Przejdź do głównej zawartości

Twoje dziecko POWINNO już TO umieć!


porównywanie dzieci, macierzyństwo, dobre rady, nic nie zrobisz, noszenie na rękach, mówienie, chodzenie

DZIECIĘCA PORÓWNYWARKA

Wiecie, co powinno być surowo karane? 
Porównywanie dzieci w pakiecie z „dobrymi” radami. 
Zapytacie: dlaczego? 
Ano dlatego, że KAŻDE dziecko jest INNE i rozwija się w swój indywidualny sposób i mało go obchodzi, że córka sąsiadki tańczyła walca jak miała
10 miesięcy, a syn szwagra zaczął mówić trzynastozgłoskowcem jak skończył rok. 
Niestety, ale zauważyłam, że wraz z odcięciem pępowiny traci się też prawo do spokojnego wychowywania SWOJEGO dziecka, a zyskuje pokaźne grono doradców i kontrolerów rozwoju i jakości wychowania TWOJEGO dziecka. Otaczają  Cię z każdej strony, osaczają, wysysają energię i radość życia, budując coraz większy kopiec  frustracji.

„Wirtualne” koleżanki z Internetu chętnie Ci wytkną wszelkie błędy jakie popełniasz, czyli w sumie całe Twoje macierzyńskie życie, bo złożone jest ono przecież wyłącznie  z masy błędów, nie ma się co oszukiwać.

 „Życzliwe” koleżanki z placu zabaw, czy sąsiedztwa chętnie na każdym kroku wyrażą „troskę” o Twoje dziecko, w postaci ociekających lukrem pytań: 
„ Ojej, to Twój maluszek, jeszcze nie raczkuje? Na pewno ma obniżone napięcie mięśniowe, trzeba rehabilitować, oj, jak strasznie już Ci współczuję”. 
Na pewno...w końcu każda matka po porodzie zyskuje wiedzę medyczną ze wszystkich specjalizacji. Jeśli jeszcze doktoryzuje się nad swoim dzieckiem, to dużo zdrowia życzę, ale nad moim sobie zwyczajnie nie życzę.

Bezdzietne koleżanki, które wiedzą zdecydowanie lepiej niż Ty, jak powinnaś dane problemy rozwiązywać i wiedzą też, że one nigdy tak by się nie zachowały, a syn znajomej to miał zupełnie inaczej i to na pewno było lepsze od tego, co Ty robisz. Łatwo się mówi, bo póki nie miałam dziecka, to równie łatwo mi się o tym myślało J

Wszystkie inne matki, które wychowanie dziecka mają za sobą
i postanawiają naprawić świat, uparcie ucząc Cię swoich metod, które są jedyne, właściwe i skuteczne, bo Ty wszystko  robisz źle i nie masz pojęcia
o tym. Może i nie mam, ale uczę się SWOJEGO dziecka i podejmuję WŁASNE wybory. 

Wiesz jak łatwo można skrzywdzić dziecko i go zablokować, porównując ciągle do innych?


Sama czasem popełniałam błąd, chcąc „popędzić” moje dziecko np. kiedy niebardzo chciał leżeć na brzuchu. Wmawiano nam różne ”nieprawidłowości” z przerażającym dla mnie obniżonym napięciem mięśniowym i wizją rehabilitacji. Czytałam sporo i obserwowałam dziecko, czy osiąga kolejne poziomy umiejętności w rozwoju i martwiłam się
i złościłam w sobie, że coś jest nie tak. Trafiliśmy do rehabilitanta,
w poczekalni zobaczyłam dzieci naprawdę wymagające pomocy, nawet mi się głupio zrobiło przez chwilę, że przyszliśmy zawracać głowę ze zdrowym dzieckiem. 
Rehabilitant wtedy nam powiedział bardzo ważną rzecz, że nie ma czegoś takiego jak właściwy moment na cokolwiek, jeśli jest w magicznej tabelce napisane, że dziecko raczkuje w 8 miesiącu życia, to bierze się poprawkę trzech miesięcy – może to zacząć robić 3 miesiące wcześniej ale
i 3 miesiące później.
Nie wiedzieć czemu gloryfikowane są dzieci zaczynające robić coś bardzo wcześnie, a poganiane i uważane za nienormalne  te, które robią to później, przecież i dla jednego i dla drugiego to ta sama prawidłowość rozwoju, indywidualne prawidłowe tempo.

Już kiedyś pisałam a propos noszenia na rękach, że dzieci same wiedzą kiedy dany etap się kończy, a zaczyna kolejny, kiedy są gotowe na następny stopień wtajemniczenia. Tyczy się to też kwestii używania smoczka, karmienia piersią,  samodzielnego zasypiania, raczkowania, chodzenia, mówienia…

".....I NIC NIE ZROBISZ"

„Nie noś bo się przyzwyczai i nic nie zrobisz”, „Nie biegnij do niego, musi się nauczyć sam bawić i powinien już sam się sobą zająć, bo nic nie zrobisz”, „Jak Ci wejdzie na głowę, to będzie wymuszał Twoja ciągłą uwagę  i nic nie zrobisz”. 
Mogłabym tego sporo wymieniać, ale wspólnym mianownikiem jest sformułowanie - NIC NIE ZROBISZ. Może i nie zrobię w komfortowych warunkach. Nie raz zdarzało mi się gotować obiad jedną ręką, bo na drugiej wisiało moje dziecko, czy w locie dopijać kawę albo na maksymalnym przyspieszeniu sprzątać mieszkanie w trakcie zbawiennej drzemki. I co
z tego? Mój kręgosłup jakoś się jeszcze trzyma, biceps rośnie J Moje dziecko mimo, że dużo noszone na rękach, wbrew straszakom, nauczyło się świetnie chodzić we właściwym dla niego czasie. Zeszło z rąk, kiedy poczuło się pewnie na swoich nogach i teraz na ręce przybiega jak się czegoś boi, albo jak potrzebuje żeby go podsadzić wyżej, np. na blat kuchenny, żeby w komfortowych warunkach mógł dokonać przeglądu przypraw w szafce J
Co się nasłuchałam od koleżanek realnych i wirtualnych, że to nienormalne nosić tak ciężkie i duże już przecież dziecko, że (moje ulubione, krew mnie zalewa jak słyszę takie stwierdzenie) mną manipuluje i wykorzystuje, żeby go nosić, że weszło mi na głowę i bla bla bla, to moje.

Kiedy ono w końcu zacznie chodzić?

Kolejna mantra, która zmienia  się w treści przy każdym „kamieniu milowym” w rozwoju dziecka.
Moja córka zaczęła chodzić jak miała 10 miesięcy, Twój ma rok, nie myślałaś żeby iść do specjalisty?
Nie, nie przyszło mi to do głowy, bo wiem, że przyjdzie na to czas, wtedy kiedy będzie gotowy. I przyszedł, tak jak i na pełzanie i raczkowanie. I nie, nie zaczął tego robić późno tylko we właściwym czasie.

Dlaczego ono jeszcze nie mówi?

Pytanie u nas „na topie”, które najpierw przyjmowałam z pobłażliwym uśmiechem, a teraz otwiera mi się nóż w kieszeni.
Bo syn kuzyna to pełnymi zdaniami mówił już jak rok skończył. 
Niemożliwe, ale ok, cóż mi, a tym bardziej mojemu dziecku  do tego?
Popędzanie dziecka i wymuszanie na nim mówienia powoduje efekt odwrotny - blokadę. A nie o to przecież chodzi. Na pytanie o mowę, kimkolwiek nie byłby zainteresowany tematem, ciśnie mi się na usta: „Weź się odwal od mojego dziecka! Serio Cię to interesuje i wzbudza Twoją troskę, czy chcesz sobie po prostu pogadać i dowartościować się poprzez fakt, że Twoje dziecko już dawno zaczęło mówić?”, ale grzecznie poprzestaję na swojej mantrze: „Zacznie, kiedy będzie gotowy”.

Czemu nie zjadłeś wszystkiego? Zrobiłam specjalnie dla Ciebie, tak nieładnie, zobacz Twój brat zjadł wszystko.

Może nie był głodny, może miał ochotę na coś innego, może mu nie smakowało. Opcji jest wiele, ale napychanie dziecka jak gęś, pchając łyżkę niemal do gardła, prowadzi do złych nawyków żywieniowych
i rozregulowania organizmu. Małe dziecko je tyle ile potrzebuje, ile jego żołądek przyjmie. Rozpychanie go powoduje, że dziecko zaczyna jeść ponad miarę, a jego organizm zaczyna pracować nienaturalnym trybem, a potem otyłość i choroby związane z nadwagą. Granie na emocjach wyzwala
w dziecku poczucie winy i je „na siłę”, bądź jest „karmione siłą”. Może syn brata ma większe potrzeby żywieniowe, albo…jest starszy i zapotrzebowanie wraz z wiekiem wzrasta?

NIE ROZUMIEM...

Nie rozumiem, czemu ludziom, a w szczególności matki matkom, robią takie świństwa. I to nawet nie tylko matkom, bo dzieci naprawdę dużo rozumieją
i jeszcze więcej odczuwają. Jeśli maluch czuje na sobie presję, stres jest
w stanie zablokować jego rozwój. Jeśli maluch już rozumie wszystko, to dla niego bolesne są porównania z innymi wciąż „lepszymi” od niego dziećmi. Zaczyna się budować w dziecku zaniżone poczucie własnej wartości, syndrom tego najgorszego, najmniej kochanego, niewartego uwagi. Warto najpierw pomyśleć o konsekwencjach swoich słów, bo czasem swoją „paplaniną” można narobić wiele złego w małym człowieku.

A już najbardziej nie rozumiem, jak można zasypywać radami i uwagami kogoś, kto o to, nie prosił. Wspominałam też o tym w tym artykule, że jeśli ktoś o radę prosi, to chętnie wysłucha i przemyśli i taka prośba oznacza, że jest mu ona potrzebna, ale jeśli ktoś nie wypytuje wszystkich wokół
o wszystko, to dlaczego ma niby słuchać i znosić to brzemię „dobrych rad”? Po co matkom ta walka o to, które jest mądrzejsze, lepiej rozwinięte, bardziej utalentowane, o największej odporności? To dogryzanie sobie  z uśmiechem na ustach jest żenujące. A dowartościować można się na tysiąc innych sposobów, nie krzywdząc przy tym siebie nawzajem.


______________
Jeśli spodobał Ci się tekst, uważasz, że komuś może się również spodobać, czy przydać - nie wahaj się, udostępnij i poślij dalej :) Masz pytania, bądź chcesz skomentować - pisz. Wpadaj jak najczęściej, a jeśli chcesz być na bieżąco, polub mój fanpage na fb i profil na instagramie :) 

Komentarze

  1. Jeeeejuuuu!!! Ja nie jestem mamą, ale na samą myśl o tych tekstach po prostu rośnie mi ciśnienie. Mam wiele koleżanek - mam i to o czym piszesz obserwuję na bieżąco. Z resztą nie tylko tam - jestem pedagogiem specjalnym i pracuję w przedszkolu - tam ciągle takie cyrki, mamy często zamiast pytać o swoje dziecko to pytają " A co pani sądzi o Krzysiu? On mi wygląda jakoś dziwnie./ Marysia tak krzywo stawia nóżki./ A on nie powinien chodzić do młodszej grupy?"
    Często też zdarza mi się, że jestem pytana przez znajomych "Co sądzisz o dziecku Małgośki? Mój w tym wieku to już sam stał, a on nic" itp itd. I to nic, że ciągle powtarzam, że każde dziecko osiąga dane umiejętności w najlepszym dla siebie czasie. Patrzą się na mnie z litością, bo przecież ja nie mam dzieci. Szczerze to nawet nie wiem czy dałabym radę znieść te wszystkie "życzliwe" komentarze, opinie i porady, gdybym jednak kiedyś tą mamą została.
    To jest po prostu cholernie przykre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za ten komentarz, trafia w punkt. Zgadzam się, że jest to niesamowicie przykre i będąc kiedyś mamą, zanim uodpornisz się na te teksty, to sporo nerwów zjesz i wiadro łez wylejesz, ale dasz radę, każda daje :) Pozdrawiam i powodzenia życzę :)

      Usuń
  2. Najbardziej wkurzają mnie dobre rady wszystkich wokół. Powinnaś robić to, tamto, sramto. Tego nie rób, a tego to już absolutnie. A mi się włącza od razu tryb, który mówi mi : zrób im wszystkim za złość. Niektórzy ludzie to myślą, że matka to taka nieporadna istota. Ale skoro dałam sobie rozciąć dla niego brzuch, to serio krzywdy mu nie zrobię. A nawet więcej..bedę robić wszystko by żył. W końcu tak się poświęciłam, to szkoda :):):):):):ppppp

    OdpowiedzUsuń
  3. Te licytacje czasami są przerażające. Jak to twoje dziecko jeszcze nie siedzi? Nie raczkuje? Moje już chodzi i mówi. A potem niektóre mamy myślą, że ich dzieciom coś dolega i szukają na siłę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Każde dziecko rozwija się inaczej , szybciej lub wolniej, każde jest inne dlatego też nie powinno się ich porównywać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Część takich komentarzy wygłaszają chyba mamy, które są bardzo niepewne siebie i próbują się poprzez dziecko dowartościować. Doszukują się na siłę dowodów na to, ze ich dzieci zaczynają coś robić lepiej i szybciej. Grunt to się po prostu nie przejmować

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedyś na swoim blogu pisałam post o Ciociach Dobra Rada, które wszystko wiedzą najlepiej i pouczają każdą inną kobietę, bo tak już mają. Okropne, że te kobiety często są jednocześnie bardzo niemiłe w stosunku do innych matek i kobiet :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja również nie znoszę jak ktoś mówi co moje dziecko już powinno umieć. Aktualnie jesteśmy na etapie, że w tym wieku to powinien już coś mówić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dokładnie tak jak u nas i mnie krew zalewa jak słyszę cokolwiek na ten temat od osób postronnych :)

      Usuń
  8. Wiadomo nie można bagatelizować ale nie można przesadzać

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie znoszę porównywania dzieci. Sama jestem daleka od oceniania innych mam

    OdpowiedzUsuń
  10. Dostaję białej gorączki, kiedy ktoś porównuje moje dziecko do swoich. Każde dziecko jest inne, bo po prostu każdy człowiek jest inny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokładnie takie samo zdanie i szlag trafia mnie na miejscu przy tego typu porównaniach!

      Usuń
  11. Taka mentalność najgorsze jest gdy te rozmowy o tym co umie i nie umie dzieko toczą się przy nim samym.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

NAJCHĘTNIEJ CZYTANE

DLACZEGO DZIECKO ZACHOWUJE SIĘ NAJGORZEJ PRZY MATCE? O PRZETRWANIU PODCZAS HURAGANU

KIEDY ZOSTAJESZ Z DZIECKIEM SAM NA SAM... Czy Ty też zauważyłaś, że kiedy Twoje dziecko zostaje z Tobą sam na sam to zachowuje się jak mały szaleniec? Albo gdy wraca do domu z przedszkola/żłobka to nagle dostaje ataku wybuchu złości, frustracji, płaczu
i niewiadomo o co chodzi, ale musi chodzić o bardzo wiele skoro usuwasz się na bok tego kłębowiska furii, żeby przeczekać do opadnięcia kurzu i emocji na podłogę? Czy widzisz różnicę w zachowaniu dziecka w domu,
a w miejscach publicznych czy po prostu wśród innych osób jak dziadkowie, nauczyciel, czy lekarz? 
DZIECI NAJGORZEJ ZACHOWUJĄ SIĘ PRZY MATCE I podsumowując dochodzisz do smutnej refleksji, że tylko przy Tobie i tylko w domu Twoje dziecko wspina się na wyżyny awantur, wrzasków, marudzenia, generalnie roztacza paletę swojej najciemniejszej strony mocy
i zaczynasz załamywać ręce, gdzie popełniłaś błąd, że to Tobie dzieci wchodzą na głowę i skaczą po niej, że nie umiesz sobie poradzić w to całe macierzyństwo i o co tu chodzi. Je…

JAK NAPISAĆ DOBRĄ RECENZJĘ?

JAK NAPISAĆ DOBRĄ RECENZJĘ?Jak napisać dobrą recenzję? Jak napisać w ogóle recenzję? Jestem właśnie
w trakcie pisania dwóch recenzji, „lekko” na wczoraj, więc czemu by w międzyczasie nie powrócić do tematu pisania recenzji. Tym bardziej, że post był już szumnie zapowiadany wcześniej. Recenzje generalnie piszą się same, tylko trzeba wejść w odpowiedni czas
i miejsce. To popularne stwierdzenie z weną, że niby nic nie stworzę, bo jej aktualnie nie mam, wcale nie jest kłamstwem, wymówką leniwca, czy bzdurą. Czasem tak jest, że czujesz ten temat, siadasz i musisz pisać teraz, bo inaczej ucieknie Ci wątek, a czasem siadasz, zmuszasz się, terminy gonią, a na kartce pusto, w głowie ciężko, no…nie masz weny. Krótko mówiąc :) KLUCZOWY JEST CZASZacznijmy od tego, że należy trafić w czasJ Ja jestem zdania, że recenzja musi się uleżeć i dojrzeć. Warto zapisać kluczowe wnioski tuż po spektaklu, natomiast z tekstem i spektaklem trzeba się oswoić. Przemyśleć. Poszukać różnych dróg interpretacji. Pośpiech…

DAWNO, DAWNO TEMU, W ODLEGŁEJ GALAKTYCE...

Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce - te słowa rozpoczynające sagę Gwiezdnych Wojen,po raz pierwszy padły z ekranu kinowego 25 maja 1977 roku. To pierwsza informacja jakiej dowiedziałam się już na wstępie z książki, którą za chwilę zrecenzuję. Tak jak i film, tak i książka nie jest zwyczajna, posiada swoje ukryte moce. Nigdy nie byłam zapaloną fanką Gwiezdnych Wojen, znałam wątek główny i kluczowych bohaterów, nie orientowałam się nawet w kwestii kolejności nagrywanych części owej sagi. Ale przyszedł kiedyś taki dzień i taki mężczyzna (obecnie Mężczyzna Mojego Życia i ojciec naszego synaJ), który zaraził mnie swoją fascynacją filmem, wiele rzeczy mi objaśnił, po raz kolejny oglądałam wszystkie części jako dobranocki do poduszki i zatrybiła mi ciekawość, na tyle, że z niecierpliwością czekałam na nowe części, a seans w kinie był świetną opcją na romantyczną randkę. Kiedy pojawiła się możliwość współpracy z Wydawnictwem AWM i zobaczyłam, że pod ich skrzydłami jest pewna nietypowa ks…