkę dla moich refleksji, które czasem jak już wylewają się z gara, to przelewam je tutaj. Kilka historii. Zaznaczam, że wpis oparty jest na faktach i wszystkie opisane zdarzenia są autentyczne, a postaci zupełnie nieprzypadkowe. Ośmielam się tu krytykować, oceniać, mieszać
z błotem przeciwnika, gdyż mimo, że jestem matką i staję w obronie tej grupy społecznej, to jeszcze niedawno byłam po tej drugiej stronie, nieposiadająca jeszcze wiedzy, którą dysponuję teraz i odrobinę zirytowana kiedy pół drogi wrzeszczy jakiś wózek w autobusie, kiedy nie milkną dziecięce piski, kiedy nie rozumiałam co to za trud i stres poskromienie malucha wśród ludzi, kiedy matki używają co chwila wymówki: „bo dziecko”, co będąc po tej drugiej stronie mocy, wymówką być przestaje, a nabiera zupełnie innego znaczenia. Możecie być spokojni o obiektywizm, bo doświadczyłam obu stanów. I jest mi wstyd teraz, kiedy sobie przypominam, co w danej chwili w obliczu nerwów i zmęczenia myślałam. Ale żeby nie było, chamstwa nigdy nie uprawiałam, a co w mojej głowie…to  w mojej głowie, tam już dokonałam tyle egzekucji i tortur, że nie ma sensu wchodzić do coraz głębszych kręgów piekielnych ;)

Zacznę może o sobie samej , bo tak się akurat składa, że podczas tego najwcześniejszego etapu bycia mamą, czyli podczas ciąży, doświadczyłam sytuacji tak absurdalnej, że pamiętam ją doskonale do tej pory, wciąż jest żywa mimo licznych egzekucji, może ma kilka żyć jak kot, a może to jakieś neverending story J

No to lecimy.

NO NIECH MI PANI USTĄPI MIEJSCA!


 Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, na zajezdni tramwajowej w Krakowie stał sobie tramwaj nr 50. To była piękna, letnia niedziela, słońce grzało niemiłosiernie, ptaszki śpiewały, a on stał i czekał na swój czas odjazdu. Wtem przydreptała do niego dziewczynka w letniej niebieskiej sukience, której wielkość brzucha wskazywała jednak bardziej na ciążę niż grzech obżarstwa. I usiadła
w niemal pustym tramwaju, gdzie na kilkadziesiąt miejsc siedzących zajęte były trzy, w tym jedno jej oczywiście. Nagle na horyzoncie pojawiła się „miła”, starsza pani…i tu drogie dzieci bajka się kończy, a zaczyna farsa. No więc siedzę sobie
w tym tramwaju, a owa pani starsza podchodzi do mojego siedzenia i z pogardą
w głosie wyrywa mnie z butów swoim roszczeniem:

-  No niech mi Pani ustąpi miejsca!

Odskoczyłam jak poparzona w głębokim szoku, Olaf pewnie przekręcił się
w brzuchu ze trzy razy podczas tego zrywu i naturalnie ustąpiłam starszej pani
i usiadłam po przeciwnej stronie na jednym z wszystkich wolnych miejsc. Bardzo lubię starszych ludzi, niezmiernie mnie wzruszają i mam wpojony do nich szacunek, tak po prostu bo im się należy z racji wieku i historii, albo też dlatego, że tak mnie wychowano. Jednak na ogół spotykam się z naprawdę miłymi
i ciepłymi ludźmi, ale jak to w stadzie bywa, musi się znaleźć i czarna owca. A oto
i ona. Siedzę tak sobie i myślę, jeszcze w tym szoku, czemu owa pani nie usiadła sobie gdziekolwiek indziej, gdzie ma wolne, tylko przegania kobietę w ciąży. Pani patrzy w moja stronę, wywraca oczami i widzę te małe pioruny ciskane we  mnie. Za chwilę wsiadła jej koleżanka, pachnąca na kilometr New Yorkiem, że aż mdłości zaczęły we mnie wzierać. Trzymałam dzielnie treść żołądkową tam, gdzie jej miejsce
J I zaczęła się dyskusja jak to młodzi nie szanują starszych, nie ustępują miejsca, a że niewychowani, ze oni starzy muszą się prosić…ale ciekawie to się zrobiło jak wsiadła kobieta niewiele starsza ode mnie i stanęła przy moim siedzeniu. Dalej multum wolnych innych miejsc, no ale skoro chce stać, niechaj stoi. Starsza Pani wymierza swój palec we mnie i oburzona, plująca w przestrzeń, że znowu nie ustąpiłam, że siedzę i ignoruję zamiast ustąpić kobiecie miejsca,
że co za świat i co za brak wychowania. Uczucie szoku paraliżowało mnie jeszcze bardziej pozwalając jedynie wywrócić wymownie oczami, a Pani stojąca nade mną zabrała się za tłumaczenia, że ona zaraz wysiada i nie trzeba, a poza tym ja jestem w ciąży. Nie zrobiło to na starszej istocie żadnego wrażenia i mieliła ozorem dalej na pół tramwaju.

Dla mnie abstrakcja totalna, jak można kobietę w ciąży ganiać dla swojego wymysłu po całym tramwaju, odczyniać dyskusje i rzucać „obelgi”. Nie mogłam sobie potem wydarować kiedy szok minął, że nie zaatakowałam tej wyfiokowanej lafiryndy. Sformułowanie ugrzecznione na potrzeby wypowiedzi publicznej. Opowiadając znajomym historię, zastanawialiśmy się, o co babie chodziło, ktoś rzucił, że może to było „jej” miejsce w tym tramwaju, którym codziennie o 17:21 jeździ na mszę. No i mogłabym w to uwierzyć, w końcu różni dziwacy chodzą po świecie, ale że wszystkie miejsca w tramwaju są jej? Czy może ma pięć rezerwowych i cholera jasna, zasiadłam na rezerwie. Nie wiem.

Dla mnie to był szczyt chamstwa i złośliwości, nic więcej.

Dla równowagi, całkiem niedawno byłam świadkiem kolejnej smutnej sytuacji, ale z happy endem. Znów autobus, droga do pracy. To, że ciężko ustąpić komukolwiek miejsca to już standard. Telefon czy książka są bronią sprawiającą, że i my i otoczenie staje się niewidzialne. Nie widać - nie ma problemu. Tym sposobem siedzi rozwalony gówniarz z telefonem i słuchawkami i w dupie ma,
że dziadziuś z siatami ledwo stoi w tym podskakującym na wybojach autobusie. Będąc w ciąży, również mało kto ustąpił mi miejsca, a paradoksalnie to nie kobiety, a mężczyźni w ostatnich miesiącach ciąży litowali się nad moim brzuchem, obijającym się o wszystko, co w  zasięgu. Tego akurat doświadczyłam boleśnie na swojej skórze.



PRZEPRASZAM, CZY MOGĘ PROSIĆ O USTĄPIENIE MIEJSCA?


A ostatnio 8 rano, poczwórne siedzenia, gdzie naklejka na inwalidów, osób starszych i matek z dziećmi, czy kobiet w ciąży właśnie. Siedzą same kobity,
w tym pod oknem ja, każda wpatrzona w telefon albo usilnie w okno. Wsiada młoda kobieta z brzuchem już lekko widocznym i bez żadnych zahamowani, czy zawstydzenia mówi do nas wszystkich piękne słowa:

- Przepraszam, czy mogę prosić o ustąpienie miejsca, bo to są miejsca dla kobiet w ciąży, a ja jestem właśnie taką osobą.

Wiecie, nikt nie drgnął, ani nie podniósł wzroku, a kobieta obok mnie gadająca przez telefon nawet nie wstała, żeby tamta z brzuchem mogła bez akrobacji przejść na moje miejsce pod oknem...żal…

Panią w ciąży podziwiam za świadomość swoich praw i otwarte wyrażanie swoich oczekiwań. Tylko, że ona nie powinna prosić o miejsce, ona to miejsce powinna mieć z automatu. To tylko się tak wydaje, że co jej się stanie jak chwilę postoi. Ano to, że przy gwałtownym hamowaniu może się przewrócić, uderzyć, zupełnie z resztą bez powodu stracić równowagę, jej środek ciężkości został przeniesiony
i problem z równowagą jest czasem spory. Poza tym może się po prostu słabo czuć. To samo jeśli o kolejki sklepowe chodzi. Nagle wszyscy ślepi i nie widzą kto za nimi stoi, a pamiętając swoje doświadczenie z rwą kulszową, to każde parę minut stania przyprawiało mnie o ból nie z tej ziemi. Serio, stanie Ci się coś, jeśli wyjdziesz ze sklepu 5 minut później?

O kolejkach u lekarza nie wspominam, bo to bajki z innego świata niemal J Tam to się zawsze odbywały i odbywają sceny dantejskie, dlatego nie dziwi, że kobietą w ciąży nikt się specjalnie nie przejmuje. Mówię tutaj o przychodniach NFZ, gdzie kolejki kilometrowe, a terminy „Przyjdź Pan za 5 lat, może się coś zwolni na 2056”. W ciąży potrzebowałam konsultacji ortopedy przed porodem, zrezygnowałam, kiedy zadzwoniłam z zapytaniem o termin, który był za ponad rok…a wtedy nie wiedziałam jeszcze, że do specjalisty kobieta w ciąży umawia się bez kolejki, nie obowiązują ją te kilkuletnie terminy. Trudno, jakoś przeżyłam
i jestem cała i zdrowa, ale odsyłam do poczytania praw kobiet w ciąży, nie wiem jak to w praktyce wygląda, ale wydaje mi się, że powinno być respektowane przynajmniej przez lekarza, bo wiadomo, że kilkoro zombiaków z kolejki już czeka żeby Cię zgładzić J


ROZKOSZE „URLOPU” MACIERZYŃSKIEGO


No ale przychodzi ten dzień i dziecko wydajemy na świat, już nie jesteśmy kobietą w ciąży, a matką. I znów schody, jeszcze wyższe i bardziej strome niż przedtem. No bo teraz zaczyna się wyrzucanie, że tak masz dobrze, bo siedzisz sobie w domku na rocznych wakacjach i jeszcze Ci za „nicnierobienie” płacą, że nie pracując nie masz wartości gospodarczej, zatem można pobłażliwie Cię traktować, że wszędzie teraz te bachory się panoszą, że zajmujesz w autobusie miejsce dla wózka  - wózkiem! Przecież to skandal! Dziś byłam świadkiem sytuacji kiedy kobieta wpychając wózek do autobusu nie mogła się doprosić, żeby jej „młodzież pracująca” zwolniła tak naprawdę ” jej” miejsce. Irytuje ciągły wrzask, płacz czy pisk, tyle, że co matka ma z tym zrobić, zakneblować malucha? Język mu wyrwać, żeby było cicho? Nie mam więcej pomysłów. Ludzie aż tak wiele rzeczy Wam przeszkadza? Tak bardzo nie potraficie uszanować, nawet jeśli tego nie czujecie, że jeśli to miejsce dla matki z wózkiem to jej się ono przynależy? Nie macie odruchu ustąpienia miejsca matce czy ojcu z małym dzieckiem na rękach miejsca? Czy nawet miejsca rodzicowi ze starszym już dzieckiem? Przecież ten maluch chwieje się jak chorągiew na wietrze przy każdym ruchu autobusu. 


MATKI CONTRA NIEMATKI


 A potem kobieta wraca do pracy. Oj i tu się zaczyna odwieczna walka matek
z niematkami, bądź jeszcze niematkami, bo dziecko zaczyna chorować
i potrzebuje wolne, ktoś bierze za nią zastępstwa, dziecko nie choruje, też potrzebuje wyjść wcześniej albo przyjść później żeby odebrać dzieciaka
z placówki. Ty mówisz, że to niesprawiedliwe, bo w ostatniej chwili coś masz za kogoś robić, bo ktoś ciągle na L4, a Ty za niego zasuwasz, bo wychodzi zawsze wcześniej „bo dziecko”. Tylko wiesz co, każdy ma prawo być zmęczonym, nie mieć ochoty, rzucać się o tę niby „niesprawiedliwość”, tylko, że matka nie idzie na L4 poleżeć do 12 w południe, czy relaksować się przy kawie w SPA, ale czuwa nad chorym dzieckiem, nie śpi na ogół. Ty owszem, jesteś zmęczony, ale wracasz do domu i odpoczywasz, ona nie. Ona odpowiada nie tylko za swoje życie i swój stan zdrowia czy zmęczenia. Wkurzasz się, ze niespodziewanie musisz za kogoś odwalać robotę, ale to niespodziewanie, które przeżywa ona uwierz mi, że jest sto razy gorsze – chore dziecko jest największym smutkiem świata. Pomyśl też
o tym, że wychodząc wcześniej z pracy, nie idzie na wino z koleżankami tylko pędzi do żłobka czy przedszkola odebrać swoje dziecko jako jedno z ostatnich,
o ile nie ostatnie siedzące pod drzwiami i czekające aż w końcu jego mama przyjdzie, bo wszystkie inne już dawno były.


NIE ZROZUMIESZ, PÓKI NIE DOŚWIADCZYSZ


 Ja tego też nie rozumiałam, bo i póki nie doświadczysz, nie zrozumiesz, ale
z automatu, że tak wypada, tak trzeba, to dziecko, a ona jest matką, nie miałam
z tym problemu. Miałam luz psychiczny, że w końcu któryś weekend będzie wolny i odeśpię, a po pracy jeśli lecę na pysk, a nie mam innych obowiązków pilnych do wykonania, mogę po prostu polecieć na pysk, wyłączyć ciało, umysł.

Matki nie są świętymi krowami, które uważają, że im się wszystko należy i im wolno bo wydały na świat dziecko. One starają się odnaleźć w świecie, który dla nich jest nowy i trudny do ogarnięcia i te przywileje mają im pomóc w tym procesie przystosowania, nie rzucajmy sobie wzajemnie kłód pod nogi, to kompletnie bez sensu, a przede wszystkim nie bądźmy obojętni, nie udawajmy, że nie widzimy. Ślepota społeczna szerzy się jak epidemia.


_____________
Jeśli spodobał Ci się tekst, uważasz, że komuś może się również spodobać, czy przydać - nie wahaj się, udostępnij i poślij dalej :) Masz pytania, bądź chcesz skomentować - pisz. Wpadaj jak najczęściej, a jeśli chcesz być na bieżąco, polub mój fanpage na fb i profil na instagramie :) 

Komentarze

  1. Pisałam kiedyś artykuł na ten temat i byłam w szoku jak kobiety! nie mężczyźni, tylko kobiety właśnie, pisały, że ciężarnym to już się w dupach poprzewracało. Wszystko by chciały za to, że nogi rozłożyły, że nikt im nie kazał bachora sobie robić! Szok i niedowierzanie, to są prawdziwe wypowiedzi ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, szok! Ale dokladnie to samo zauważyłam, że to mężczyźni mnie przepuszczali, czy ustępowali miejsca, nie kobiety, które lepiej "orientują się w sytuacji". Kiedyś pisałam też tekst, o tym, że matka matce wilkiem, niestety sprawdza się on na wielu płaszczyznach życia.

      Usuń
  2. no i własnie matki i kobiety w ciąży to święte Krówki! i należy im się dużo więcej niż zwykłej pani z memlającym językiem :). Mnie mało kto przepuszczał w ciąży (na całe 9 miesięcy aż całe 4 razy :D) a z dzieckiem... raz ... i to UWAGA w kolejce przepuścił mnie 10 letni chłopiec, a te panie memljące językami udawały, że nie widzą mnie, mojego brzucha, czy mojego dziecka :). Za to ja często wychwytuję owe święte Krówki z kolejki i zapraszam przed siebie :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo, tak trzymaj! :) Krówkom trzeba pomagać, bo niektóre są zbyt nieśmiałe, żeby poprosić o pomoc.

      Usuń
  3. Każdy kij ma dwa końce. Oczywiście zgadzam się z Twoim tekstem , zawsze ustępowałam miejsca kobietom w ciąży czy z małym dzieckiem. Odkąd sama zostałam mamą jeszcze bardziej przekonałam się, że niewiele osób to robi - a jest to naprawdę miły gest, bo zaoszczędzenie tych kilku minut w kolejce jest często przy maluszku na wagę złota. Ale z drugiej strony - niektóre matki aż same proszą się o takie traktowanie. Znam całe mnóstwo panoszących się bab (celowo nie piszę " kobiet") - którym macierzyństwo w głowach poprzewracało i którym wydaje się, że one i ich dzieci to członkowie rodziny królewskiej, którym zawsze i wszędzie należy się czołobitność i wszelkie możliwe przywileje. Patrząc na takie kobiety nie ma się co dziwić, że potem wszystko inne, normalne matki - są postrzegane przez resztę społeczeństwa właśnie jako roszczeniowe babole z "pieluchowym zapaleniem mózgu".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą, że owszem istnieją i owe "święte krowy", którym należy się wszystko i to już i to może faktycznie przez tą nieliczną, ale jakże upierdliwą garstkę kobiet-baboli, funkcjonuje uogólniona i niesprawiedliwa opinia w spóleczeństwie. Przytoczyłam historie z własnego życia, ale jak tak sobie myślę, to znalazłabym też parę historyjek z tego drugiego końca kija, może kiedyś o tym napiszę :) Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Ja możenie w tramwaju, ale w aptece miałam podobną sytuację. W ostatnim miesiacu ciąży stojąc w kolejce jakaś babcia do mnie z tekstem, czy ona może stanąć przedemną, bo ona tylko jedną rzecz. Nosz kurde aż się we mnie zakotłowało. Na szczescie pan w aptece,ktpry sprzedawał poprpsił mnie chociaż byłam ostatnia w kolejce . Te miny starszych oburzonych pań były bezcenne.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

NAJCHĘTNIEJ CZYTANE

PRZYKAZANIE 11 - SZANUJ DZIECKO SWOJE!

Porozmawiamy dziś o szacunku, złości, posłuszeństwie i „tresurze”. Niezmiernie mi miło, że mogę gościć u siebie Ewelinę Gałdecką
zPozytywnego Domu. Zależało mi bardzo na tej rozmowie, bo, czytając kolejny tekst Eweliny, miałam wrażenie, jakby właśnie zapisywała moje myśli, a tematy, nad którymi pracowałam i miałam w głowie, niemal równolegle pojawiały się na naszych blogach. Zatem dlaczego by nie połączyć mocy i nie porozmawiać jak matka z matką o tym, co budzi wątpliwości, skonfrontować swoje opinie, podzielić się doświadczeniem?
Z rozmów i spotkań z ludźmi, nawet tych wirtualnych, wynoszę bardzo dużo wiedzy, inspiracji i pozytywnej energii. Mam nadzieję, że uda mi się Wam przekazać ich solidną porcję. Nie przerażajcie się długością dzisiejszego tekstu! Naprawdę warto dobrnąć do końca drogi. Nie pożałujecie, zyskacie same pozytywy. Nie może być inaczej skoro Pozytywny Dom dziś opowiada J
MONIKA
Odkąd mam dziecko, non stop kotłują mi się w głowie myśli, co zrobić, żeby go wychować dob…

BUNT DWULATKA - A CO TO TAKIEGO? KRÓTKA INSTRUKCJA OBSŁUGI.

Bunt dwulatka to ogromny straszak na rodziców noworodków, już od pierwszych miesięcy słyszysz od rodziny i znajomych, że jak przyjdzie ten straszliwy bunt, to dopiero zobaczysz, co to znaczy mieć dziecko. Rozpanoszył się ten bunt, podporządkował sobie przestraszonych rodziców i podjada te „prawdy objawione” przekazywane od lat. A ja Wam powiadam, że buntu nie ma J Chyba, że naturalny etap rozwoju chcecie sobie tak przerażająco nazwać, to śmiało J

JEGO WYSOKOŚĆ BUNT
Mniej więcej około drugiego roku życia w układzie nerwowym małego człowieka zachodzą wielorakie i liczne zmiany, zapewniam, że nie jest to tak, że przychodzi Bunt do malucha i mówi: „Od teraz będziesz zły, idź i dewastuj świat i nerwy rodziców”. Mały człowiek szuka własnego „ja” – tak można najkrócej określić to, co wielu nazywa tym sławetnym buntem. Uczy się dopiero wyrażać swoje emocje, z którymi sobie nie radzi, bo jeszcze tego nie potrafi. Dorośli często mają ogromne problemy z radzeniem sobie z emocjami, a co dopiero ta…

ZWIĄZEK - TEATR CZY ŻYCIE?

Mówiąc, czy raczej pisząc, o rolach jakie partnerzy pełnią w życiu, ale i w sztuce bo w końcu sztuka naśladuje życie, choć też i życie czerpie sporo ze sztuki, nie sposób nie zacząć klasycznie – od największej miłości jaka przydarzyła się na tym świecie, a od której wszystko wzięło swój początek
i romantyzm rozlał się wokół, czyniąc chyba więcej szkody niż pożytku. Tradycyjne ujęcia pokazują nam parę młodych kochanków, szaleńczo w sobie zakochanych, będących ponad podziałami, rodzinnymi konfliktami, oddający za siebie życie, bo jedno nie może żyć bez drugiego…i taki przekaz poszybował w świat – piękna Julia i romantyczny Romeo, ah, jak oni się kochali…Stop. Otóż nie do końca tak było, racjonalizując – znali się chwilę, to nawet zakochanie nie było, a zauroczenie, młodzieńcze szaleństwo, gorąca krew. Poszłabym nawet dalej za adaptacją „Romea i Julii” Szekspira według Marcina Hycnara, który to bardzo zgrabnie i smacznie zaprezentował trochę odczarowując mity.
Julia od początku zaskarbia s…