Przejdź do głównej zawartości

DAJMY IM ŻYĆ! SŁÓW KILKA O SAMODZIELNOŚCI



dajmy im żyć, samodzielność, swoja droga, dziecko, wybór, chęć

DLACZEGO NIE POZWALAMY DZIECIOM NA SAMODZIELNOŚĆ?

W świecie rodzicielskim łatwo dostrzec popularny paradoks – chcemy żeby nasze dzieci były samodzielne i wszystko wiedziały, ale najlepiej jakby to się odbyło poza nami, na pstryknięcie palców, albo wiedza ta przyszła za pomocą objawienia. To jest bardzo prosty mechanizm, nie pozwalamy dzieciom na samodzielność, bo nauka może przynieść zbyt duże „straty” i materialne
i czasowe. Zakazujemy przez lata stu dwudziestu pięciu i pół rzeczy, a potem nagle jesteśmy rozczarowani, że nie potrafi ono stu dwudziestu pięć i pół umiejętności. No bo niby jak ma umieć, skoro nikt mu nie pozwolił tego robić. Jak ma posiąść nową wiedzę, jeśli jego rozwój, chęć poznawania świata
i eksperymentowania jest sukcesywnie hamowane.

„Zostaw ten cukier, bo zaraz porozsypujesz!”

„Nie przelewaj soku, bo zalejesz podłogę!”

„Zostaw tę łyżkę, nakarmię Cię, bo wszystko pobrudziłeś sam!”

„Nie mamy czasu czekać aż sam włożysz te buty!”

„Zostaw te farby, bo wszystko wybrudzisz!”

Znajomo brzmi?

To nie najlepiej.

Poprzez czynności wielokrotnie powtarzane i dla nas dość problematyczne
w ogarnięciu jak przesypywanie mąki/cukru/makaronu z jednego pojemnika do drugiego, czy przelewanie wody z butelki do kubka i z powrotem, dziecko rozwija zdolności manualne, ćwiczy koncentrację, równowagę, a nawet mowę.

NIE HAMUJ ROZWOJU, BO NIE CHCE CI SIĘ SPRZĄTAĆ


Jak inaczej dziecko ma nauczyć się pić z kubka, przelewać ciecz, czy wsypywać choćby cukier do herbaty jeśli tego nie ćwiczy właśnie w taki sposób? To nie jest tak, że przychodzi odpowiedni wiek i nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki dziecko potrafi wszystko – nalewać, wsypywać, kroić, jeść, pić itd. 


Jestem ogromnym fanem zabaw plastycznych, zaczytuję się obecnie w zabawach na integrację sensoryczną i dowiaduję się jak zwykłe gniecenie gazety przez małe rączki fantastycznie stymuluje rozwój dziecka, jak ćwiczenia motoryki małej cudownie przyczyniają się do nauki mowy. Wszystkie zabawy są banalnie proste w zaaranżowaniu, wystarczą chęci, pomysł i duża folia malarska na podłogę J Zamiast plasteliny, modeliny, ciastoliny można wspólnie przygotować masę solną. Zauważmy, że już samo przygotowanie i uczestniczenie dziecka
w przygotowaniu zabawy są niczym innym jak…zabawą.


Farby i malowanie całym ciałem (pędzelek jest już przeżytkiem J), wszelkie miękkie masy do ugniatania, do klejenia, wypełniania, wykrawania, gazety do gniecenia, baloniki z mąką do ugniatania i rzucania, kolorowe pojemniki, w które można przesypywać piasek, cukier, fasolę, surowy makaron, orzechy, wszystko to jest wspaniałym stymulatorem rozwoju na wczesnym etapie. Tak jak najpierw są łyżki i garnki, żeby potem wejść na etap cymbałków, bębenka, tamburyna, keyboardu.


ĆWICZENIE CZYNI MISTRZA


Jak mantra powtarza się, że praca i regularne ćwiczenia prowadzą do sukcesu. Odnosi się to tak samo do dzieci. Tyle, że maluch musi mieć swojego Mistrza
i Przewodnika, którym to we własnej osobie jesteś Ty – Matko i Ojcze. Jeśli zabierasz z rąk Ucznia narzędzia, nie dziw się potem, że nie potrafi się nimi posługiwać. Oczywiście, że potrzeba ogromu cierpliwości i czasu zanim przestaniesz biegać z mopem i suchymi ubraniami za małym odkrywcą właściwości cieczy. 
Albo zanim przestaniesz chodzić krok w krok i zbierać wszystko, co „zasiał” Siewca na powierzchniach płaskich mieszkania. Ale cierpliwość popłaca. Przy każdym wyjściu na spacer Maluch sam próbuje zakładać buty, choć jest to niekończąca się opowieść? Wspaniale! To, że próbuje niestrudzenie, świadczy
o jego zdrowym rozwoju i może około setnego wyjścia na spacer w końcu zdobędzie swój szczyt i założy but, zasunie kurtkę, założy rękawiczki, czapkę, skarpetki. 

BĄDŹ WZOREM I PRZEWODNIKIEM


W końcu za dwusetnym razem zje sam zupę nie wylewając połowy na siebie
i okoliczne wsie, naleje sobie soku do kubka, nie zalewając sąsiadów na dole, poukłada precyzyjnie zabawki wedle swojego upodobania.

Ale…

Jest jedno „ale” – ktoś musi być dla niego wzorcem i mu pokazać, jak to się robi, wytłumaczyć mechanizm, zrobić próbę drugą, piątą, dziesiąta, dwudziestą, aż do skutku. Jeśli mówisz do malca, któremu rozsypała się torebka z makaronem, żeby to w tej chwili posprzątał to biedak stanie skonsternowany, bo jeśli mu nie pokażesz i nie pomożesz, to skąd on ma wiedzieć, co robić?

Jeśli mu nie pokażesz, jak się wiąże buty, zakłada skarpetki, czy zawiązuje szalik to jak możesz od niego wymagać tej wiedzy? A jeszcze gorzej, jak nie pozwalasz mu nigdy tego zrobić, bo nie ma czasu, bo Ty szybciej, bo Ty lepiej, a ono niezdarne, powolne…

Ze swojego dzieciństwa pamiętam sformułowania: „Zostaw, bo nie umiesz tego zrobić”, „Jak nie umiesz, to się za to nie bierz”…tylko skoro nie umiem,
a chciałabym się nauczyć, to czemu mi nie pokażesz jak to zrobić? Ja próbuję, bo chciałabym umieć. Wystarczy, że mi pokażesz zamiast zabierać możliwość, czy wyręczać, bo Ty  umiesz lepiej, szybciej i dokładniej. 

A ZA KILKA LAT...


Kilka lat później wychodzi wiele błędów, nie dzieci, które obwiniamy wtedy za niezdarność i brak umiejętności, ale naszych błędów. Okazuje się bowiem, że
10-letnie dziecko nie wie, co woli na śniadanie, bo zawsze mama decydowała, nie wie o czym lubi książki, bo zawsze mama decydowała, co ma czytać. Kilkunastolatek nie potrafi ugotować parówek ani zrobić kanapki, bo…mama zawsze robiła i nie lubiła, żeby jej ktoś brudził w kuchni i przeszkadzał, nastolatka żyje w syfie, nie wiedząc jak go ogarnąć, bo zawsze sprzątała matka, bo robiła to perfekcyjnie, aż przyszedł dzień, że przestała sprzątać i dziewczyna została
w…lesie, kilkulatek nie umie sam się ubrać, bo nigdy mu nie pozwolono, bo nie było czasu.

DAJMY IM ŻYĆ!


Dajmy im żyć! Nie wyrywajmy wszystkiego z rąk, nie pospieszajmy, kiedy nie jest to niezbędne, nie używajmy ciągle słowa „nie” i „nie wolno”, a jeśli już nadużywamy tych sformułowań, to niech za nimi idą objaśnienia, takie wiecie – przypisy do wypowiedzi. Pozwólmy im żyć, sprawdzać, testować, smakować, sparzyć się nawet. Ta mała istota mieszkająca w Twoim domu to pełnoprawny, wolny człowiek, pozwól mu odkrywać świat i uczyć się samodzielności, to naturalna część jego rozwoju, żeby mógł iść dalej, nie hamuj go, nie zabraniaj, odpuść swój perfekcjonizm i daj mu żyć. Chroń go ode złego i pozwól na samodzielność, żeby nie wyrosła kolejna męska ciapa, czy kolejna rozkapryszona księżniczka. 
Ps. Wielbię Patrycję Markowską - jest dla mnie najpiękniejszą wewnętrznie
i zewnętrznie kobietą na świecie, od dziecka uwielbiam wokal jej ojca, w zespole Perfect zakochana jestem tak samo mocno jak w tej kobiecie  i kiedy pierwszy raz usłyszałam ich wspólny kawałek z płyty "Droga" wzruszyłam się obrzydliwie mocno, niestety w złym miejscu - ryczeć do szyby porannego autobusu to nienajlepszy pomysł. Ale tekst refrenu wybitnie chciałabym zadedykować mojemu synowi, będę mu to powtarzać co dnia, za każdym razem kiedy zapyta mnie czy może iść swoją drogą, czy to co wybrał ma sens, czy to co chciałby robić jest ok, czy wypada pójść w tę stronę...

Biegnij dokąd zechcesz
Nie bój się, leć
Kiedy cię woła świat


Biegnij dokąd zechcesz
Będę tam
Nie bój się, leć
Nie będziesz sam

_____________
Jeśli spodobał Ci się tekst, uważasz, że komuś może się również spodobać, czy przydać - nie wahaj się, udostępnij i poślij dalej :) Masz pytania, bądź chcesz skomentować - pisz. Wpadaj jak najczęściej, a jeśli chcesz być na bieżąco, polub mój fanpage na fb i profil na instagramie :) 

Komentarze

  1. Staram sie pozwalac corci na samodzielnosc i ona jest dosyc samodzielna. Balagan mi nie przeszkadza. Gorsze sa komentarze. Ona nic nie zje tylko rozwala. Ja to bym ja normalnie nakarmila itp.

    Ostatnio bylam z malej strasznie dumna. Tata zostawił porozrzucane ciuchy w pokoju. Ja corka to zobaczyla pozbierala i zaniosla do lazienki. Dziecko ma rok z malym hakiem. Bylam zszokowana i szczęśliwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo dla córki! :) I dla Ciebie za podejście :) Własnie o to mi chodziło, że pozwalając dziecku na normalne czynności, które my wykonujemy, i które ono obserwuje, na zasadzie modelowania naturalnie przyswaja wiedzę i uczy się. Mój syn też mnie zaskakuje wieloma rzeczami, lubi żeby wszystko było odkładane na swoje miejsce, ubrania wrzuca do kosza albo do pralki, śmieci do kosza pod zlewem, dokręca słoiki i domyka szafki i szuflady, a też ma 2 latka :) Ja widzę, że ta metoda działa, więc mocno się jej trzymam :)

      Usuń
  2. jestem tego samego zdania. Nie możemy wychowywać dzieci na fajtłapy, za które wszystko rodzice robią!

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny wpis!W dzisiejszych czasach mam wrażenie, że to rodzice decydują w większości za dzieci: kim będzie w przyszłości, co zje, jakich ma mieć przyjaciół, chłopaka, męża. Mój sn dziś ma 20 lat . Pozwalałam mu uczyć się na własnych błędach, decydować, wybierać. Nie ograniczałam go. I z perspektywy czasu myślę, że wyszło to na dobre

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też uważam, że nauka na własnych błędach jest najwartościowszą nauką, nie można za nikogo przeżyć życia, ani uchronić przed wszystkim, człowiek jest w końcu sumą doświadczeń :)

      Usuń
  4. Czasem łapię się na tym, że pomagam synowi założyć buty, bo chcę, zeby ubieranie trwało szybciej, ale potem przypominam sobie, że przecież on musi się nauczyć zakładać te buty, bo pomaganie w tej kwestii 6-latkowi może być nie na miejscu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy z nas ma momenty, że chciałby szybciej, czasem nie da się inaczej, ale kiedy to możliwe, to jak mówisz, trzeba pozwolić na naukę :)

      Usuń
  5. Ja myślę, że nie warto też przesadzać w drogą stronę z tą samodzielnością. Do pewnych rzeczy dziecko zwyczajnie nie jest zdolne w pełnym wieku i nie warto mu stawiać zbyt wygórowanych wymagań. Czasem trzeba też czasu by ta samodzielność przyszła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale własnie o tym jest tekst, żeby pozwalać na samodzielność, kiedy to DZIECKO chce i jest na coś gotowe :) Nie chodzi mi wcale o stawianie wymagań, tylko o pozwolenie dziecku na rozwój we WŁASNYM tempie, bez hamowania go :)

      Usuń
  6. Bardzo ciekawy tekst! I bardzo się z nim zgadzam. Jasne, że czasem mam po prostu gorszy dzień i mi się nie chce - ale kiedy tylko jest okazja to wszelkie zabawy plastyczne. Ja tez brudzę więc i dziecku pozwalam. Widzę jak bardzo go to rozwija. A z bałaganem można chwile przeżyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też bałagan względny nie przeszkadza, sama z natury jestem chodzącym bałaganem, więc może dlatego nie mam problemu z tym, co mój syn odstawia w domu ;)

      Usuń
  7. Na wiele pozwalam Julkowi. Sama zachęcam go do wykonywania wielu czynności samodzielnie, ale nie ukrywam, że i mnie zdarza się "wyręczyć" w czymś dziecko, bo tak jest wygodniej, albo szybciej. Walczę z tym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdemu się zdarza wyręczyć w czymś dziecko, bo wymaga tego sytuacja, ale ważne, żeby nie było to nagminne ;) Wiadomo, przesada w żadną stronę nie jest dobra :)

      Usuń
  8. Masz rację. Dziecko musi się nauczyć samodzielności. Najgorsze, że na to potrzeba czasu. A w tym.dzisiejszym zwariowanym świecie tak o to trudno. Ale nie ma wyboru, trzeba zacisnąć zęby i dawać dzieciom jak najwięcej możliwości, aby radziły sobie same, oczywiście pod naszym czujnym okiem.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

NAJCHĘTNIEJ CZYTANE

[RECENZJA] "O KRÓLEWICZU, KTÓRY SIĘ ODWAŻYŁ" KATARZYNA WIERZBICKA

TAKI ZBIEG OKOLICZNOŚCI! Pamiętam jak ponad dwa lata temu stałam w dużej kolejce w Biedronce, wtedy jeszcze blog był bardzo odległym i nierealnym celem, ale po głowie chodziła mi wtedy książka dla dzieci, jako świeżo upieczona matka, byłam kompletnie zafascynowana dziecięcą literatura. Stałam w tej kolejce, zawiesiłam się jak zwykle w takich momentach, twarz wyrażała nicość,
a w głowie niekontrolowany tajfun myśli i nagle dostrzegłam nad kasą ogłoszenie o konkursie Piórko. Długo chodziłam w głowie z różnymi wariantami fabuły, trochę za długo i trochę czas mi się skończył. Prawdopodobnie to nie był mój czas. Aż tu w tym roku zwyciężczynią Piórka okazała się Kasia Wierzbicka, prowadząca bloga Madka roku, którą poznałam właśnie przez działalność blogową, którą uwielbiam za dystans
i poczucie humoru. Taki zbieg okoliczności! Życie pisze faktycznie niesamowite scenariusze. Wystarczy tylko ruszyć w drogę! 


MAGICZNE PIÓRKO Wszystko się jakimiś nićmi ze sobą łączy, splata, oddziałuje…kiedy od…

DROGA DO AUTENTYCZNOŚCI - ARTYKUŁ GOŚCINNY

Związek między dwojgiem ludzi, związek wewnętrzny z sobą samym to w zasadzie jedna z kluczowych kwestii w naszym życiu i może dlatego bałam się o tym pisać 
z pozycji eksperta, bo nie czułam się wystarczająco kompetentna, żeby pouczać, czy nauczać. Ale tylko krowa nie zmienia poglądów i kiedy pewnego dnia mojego blogowania stanęła na mojej drodze kobieta szczególna i zaproponowała napisanie artykułu w  sferze relacji damsko-męskich- zgodziłam się na eksperyment. W dalszym ciągu, trzymając się konwencji, że chciałabym bardziej inspirować niż pouczać, spotkanie z Patrycją Dorsz vel Drożdż było katalizatorem do narodzin nowej kategorii na blogu, za co jej serdecznie dziękuję. Za tą inspirację :) Jako, że nie wierzę w przypadkowe spotkania, a w to, że ludzie stają na naszej drodze w jakimś celu, zaprosiłam Patrycję, w internetach znaną jako Pani Mediator do napisania artykułu wyjątkowego, tekstu, z którego sama dla siebie wyniosłam pokaźną garść wiedzy, dlatego chciałam Was zaprosić do lek…

JAK STWORZYĆ DOBRY ZWIĄZEK? KASIA NOSOWSKA RADZI

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁAA ja żem jej powiedziała, Monia musisz to przeczytać! Uwielbiam metaforykę tekstów Kasi Nosowskiej, kocham jej umiejętność pakowania w metafory rzeczy proste, egzystencjalne, które zyskują przez to głębię, a we wnętrzu słów „miłość”, „kobieta”, „tęsknota”, „żal” nie znajduje się powietrze, a krwiste mięso, które wypełnia każde z tych pojęć. Wers „(…)uwiodła mnie przepaść jednego spojrzenia, runęłam w nią rozkładając ramiona” tak bardzo korespondował
z moim życiem. Wewszystko, co kochałam, co robiłam z pełnym zaangażowaniem, wpadałam rozkładając ramiona J Uwielbiałam Kaśkę, za to, że w chwilach kryzysu, albo trochę dłuższych chwilach kryzysu, przybywała mi
z pomocą, oddając słowami, to co rozrywało mi duszę, czułam się co najmniej jak na terapii, na której nie musiałam mówić nic, słowa płynęły obok i przecierały trochę te czarne chmury.
Odebrałam książkę z księgarni i już chwilę potem w autobusie rozsiadłam się wygodnie, żeby zobaczyć co tam w książce piszczy i…d…