Przejdź do głównej zawartości

PLAC ZABAW CONTRA JA-MATKA


plac zabaw, plaga macierzyństwa, zabawki, piaskownica, zabawa, awantury, dziecko

PLAGI MACIERZYŃSTWA


W macierzyńskiej podróży przez długi okres czasu największą zmorą był dla mnie brak snu, nieustanne pielgrzymki nocne i wczesne poranki.


Tak było.


 Ale teraz wszystko uległo zmianie, bo bezsenne noce odeszły w siną dal, za to na prowadzenie plag macierzyństwa wysunęły się te demoniczne place zabaw.

 Jak słyszę od swojego syna „plac zabaw” to mi skóra cierpnie. Kiedyś przeczytałam kilka artykułów o tym, że matki nie lubią się bawić ze swoimi dziećmi i że to normalne. No to ja bawić się uwielbiam i nie mam z tym problemu, ale nie znoszę placów zabaw, czy to też normalne? J  Naprawdę ogromną frajdę sprawia mi kupowanie zabawek, a potem oddawanie się zabawie z dzieckiem, teraz jest taki ogrom możliwości, że żal nie powtórzyć swojego dzieciństwa J Uwielbiam wieże z klocków, sterowane auta, kolejki, motocykle, sałatki z drewnianych warzyw, wyklejanki z plasteliny, malowanki wszystkim czym się da, do szaleństwa uwielbiam bogactwo książeczek dla dzieci, które często kupuję w zasadzie chyba dla siebie J
No ale po przekroczeniu furtki placu zabaw staję się chorym, znerwicowanym, smutnym człowiekiem...

FURTKA PRZEDMIOTEM POŻĄDANIA
I FASCYNACJI

Może gdyby moje dziecko standardowo bawiło się tymi ustrojstwami
i np. huśtało się pół godziny na huśtawce no to rewelacja! Ale niestety tak nie jest. Jedynie piaskownica go kręci i zachęca do spędzenia w niej dłuższej chwili. Kiedyś zjeżdżalnia była „wow”, niestety już dawno jest passe.

Fascynacją obdarza moje dziecko furtki…zamyka i otwiera, zamyka
i otwiera, otwiera i trzaska, ponawia trzaśnięcie. I niechby sobie tak trzaskał, odporny mam słuch, ale jestem niestety zaangażowana w tę zabawę – „mama stój”, „mama tam”, „mama chodź”.

MAŁE AWANTURKI


Ale idźmy w głąb tego przybytku. Sytuacje są tu dla mnie co najmniej wysoce stresujące, bo co mam zrobić kiedy moje dziecko siedzi i bawi się czymś, a tu podbiega jakiś złodziej i mu zabiera, albo jeszcze lepiej – delikwent tudzież delikwentka siedzi okopana w piaskownicy ze sztabem zabawek i drze się
w stronę mojego dziecka, że to jej i nie wolno wchodzić. Uśmiecham się przez zęby i cedzę „chodź synku pójdziemy gdzie indziej”, czy „nic Ci synu nie poradzę, nie wyrwę przecież tej zabawki temu złodziejowi, bo zaraz rzuci się do gardła zastygła na ławce matka”. Choć tak naprawdę miałabym ochotę wrzasnąć na cały plac „Oddawaj to złodzieju, bo Ci nogi z pupy powyrywam!” tudzież „To nie Twoja piaskownica mała zołzo, szoruj stąd ale już bo pokaże Ci mój wzrok nienawiści nr 5 i uciekniesz z rykiem
w podskokach z tego piachu!”.

Matko, jaka z Ciebie hipokrytka! W myślach obmyślasz zbrodnię, a tu tylko uśmiechasz się wymuszonym grymasem.
O! Przynajmniej grymas był autentyczny! J

JESTEM Z GATUNKU TYCH STRASZNYCH MATEK


Jestem z gatunku tych strasznych matek, które bacznie i czujnie obserwują teren, a instynkt macierzyński każe im widzieć wroga do odstrzału,
w każdym, kto spycha moje dziecko skądś, popycha, blokuje zjeżdżalnie, generalnie wykorzystuje przewagę w tym, że jest starsze i silniejsze, a na to jestem obrzydliwie uczulona. Więc jeśli trafisz dziewczynko albo chłopczyku nieszczęśliwie na mnie w takich sytuacjach to nie omieszkam Ci wysyczeć tego, co akurat mam na końcu języka J

Stres ogromny mną telepie kiedy muszę się użerać z obcymi dziećmi, potem ich matkami, bronić swojego dziecka tak żeby nie udusić przeciwnika – to są wyczerpujące momenty życia J Generalnie nie nadaje się do wycieczek na plac zabaw i nie mogę wyjść z podziwu, jak w niedzielne popołudnie całe rodziny zasiadają na ławeczkach wśród jazgotu, pisków, wrzasków
i konwersują z innymi znajomymi rodzicami. Obrzydliwie chyba aspołeczna jestem, ale nie czuje klimatu J Chcę po prostu przetrwać tą wojnę.

"POBAW SIĘ Z CHŁOPCEM!"


Taka społeczność jest ciekawym zjawiskiem socjologicznym o kompletnie absurdalnych czasem dla mnie zasadach. Widzę matkę, która każe swojej córce bawić się z kolegą w piaskownicy, który akurat przytuptał zaczepić koleżankę, ona nie ma ochoty, ale mamusia socjalizuje na siłę tę bidulę „no pobaw się z chłopcem”, „patrz jaki chłopiec jest fajny, nie to co Ty taki dzikus”, „czemu nie chcesz się grzecznie pobawić z chłopcem?” Gdyby umiała mówić, pewnie powiedziałaby, że nie ma ochoty bawić się z tym chłopcem, w tej chwili. Mój syn startując do starszych dzieci też dostaje kosza co i rusz mimo, że cudownie się do nich uśmiecha i naiwnie jeszcze chce włączyć się do zabawy grupy, która zamknięta już na amen. Jest mi go żal, cholernie mi smutno, bo i jemu jest smutno, ale nikt nikogo nie ma prawa do niczego zmuszać.

Lekcja pierwsza.


NIE DZIEL SIĘ SWOIMI ZABAWKAMI JEŚLI NIE CHCESZ


Uwielbiam też mamusie każące się podzielić zabawką z kolegą…no helloł!
A niby dlaczego ma to robić? Jeśli sobie chłopak upolował koparkę, bo akurat leżała wolna, to czemu ma nagle ją komuś oddawać? Ludzie! To nie jest brak wychowania, czy nieumiejętność dzielenia się, to jest prawo dziecka do swojej własności, którą może chcieć się podzielić, a może kompletnie nie chcieć, tak jak może nie chcieć bawić się z innym dzieckiem. Ja wiem, że rzeczy na placu zabaw są niczyją własnością, ale tu idąc za zasadą „kto pierwszy ten lepszy” jeśli już dziecko dopadło wolną zabawkę, to przez jakiś okres czasu jest jego i koniec kropka.

Lekcja druga.

CZY POWINNAM ZACZĄĆ SIĘ MARTWIĆ?


No i kończę swój wywód zalewając się gorzkimi łzami, bo oto przyszła ta straszna chwila kiedy słyszę „plac zabaw”. Już widzę tę furtkę otwieraną sto dwadzieścia trzy razy, te piaskownice, huśtawki, zjeżdżalnie, ławki, na których nawet tyłka nie zdążę posadzić przez chwil parę i się zwyczajnie ponudzić. Te gromady dzieci niczym tajfun, awantury, wojny, upomnienia, pojedynki słowne…no wychodzi na to, że jednak mało rozrywkowa jestem, ale kompletnie nie umiem się bawić w te place zabaw.

Czy ktoś ma podobnie, czy powinnam zacząć się martwić? J



____________
Jeśli spodobał Ci się tekst, uważasz, że komuś może się również spodobać, czy przydać - nie wahaj się, udostępnij i poślij dalej :) Masz pytania, bądź chcesz skomentować - pisz. Wpadaj jak najczęściej, a jeśli chcesz być na bieżąco, polub mój fanpage na fb i profil na instagramie :) 

Komentarze

  1. Ha, ja najbardziej zazdroszczę moim koleżankom, które rozsądnie zatrzymały się na dwójce, i teraz mogą sobie spokojnie posiedzieć na ławeczce. A ja zasuwa za moją trójką, i zawsze, ale to zawsze, jedno mam poza zasięgiem wzroku. Sama zresztą się zbieram do opisania akcji z placu zabaw :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ktoś proboje zabrać zabawki mojej M. To zawsze mówię że może da mu się pobawić jak ona skonczy

    OdpowiedzUsuń
  3. To w takim razie witam w klubie. Też jestem aspołeczna na placu zabaw, drę się na niezamykających furtek, które wychodzą na ulicę, na nastolatki kopiące w nogę i przekopujące ciężką piłkę przez cały plac zabaw,( bo przecież jak trafi dwulatka w głowę owa piłka to wstrząs mózgu murowany), wszystko mnie tam drażni i zmieniam się w furiatkę na placu zabaw, z kuku na muniu na punkcie bezpieczeństwa ��

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie cierpię placów zabaw, szczególnie za to że jak już się zbiorę w sobie to idę się tam pobawić z córkami a tu zaraz milion pytań: a ile latek, a jak siostrzyczki się dogadują, a to moja może się przyłączyć bo my zabawek nie wzięliśmy... A ostatnio "milion" cudzych dzieci rozniosło, pozabierało nasze zabawki i te spojrzenia jak zaczęłam zbierać się do domu i każdą kolejną zabawkę zabierać innym dziecią ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, zapomniałam o tym napisać, a też te pytania i uprzejmościowe pogawędki, łącznie z wtykaniem nosa w nie swoje sprawy przewracają mi zawartość żołądka na drugą stronę...dzięki, że dopełniłaś mi tekst tą ważną "plagą" na placu zabaw :)

      Usuń
  5. Niestety ale ja nie byłam najlepszym dzieckiem i moja mama średnio co dwie godziny musiała do mnie wstawać.

    OdpowiedzUsuń
  6. ja zawsze kochałam place zabaw, zarówno jak byłam mała, jak i kiedy zabieram tam dzieciaka ;) najbardziej zawsze podobały mi się dmuchane atrakcje typu zamki do skakania, a teraz próbuję przeforsować w pracy dmuchane tory przeszkód jako część imprezy team building :D

    OdpowiedzUsuń
  7. mi się podobają nowoczesne place zabaw, które mają charakter edukacyjny, np. takie co mają miasteczko ruchu drogowego na którym dziecko nauczy się podstaw przechodzenia przez ulicę i bezpiecznej jazdy na rowerze, różne przyrządy do ćwiczeń na świeżym powietrzu by miało dużo ruchu...piaskownicy też nie lubię bo dzieciaki się głównie brudzą, ale te nowsze place są ok ;)

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

NAJCHĘTNIEJ CZYTANE

#KOCHANIEprzezCZYTANIE - BAJKI DO PODUSZKI Z RÓŻNYCH STRON ŚWIATA

BAJKI DO PODUSZKI
Wiecie czym charakteryzuje się dobra książka dla dzieci?
Cudownymi ilustracjami i treścią przekazującą wartości, którymi chcielibyśmy, żeby nasze dzieci kierowały się w życiu. Baśnie, bajki, opowiadania, wierszyki, przypowiastki – każde z nich zawiera morał, przesłanie wzorzec. Ja dziś w ramach akcji #KochaniePrzezCzytanie przynoszę Wam zbiór bajek, zatytułowany „Bajki do poduszki”. Już sam gatunek bajki wskazuje na fakt, że kończy się ona morałem. Dodając do tego fantastyczne, kolorowe, w większości całostronicowe ilustracje otrzymujemy produkt idealny. 


Ten egzemplarz, który Wam tu w dalszej części pokażę dość szczegółowo, bo zawiera tyle pięknych obrazów, że nie umiałam zrobić porządnej selekcji, jest jedną z moich ulubionych książek z dzieciństwa, a w spadku przekazałam go synowi. Egzemplarz w twardej oprawie został wydany w Bratysławie w 1995 roku, a na polski tekst przełożyła Małgorzata Ziółkowska-Mazur. W Polsce książka przeszła przez ręce Agencji Wydawniczej…

JAK STWORZYĆ DOBRY ZWIĄZEK? KASIA NOSOWSKA RADZI

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁAA ja żem jej powiedziała, Monia musisz to przeczytać! Uwielbiam metaforykę tekstów Kasi Nosowskiej, kocham jej umiejętność pakowania w metafory rzeczy proste, egzystencjalne, które zyskują przez to głębię, a we wnętrzu słów „miłość”, „kobieta”, „tęsknota”, „żal” nie znajduje się powietrze, a krwiste mięso, które wypełnia każde z tych pojęć. Wers „(…)uwiodła mnie przepaść jednego spojrzenia, runęłam w nią rozkładając ramiona” tak bardzo korespondował
z moim życiem. Wewszystko, co kochałam, co robiłam z pełnym zaangażowaniem, wpadałam rozkładając ramiona J Uwielbiałam Kaśkę, za to, że w chwilach kryzysu, albo trochę dłuższych chwilach kryzysu, przybywała mi
z pomocą, oddając słowami, to co rozrywało mi duszę, czułam się co najmniej jak na terapii, na której nie musiałam mówić nic, słowa płynęły obok i przecierały trochę te czarne chmury.
Odebrałam książkę z księgarni i już chwilę potem w autobusie rozsiadłam się wygodnie, żeby zobaczyć co tam w książce piszczy i…d…

PRZYPOWIEŚĆ O KARMIENIU NATURALNYM, CZYLI O TYM JAK MNIE OSZUKANO

Tak, to będzie post o karmieniu! Ale nie – nie o tym, które lepsze i co polecam,
a co jest zalecane odgórnie. Raczej chciałabym opowiedzieć swoją historię
i o tym jak zostałam oszukana! 
MADKI I MATKI
Zanim urodziłam Olafa, niewiele czytałam na temat karmienia, nie wchodziłam na fora, nie właziłam w to bagno "madkowe" o tym, co lepsze (porodowe fora mi wystarczyły, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że baby to jednak parszywy gatunek, jeśli chodzi o wspieranie się w najtrudniejszych momentach), a jak nie karmisz to zła jesteś, i lepiej żebyś już głodziła niż podawała sztuczne mleko, bla bla bla. Poza tym jakoś naturalnie założyłam, że skoro od połowy ciąży mleko kapie, to raczej wykarmię jednego malutkiego chłopca i jeśli będzie mi dane, to bardzo zależało mi, żeby przekazać mu to wszystko, co jest w mleku matki najcenniejsze. Bo o ile nie da się stwierdzić, czy udowodnić, który poród jest lepszy, tak w kwestii karmienia faktem niezbitym jest, że mleko matki rządzi. Ale nic na …