Przejdź do głównej zawartości

MAM W DOMU CIĄGŁY BAŁAGAN CZY TWÓRCZY NIEŁAD? ZABAWY PLASTYCZNE DLA DZIECI

bałagan, twórczy nieład, zabawy plastyczne dla dzieci, zajęcia plastyczne, kredki, pastele, farby, sprzątanie, brudzenie

PORZĄDEK W CHAOSIE

Może i nie jestem typem pedanta, no dobra nie oszukujmy się - w zasadzie to raczej nie mam z nim nic wspólnego i tonę w chaosie, ale lubię porządek 😊 Jednakże w miarę kontrolowany burdel mi nie przeszkadza, od lat pracuję
w chaosie i tak najlepiej mi się tworzy. Ciśnienie mi szybuje do góry tylko, kiedy nie mam gdzie postawić stopy i zaczynam obijać się o rzeczy, idąc slalomem przez pokój 😉 Nie jestem też perfekcyjną panią domu, ani idealną matką, wyznaję dwie zasady porządkowe – podłoga i łazienka musi być czyściutka, a książki i laptop odłożone z dala od źródeł zniszczenia, choć czasem to trudne, bo moje prawie 3-letnie źródło destrukcji potrafi się przemieszczać i to wyjątkowo szybko i sprawnie, jeśli bardzo mu zależy na zdobyciu celu😊


W IMIĘ ROZWOJU!

W naszym domu króluje niepisana zasada, że dom jest dla nas i służy do mieszkania, a nie podziwiania czy pilnowania, żeby kompozycja ustawienia butów w przedpokoju nie została zaburzona. Gdybyśmy mieszkali sami, byłby pewnie zawsze ład i porządek, no może oprócz moich porozrzucanych ciuchów po całym mieszkaniu. Ale mamy wymagającego współlokatora, który odkrywa świat i doświadcza go poprzez wszelakie testy, co wiąże się z tym, że gdybyśmy chcieli za nim biegać i wszystko mu wyrywać z rąk,
i z namaszczeniem odkładać na miejsce, czy polerować na blacie odciski jego palców, to doszlibyśmy na skraj szaleństwa. 

Toteż żyjemy sobie spokojnie, a czasem mniej spokojnie, kiedy na podłogę posypaną mąką wylewa się nagle dzbanek wody, i trzymamy się zasady, że sprzęty takie jak laptopy, cenna biżuteria, książki, ważne dokumenty chowamy w miejscu niedostępnym dla dzieci. Komputer zaś, którego z racji gabarytów i permanentności używania schować się zwyczajnie nie da, służył nam za pomoc edukacyjną, kiedy uczyliśmy i powtarzaliśmy jak mantrę, że komputera nie wolno dotykać, nie wolno walić w klawiaturę, czy smarować patykiem po monitorze…bywały lepsze i gorsze momenty, ale komputer żyje, nie doznał uszczerbku na „ciele”, oprócz tego, że kilka klawiszy
z klawiatury bez problemu da się wyjąć. Ale przecież gdzie drwa rąbią tam
i wióry lecą, prawda? 😊





NAUKA POPRZEZ DOŚWIADCZENIE

Ten trochę przydługi wstęp miał na celu łagodne wprowadzenie do świata bałaganu czy też nieładu, w momencie kiedy pozwolimy dziecku „gotować”, „sprzątać”, ale też samodzielnie jeść, „rozwieszać” pranie, „składać” pranie
i w końcu zaczniemy bawić się materiałami plastycznymi. Osobiście pozwalam na to wszystko, ku oburzeniu niektórych, a nawet powiem więcej – mocno zachęcam i kibicuję, bo to naprawdę świetny sposób na rozwijanie sprawności manualnej, na poznanie świata, faktur, substancji, reakcji tzw. chemicznych, ciągu przyczynowo-skutkowego. Te najprostsze zabawy i czynności to najlepsze ćwiczenie motoryki małej. Dzieciom trudno jest uwierzyć nam na słowo, muszą wszystko sprawdzić, zobaczyć, dotknąć i nie ma się co dziwić bo maluchy poznają świat zmysłami. Oprócz tych wszystkich rozwojowych wspaniałości jest kupa sprzątania, masa bałaganu. Ale na wszystko są sposoby i o nich też niżej napiszę 😊 Na pewno warto mieć zawsze w pogotowiu mop i wanienkę z wodą 😊


PIASEK KINETYCZNY

Najlepszymi produktami i masami plastycznymi są dla mojego dziecka produkty spożywcze i kilka misek, garnków, łyżek. Do środka najchętniej leje się woda, czasem „podkradziony” z blatu sok, wsypuje się cukier, sól, mąka, marony, ryż, orzechy, płatki, łupiny z orzechów, kawałki owoców. Wychodzą z tego przeróżne „eksperymenty”, ale i cenne umiejętności jak przenoszenie na małej łyżeczce cukru do pojemniczka, wlewanie wody z butelki do kubka, a potem z kubka do wąskiej szyjki butelki, sprawne przesypywanie
i przekładanie z pojemnika do pojemnika.

Przyszedł jednak czas, że pomyślałam sobie z radością, że w końcu będziemy mogli wejść w ten plastyczny świat i do woli malować, kleić, wycinać, przestąpimy bramy mojego raju. W szufladzie czekały od dawna moje pastele, kredki, ołówki, papier różnej faktury i wielkości. Nie przewidziałam jednego, że mój syn wykorzysta te produkty do zupełnie nowych, tylko sobie znanych celów, ale po kolei.

Piasek kinetyczny był pierwszym moim szalonym pomysłem, za którym jak lawina poszły kolejne. Piasek wydawał mi się fajną alternatywą dla ryżu, cukru i soli. Bawiliśmy się nim…różnie 😊 Najpierw był szał
i niekontrolowane rozrzucanie piasku wszędzie (tak, ostrzegano mnie 😉), potem przyszła faza względnego spokoju, bo wykrawaliśmy różne wzory, które potem moje dziecko z uporem kroiło plastikowym nożykiem na drobne paski i znów sklejaliśmy, wycinaliśmy i krojenie zaczynało się od nowa. Na tym etapie spokojnie odkurzacz ogarnął skutki uboczne zabawy, a moje dziecko ogarnęło trzymanie noża i krojenie. Potem przyszedł czas na krojenie samodzielne parówek i wszystkiego co pokroić się jako tako dało. Czyli zyski przewyższyły straty 😊


KREDKI ŚWIECOWE I OŁÓWKI

Papier i kredki podsuwałam mu od początku, stosunkowo niegroźna zabawa, o ile młody człowiek uświadomi sobie, że tam gdzie kończy się papier kończy się rysowanie i że stół, komoda i podłoga to nie jest jego przedłużenie 😊 Na początek oprócz zwykłych świecowych kredek, które bardzo szybko połamał na drobne kawałki, bo wydawało się to ciekawsze od rysowania, znalazłam w sklepie plastycznym okrągłe kredki firmy Maped dla najmłodszych, idealne dla małych rączek ze względu na kształt, a dodatkowa atrakcją stanowił fakt, ze można było te kredki łączyć ze sobą w różne kształty. O takie:
Ich wielką zaletą jest trwałość. Rzucane wielokrotnie o podłogę, poddawane wszelakim próbom pokruszenia, zniszczenia są całe. Na samym początku faworytem był jednak ołówek albo długopis, najłatwiej nim rysował linie,
a z czasem kształtne okręgi.


FLAMASTRY

Flamastry, i to takie ze stempelkami, były fajną atrakcją, ale chyba niekoniecznie dla dwulatka, od rysowania ciekawsze było ściąganie zatyczki i ponowne zakładanie – ciąg dalszy ćwiczenia sprawności paluszków, oka, koncentracji.  Straty – kolorowe palce, nowe tatuaże ze stempli na Twojej nodze, ręce tudzież czole, czyli tak naprawdę same korzyści – bezbolesny
i darmowy tatuaż się ceni, z trwałością ciut gorzej, ale nie możesz mieć wszystkiego 😊





FARBY, PAPIER I PĘDZLE

Moja ulubiona i najbardziej chyba brudząca aktywność, ale niesamowicie rozwijająca dlatego ją bardzo cenię i zagryzam zęby, kiedy przed oczami staje mi disaster. Liczy się też zyskany czas na kawę, siku, kanapkę, rozwieszenie prania, przygotowanie mopa, nalanie wody do wanny, bo zajęcie to zajmuje na długo, a przynajmniej na tyle, na ile pozwala zapas farb. U nas pracownia rozkłada się w kuchni, gdzie mamy płytki, co prawda
w połowie beżowe, ale co tam, obkładam delikwenta kartkami A3 z każdej strony, szczelnie maskując podłogę, nalewam wody w plastikowe kubki, otwieram farby, daję pędzle, wałki malarskie, stempelki z gąbki, tłumacze jak zwykle, że malujemy na kartce, że pędzel otrzepujemy z wody, że wystarczy trochę farbki, a nie połowa opakowania, że jak zmiesza w pudełku, a nie na papierze żółtą i czarną to ni cholery potem nie odzyska żółtego koloru. On potakuje, niby wszystko to wie, ale kiedy skończę swoją gadkę, to wiem, że polot twórczy zatkał mu uszy kiedy się produkowałam i w domu dzieje się magia 😊


Zapomniałam jeszcze o najważniejszym – strój roboczy. Poplamione body
z krótki rękawem spełnia wszelkie standardy BHP, Olaf już wie, że jak otwieramy pudełko z farbami to ściągamy spodnie, bluzę i skarpetki, bo wiecie kartka to tylko jedno z pól do wyżycia się artystycznego. Pędzel to też nie jedyne narzędzie do malowania. Na początek kupiliśmy gęste farby do malowania palcami o soczystych i nasyconych barwach, świetne są ze względu na konsystencję i łatwą zmywalność i spieralność. Schodzą bardzo łatwo ze skóry, z włosów, z ubrań, chodniczków w łazience i kanapy. Sprawdzone, przetestowane – po czerwonych plamach na beżowych chodniczkach nie ma śladu, ubranka też bez zarzutu się doprały, a chłop miał czerwoną wodę w wannie dla urozmaicenia 😊 Nie bójcie się ubrudzić póki woda jest w rurach! 😊







Mam też dobrą wiadomość – dzięki artykułowi na blogu mamowato.pl odkryłam świetną folię, którą rozkładamy zwyczajnie na czas zabawy, jest trwała, nieprzemakalna i awarie wszelkie nam niestraszne. Patrycja, autorka bloga, świetnie opisuje wszelakie zabawy rozwoje i przy okazji podrzuca patenty na zachowanie czystości i względnego porządku przy tym. Na temat samej folii, gdzie ją kupić, za ile i ile poczytacie na blogu Patrycji, o tutaj ----->https://mamowato.pl/2019/05/daj-sie-dziecku-ubrudzic-moje-patenty-na-szybsze-sprzatanie/
Uwielbiam tam zaglądać i ze względu na pomysły i poczucie humoru
i z poczucia solidarności z brudnymi zabawami 😊

PLASTELINA, MODELINA, MASA SOLNA

Obecnie w użyciu i na topie znalazła się u nas plastelina. Kupiłam kolorowe pudło w nadziei, że jesień idzie, będziemy lepić zwierzątka, kwiatki, listki, ale po kilku biedronkach, żabce i sowie wróciliśmy do korzeni, czyli „Mama chce odkurzacz!” zatem lepimy kolorowe odkurzacze z różnymi szczotkami 😊
Zrobiliśmy też ostatnio i masę solną, bo podpatrzyłam pomysł na liście kolorowe z masy solnej wypiekane w piekarniku. Zabawa świetna dla...Matki 😊 Zrobiliśmy wspólnymi siłami wyklejankę, upiekliśmy, a z reszty masy solnej moje dziecko robiło domowy makaron, tudzież ciasto, bo zabrał się ostro do wałkowania masy, krojenia i ugniatania. Zajęcia z plastyki sensorycznej zaliczone na piątkę za niemal 0zł! 😊



Masę solną robi się prosto i błyskawicznie, więc w każdej chwili można nawet nauczyć dziecko jak samemu zrobić sobie ciasto. Wystarczy, że zmieszamy takie same ilości mąki, soli i wody i gotowe. Można dodać również barwniki spożywcze do masy, żeby miała określony kolor, albo wlać farbkę, natomiast równie dobrze można figurki, czy obrazek po wypieczeniu pomalować po prostu farbami.

 Ostatnio ze spaceru przynieśliśmy kasztany, patyki i liście. Kasztanami się super rzuca do celu, „patykami kosi trawę” w pokoju, a liście ostatnio odbijaliśmy na papierze i mazaliśmy pastelami, ale myślę, jakby te patyki
w tym wszystkim wykorzystać. Mam pomysł na wyklejany obraz z patyków, ale wdzięczna będę za podsunięcie pomysłów na inne zabawy
z maluchami, wszak wieczory długie, a mnie powoli arsenał zabaw się kończy, a powtarzalności nie lubię. Podzielcie się pod tekstem pomysłem, im „brudniejszy” tym lepiej 😊

BAŁAGAN TO WIELKA RZECZ!

 Podsumowując – zyski znacząco przewyższają straty, patetntów na jak najmniejszy bałagan jest wiele, myślę, że tą folią, o której Wam pisałam, spokojnie można okręcić też dziecko w razie potrzeby 😉 Przez moje plastyczne skrzywienie, mój syn ma taryfę ulgową jeśli o brudzenie siebie
i mieszkania chodzi, chętnie sama mu w tym bezkarnie asystuję z ogromną  wiarą (ale też na szczęście wiedzą ;)), że to go rozwija,otwiera umysł, napędza wyobraźnię i kreatywność. Z taka myślą o wiele lżej mi się ten bałagan, czy raczej twórczy nieład, a może odpad od procesu twórczego, sprząta. 

Poza tym, dzięki temu mój 3-latek nauczył się sam obsługiwać mopa, zmiotkę, dobierać szczotki do odkurzacza, jak coś się rozleje albo ubrudzi biegnie po chusteczkę albo ręcznik papierowy i też wyciera i czyści, tak że przy okazji zabaw tego typu maluch przyswaja wiele innych umiejętności
i nawyków bez presji, nacisku, zupełnie naturalnie, bo dla niego wycieranie, czy szorowanie mopem po podłodze to dalsza część zabawy i wielka rzecz, jak mawia jego ulubiony bajkowy bohater Bing – "Robienie bałaganu to wielka rzecz, ale sprzątanie też!"😊


___________
Jeśli spodobał Ci się tekst, uważasz, że komuś może się również spodobać, czy przydać - nie wahaj się, udostępnij i poślij dalej :) Masz pytania, bądź chcesz skomentować - pisz. Wpadaj jak najczęściej, a jeśli chcesz być na bieżąco, polub mój fanpage na fb i profil na instagramie :) 




Komentarze

  1. Od jakiegos czasu zbieram zie zeby zrobic jadalne farby ;) ale pidrzucilas mi klika fajnych inspiracji na chlodne dni ;)

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

NAJCHĘTNIEJ CZYTANE

#KOCHANIEprzezCZYTANIE - BAJKI DO PODUSZKI Z RÓŻNYCH STRON ŚWIATA

BAJKI DO PODUSZKI
Wiecie czym charakteryzuje się dobra książka dla dzieci?
Cudownymi ilustracjami i treścią przekazującą wartości, którymi chcielibyśmy, żeby nasze dzieci kierowały się w życiu. Baśnie, bajki, opowiadania, wierszyki, przypowiastki – każde z nich zawiera morał, przesłanie wzorzec. Ja dziś w ramach akcji #KochaniePrzezCzytanie przynoszę Wam zbiór bajek, zatytułowany „Bajki do poduszki”. Już sam gatunek bajki wskazuje na fakt, że kończy się ona morałem. Dodając do tego fantastyczne, kolorowe, w większości całostronicowe ilustracje otrzymujemy produkt idealny. 


Ten egzemplarz, który Wam tu w dalszej części pokażę dość szczegółowo, bo zawiera tyle pięknych obrazów, że nie umiałam zrobić porządnej selekcji, jest jedną z moich ulubionych książek z dzieciństwa, a w spadku przekazałam go synowi. Egzemplarz w twardej oprawie został wydany w Bratysławie w 1995 roku, a na polski tekst przełożyła Małgorzata Ziółkowska-Mazur. W Polsce książka przeszła przez ręce Agencji Wydawniczej…

JAK STWORZYĆ DOBRY ZWIĄZEK? KASIA NOSOWSKA RADZI

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁAA ja żem jej powiedziała, Monia musisz to przeczytać! Uwielbiam metaforykę tekstów Kasi Nosowskiej, kocham jej umiejętność pakowania w metafory rzeczy proste, egzystencjalne, które zyskują przez to głębię, a we wnętrzu słów „miłość”, „kobieta”, „tęsknota”, „żal” nie znajduje się powietrze, a krwiste mięso, które wypełnia każde z tych pojęć. Wers „(…)uwiodła mnie przepaść jednego spojrzenia, runęłam w nią rozkładając ramiona” tak bardzo korespondował
z moim życiem. Wewszystko, co kochałam, co robiłam z pełnym zaangażowaniem, wpadałam rozkładając ramiona J Uwielbiałam Kaśkę, za to, że w chwilach kryzysu, albo trochę dłuższych chwilach kryzysu, przybywała mi
z pomocą, oddając słowami, to co rozrywało mi duszę, czułam się co najmniej jak na terapii, na której nie musiałam mówić nic, słowa płynęły obok i przecierały trochę te czarne chmury.
Odebrałam książkę z księgarni i już chwilę potem w autobusie rozsiadłam się wygodnie, żeby zobaczyć co tam w książce piszczy i…d…

PRZYPOWIEŚĆ O KARMIENIU NATURALNYM, CZYLI O TYM JAK MNIE OSZUKANO

Tak, to będzie post o karmieniu! Ale nie – nie o tym, które lepsze i co polecam,
a co jest zalecane odgórnie. Raczej chciałabym opowiedzieć swoją historię
i o tym jak zostałam oszukana! 
MADKI I MATKI
Zanim urodziłam Olafa, niewiele czytałam na temat karmienia, nie wchodziłam na fora, nie właziłam w to bagno "madkowe" o tym, co lepsze (porodowe fora mi wystarczyły, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że baby to jednak parszywy gatunek, jeśli chodzi o wspieranie się w najtrudniejszych momentach), a jak nie karmisz to zła jesteś, i lepiej żebyś już głodziła niż podawała sztuczne mleko, bla bla bla. Poza tym jakoś naturalnie założyłam, że skoro od połowy ciąży mleko kapie, to raczej wykarmię jednego malutkiego chłopca i jeśli będzie mi dane, to bardzo zależało mi, żeby przekazać mu to wszystko, co jest w mleku matki najcenniejsze. Bo o ile nie da się stwierdzić, czy udowodnić, który poród jest lepszy, tak w kwestii karmienia faktem niezbitym jest, że mleko matki rządzi. Ale nic na …