Przejdź do głównej zawartości

JAK ODPIELUCHOWAĆ DZIECKO? | METODA, KTÓRA ZAWSZE DZIAŁA

pielucha, nocnik, odpieluchowanie dziecka, matka, czekać, gotowość

*Przed przeczytaniem tekstu, informuję, że opisuję w nim indywidualny przypadek mojego dziecka, a wiemy, ze każde dziecko jest inne, na każdego działa coś innego, ale śmiało można się inspirować i korzystać z wiedzy psychologa, którą przemycam tu zarówno w treści, jak i za pomocą linków odwołujących do obszernego materiału. Uprzejmie dziękuję za przeczytanie ulotki zastosowania tekstu 😊


NAJLEPSZA MATKA TO LENIWA MATKA

Podobno najlepsza matka to leniwa matka i wiele w tym prawdy, ale akurat w przypadku metody odpieluchowania moje lenistwo nie miało nic do rzeczy, bo mówiąc poważnie po prostu czekaliśmy na ten moment, bez presji, pośpiechu, nacisku, treningu. Zanim zaczął się temat porzucenia pieluchy przeczytałam, co tylko było możliwe i wartościowe, i wszędzie podstawowa zasada głosiła „Poczekaj”. To czekałam. Kiedy czekanie wydawało mi się przydługie, a pierwsza próba nie zaskoczyła, poszłam po pomoc do Dominiki Słowikowskiej, która jest psychologiem i prowadzi swój projekt Pomogę Ci Mamo, miałam też przyjemność gościć ją u siebie na blogu😊 Chadzam na jej profil za każdym razem, kiedy mam z czymś problem i zawsze pomaga mi poukładać niepokojące kwestie w głowie. 

Obejrzałam jej video poradę na temat odpieluchowania, do której zostawiam Wam link, bo tam jest wszystko, co musicie wiedzieć na temat nocnika, to istna skarbnica wiedzy: https://www.youtube.com/watch?time_continue=4&v=Nbje97rodJE&feature=emb_logo. Najlepsza rada, jaką stamtąd wyniosłam to…poczekać i spróbować za jakiś czas. 

BEZ DZIECKA NICZEGO NIE ZROBISZ

Cały czas miałam w głowie jedno zdanie – bez dziecka niczego nie zrobisz, to ono musi być gotowe. Kolejna próba odpieluchowania, czyli w naszym przypadku po prostu zdjęcie pieluchy i rozmowa, że teraz pieluchy nie ma, ale jest nocnik i toaleta i spróbujmy po prostu. W domyśle – jeśli nie zaskoczy to wrócimy znowu do pieluch i spróbujemy za jakiś czas, nigdzie mi się nie spieszy. Przedszkole nie było dla mnie granicą bezwzględną, bo
z czystą premedytacją wybrałam takie, gdzie nikt nie wymagał malucha bez pieluchy. Nie instytucja będzie decydowała o fizjologii mojego dziecka, ale natura, więc…nigdzie mi się nie spieszyło naprawdę. No ale za tym kolejnym razem zaskoczyło i to jak sprawnie! Radość ogromna! Serio, nigdy nie pomyślałabym, że będę się wzruszać nad nocnikiem😉 A jednak, życie bywa przewrotne, co? 😊

NIE BIEGAM Z NOCNIKIEM

Wracając do lenistwa matki, w tym przypadku "biegania z nocnikiem" paradoksalnie popłaciło 😊 Jak Olaf był malutki z przerażeniem patrzyłam na te procedury nocnikowe bardziej zaawansowanych rodziców – wysadzamy dziecko, włączamy bajkę, zabawiamy, namawiamy, „sisisisisisisisamy” i czekamy…czekamy….i pół życia tracimy na siedzeniu na nocniku, czy bieganiu z nocnikiem za dzieckiem cały boży dzień, pytając jak nakręcona katarynka „Chcesz siku?”. Wtedy dla mnie jawił się ten etap jak jakiś niekończący się koszmar, jakoś sobie nie wyobrażałam, że będę siłować się z dzieckiem, żeby siedziało na tym nocniku, wtedy kiedy ja chce, rano po obudzeniu, czy wieczorem przed snem, czy przed planowanym wyjściem, czy…w ogóle skąd ten pomysł sadzania dziecka, żeby de facto załatwiło SWOJĄ potrzebę fizjologiczną w czasie kiedy MY tego wymagamy, czy namawiamy na załatwienie owej potrzeby. 

No więc ja nie biegałam, nie sadzałam, nie czekałam wisząc nad tym dzieckiem na nocniku, z czystego lenistwa, ale i popartego trochę wiedzą dotyczącą fizjologii organizmu 😉 Tzn. gdybym miała ambicje odpieluchować dziecko w wieku 1,5 roku to pewnie bym biegała, ale takowych ambicji nie posiadałam 😊 

FIZJOLOGII UCZYĆ NIE TRZEBA

Odwołam się znów do źródeł naukowych i wiedzy Dominiki tłumacząc swoje nocnikowe lenistwo - otóż dziecka nie trzeba uczyć załatwiania potrzeb fizjologicznych, ono to potrafi z natury, trzeba go nauczyć tylko gdzie to może zrobić. Takie proste i takie prawdziwe! Nie trzeba też ciągle pytać, czy nie chce siku. Jasne, że na początku szczególnie gdy dziecko jeszcze nie do końca panuje nad swoimi potrzebami, można od czasu do czasu zapytać, czy aby nie chciałoby iść do toalety, ale nagminne pytanie co parę minut, powoduje, że dziecko odpuszcza kontrolowanie siebie, bo i po co, skoro mama za chwilę przypomni. Z kolei sadzanie o określonych porach na nocnik zaburza naturalną fizjologię organizmu – dziecko powinno iść siku, kiedy czuje parcie na pęcherz, a nie wtedy kiedy chcecie, żeby zrobiło siku, bo tym samym napierając na pęcherz na siłę, robimy krzywdę układowi moczowemu, fundując problemy w dorosłym życiu, szczególnie jeśli o kobiety chodzi.

JAK SIĘ ZA TO ZABRAĆ?

No to wracając na własne podwórko – nocnik owszem zakupiliśmy
i postawiliśmy w widocznym miejscu w pokoju. Najpierw służył za zabawkę, potem były pierwsze próby siadania w ubraniach z książeczką, potem nocnik emigrował do łazienki i kolejne próby na sucho, potem wkroczyła nakładka jako nowy element wyposażenia łazienki, więc nasze dziecko z nocnikiem obyte było naprawdę mocno, wiedziało co to i po co, więc punkt edukacji odhaczony. 

Regularnie też towarzyszył nam w toalecie, jak każde chyba dziecko, doskonale wiedział po co idziemy, co robimy i jak cały proces wygląda, więc założyłam, że kolejny punkt odhaczony. Wiedzę teoretyczną przekazaliśmy najlepiej jak umieliśmy, pozostało czekać na gotowość do zrzucenia pieluchy.  I to jest to leniwe i wygodne podejście, które nam się opłaciło, bo w sumie dywan mamy tylko lekko podsikany, pralka tuszuje wszelkie wpadki na ubraniach, zyskałam kupę czasu nie biegając namolnie
z nocnikiem, nie pilnując pór wysadzania itd. 

Czemu się uczepiłam tego biegania z nocnikiem? 
Ano dlatego, że jak sama szukałam informacji o tym jak zacząć, jak zachęcić, jak pozbyć się pieluchy, trafiałam na fora matkowe, gdzie mamy chwaliły się, że np. ich córka to już jak miała rok to sikała na nocnik, ale przez kolejny okrągły rok się męczyli z odpieluchowaniem, czyli de facto dziecko nie było gotowe kompletnie, to rodzice za nim biegali „łapiąc” jego fizjologię
w nocnik, piorąc dywany, kanapy, sterty ubrań, tracąc czas i nerwy, bo jak się okazało, dziewczynka zaskoczyła po roku „męki”, czyli dopiero w wieku 2 lat zyskała gotowość. I tak sobie pomyślałam…po co? Kogo to obchodzi
w jakim wieku dziecko pozbyło się pieluchy? Serio z procesu odpieluchowania matki robią sobie kolejny, chory wyścig szczurów? Po co stres, nerwy, presja, frustracja i niestety negatywne wpływanie na zdrowie, to psychiczne też?

PO PROSTU ZACZEKAJ

Nie chciałam pisać tego tekstu o pieluchach bo mało ciekawy dla mnie temat i dość intymny, ale jak zobaczyłam te komentarze, jak poczytałam spanikowane mamy, które mają w domu 3-3,5 latka, z którym nie radzą sobie, nie wiedzą jak pomóc, albo mają 2 latka niezainteresowanego nocnikiem i martwią się i szukają porad, to stwierdziłam, że to dla nich głównie opiszę swoje doświadczenia, ku pokrzepieniu serc, może komuś pomoże, kogoś uspokoi, komuś przywróci dystans.

Bo wiecie, jak presja jest silna, to nawet jeśli masz twardy mur przekonania, to czasem łapiesz się na tym, czy na pewno wszystko ok, czy nie czekasz za długo, czy przyjdzie dzień, kiedy w domu nie zobaczysz marki Pampers? I jeśli nawet te myśli krążą tylko w Twojej głowie, to powodują, że doznajesz ukłuć niepokoju, ale jedyne co możesz zrobić w tej konkretnej sytuacji, to czekać, całą teorię możesz śmiało po sto razy
z dzieckiem przerobić, ale na praktykę musisz zaczekać, nie masz na nic tutaj wpływu. Dominika w swoim fantastycznym artykule napisała: „Dzieciom bardzo zależy na tym, aby odniesienie sukcesu w tym obszarze było ich dziełem, a nie dziełem rodziców.”, dlatego, jeśli wszystkie metody i środki mogące pomóc dziecku się odpieluchować zawodzą, po prostu zostawmy temat i dziecko w spokoju, dajmy mu przestrzeń do samodzielnego działania, czasem rozluźnienie presji i nacisku, kompletne odpuszczenie powoduje, że kwestia pieluchy rozwiązuje się naturalnie, czyli tak jak powinna.

G-O-T-O-W-O-Ś-Ć

I ja wiem, że wciąż te pieluchy, że rzygasz tym, że dawniej było łatwiej bo były tetry i szybko dzieci rezygnowały z tego. Nie wiem czy akurat w tym przypadku to dzieci rezygnowały, natomiast wiem, że matki miały serdecznie dość prania pieluch, więc szybko same załatwiały sprawę zrzucenia pieluchy. Czy to było dobre? Nie sądzę. Czy wygodne?
Z pewnością. Tylko, że tu nie chodzi o komfort rodzica, ale o zdrowie dziecka, więc wybór powinien był naturalny między dobre a wygodne.
Słyszę i czytam często historie o matkach, które odpieluchowały dzieci jak tylko te zaczęły siadać. Płakać mi się chce jak to czytam. Coś takiego podobnie jak sadzanie na siłę obkładając poduszkami niemowlaka, uczenie chodzenia na siłę, prowadzając dziecko za ręce, powinno być karalne, bo to niszczenie zdrowia dziecku, które czegoś jeszcze nie robi, bo nie jest na to gotowe fizycznie. Pisałam o tym wielokrotnie, ale i w tym przypadku muszę przypomnieć – gotowość - to jest słowo klucz.

PANI KONSEKWENCJA

Istnieje jeszcze jedna bardzo ważna kwestia w tym całym procesie – konsekwencja. Czyli jeśli idziemy w to i temat zaskakuje to robimy to konsekwentnie, żeby nie mieszać dziecku w głowie, nie dawać sprzecznych komunikatów. O co chodzi? Ano o to, że nie zakładamy pieluszki na spacer, do sklepu, na podróż autem, do cioci na imieniny, czy do przedszkola. Uczymy samoświadomości i samokontroli tym sposobem. I tutaj zrobiliśmy jeden wyjątek od reguły naszego wygodnictwa (ale wyjątek podobno potwierdza regułę 😉) trzymając się konsekwentnie braku pieluchy. Fakt, dla nas to mega niekomfortowa sytuacja, ale podobno rodzicielstwo to poświęcenie 😉 Przekłada się to na nasze życie tak, że każdy outfit na wyjście z domu muszę strategicznie przemyśleć, czy będzie pasował do… plecaka turystycznego 😉  W plecaku niosę ciężar swojej konsekwencji
w postaci kilku kompletów ubrań na zmianę, skarpetek, butów, dużej paczki wilgotnych chusteczek, wody itd. Ale za to każde wyjście z domu to kolejna wyprawa na Mount Everest 😊 Czyż to nie cudowne, codziennie wychodzić zdobywać kolejne góry? Szczyty cierpliwości, radości, przebytych kilometrów?  😊

Dodając jeszcze jedno słowo do tematu konsekwencji, zasada ta nie odnosi się do odpieluchowania nocnego. Jasne, że można od razu przeprowadzić te dwa procesy jednocześnie, ale zakładanie pieluchy na noc, nie zaburza procesu odpieluchowania dziennego, a część dzieci czasem potrzebuje ich jeszcze w nocy nawet do 5 roku życia i wszystko to jest normalne
i naturalne. 
Więcej na ten temat też w artykule: https://pomogecimamo.pl/odpieluchowanie/

Sporo informacji też pozyskałam z książki „Jak zrozumieć małe dziecko”,
o której już kiedyś Wam pisałam tutaj: https://www.monikasobieraj.pl/2020/02/jak-zrozumiec-mae-dziecko-moje-top-7.html. Polecam zajrzeć tam także w kwestii innych tematów, sporo tam o śnie, jedzeniu, zabawie czy adaptacji w przedszkolu.

PIELUCHOWE MITY

Warto jeszcze wspomnieć o pieluszkowych mitach. 

Mawia się, że lepiej odpieluchować latem. Pod względem fizjologicznym nie ma to żadnego znaczenia jaka pora, nie ma gorszej ani lepszej, po prostu każda jest właściwa. Pod względem wygody, tutaj już obustronnej, to lato jest o tyle przyjemne, że na etapie sikania na spacerze w majtki, dziecku nie jest zimno, bardzo łatwo też jest je szybko przebrać w niemal każdych warunkach. W zimie robi się problem, bo trzeba szukać ciepłego miejsca do przebrania się, do wymiany jest kilka warstw - jest to po prostu dla obu stron problematyczne.

Często też słyszę, że lato jest fajną pora roku, bo można puścić dziecko bez pieluchy, żeby sobie swobodnie biegało. No też nie do końca to takie fajne, bo przy okazji odpieluchowania, dziecko uczy się akceptowalnych społecznie zachowań, czyli jednakowoż majtki na tyłku by się przydały 😉 Poza tym, to że zdejmiemy pieluchę, nie znaczy, że nagle przyjdzie świadomość, żeby sikać na nocnik, często dziecko bezwiednie sika pod siebie i tam gdzie stoi, nie do końca jestem przekonana, czy to ma sens
i nie przynosi więcej szkody niż pożytku, ale...każdy ma wybór.

JEDYNA, NAJLEPSZA METODA

Zmierzając do puenty korespondującej z tytułem artykułu - metodą, która zawsze działa jest...gotowość dziecka. Nic więcej, no poza nocnikiem, nie potrzeba, żadne czary mary tylko zwykła cierpliwość i czas. Nie znam nikogo, kto miałby kilkanaście lat i sikał w pieluchy, więc luz i spokój, głupie komentarze, docinki rodziny czy znajomych należy puścić mimo uszu, albo kulturalnie, aczkolwiek dosadnie, zakomunikować, że jak będzie na to czas
i będzie gotowy/a to będzie i nocnik, a póki co to taka dobra rada dla czepiających się czyjejś pieluchy - niechaj każdy zajmie się swoim własnym "tyłkiem", a wszyscy będą szczęśliwsi 😊


__________
Jeśli spodobał Ci się tekst, uważasz, że komuś może się również spodobać, czy przydać - nie wahaj się, udostępnij i poślij dalej :) Masz pytania, bądź chcesz skomentować - pisz. Wpadaj jak najczęściej, a jeśli chcesz być na bieżąco, polub mój fanpage na fb i profil na instagramie :) 

Komentarze

  1. Mam wrażenie, ze wokół odpiluchowania robi sie dziwne zamieszanie. Jakby to była trudna praca czy wprowadzanie nowych skomplikowanych rytuałów. A po prostu trzeba dziecko obserwować.

    My mieliśmy dwa podejscia. Za pierwszym razem mała robiła pod siebie bez kompletnego przejęcia, więc stwierdziłam, ze jeszcze nie.
    Za drugim razem zaskoczyła od razu. Do tego stopnia, ze nawet w nocy budzi się na "sisi". Bez biegania z nocnikiem, wysadzania itp.

    Chociaż, co mnie zaszokowało, pielęgniarka w przychodni strasznie mi dziurę w brzuchu krecila o wysadzanie właśnie. Że skoro dziecko siedzi, to niech sobie posiedzi na nocniku.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

NAJCHĘTNIEJ CZYTANE

MOJA I TWOJA GRANICA - O CO WŁAŚCIWIE CHODZI Z TYMI GRANICAMI?

  GRANICE WZGLĘDNE I BEZWZGLĘDNE O wyznaczaniu i stawianiu granic słyszę odkąd tylko urodziłam dziecko. Zbyt często słyszę   o tym w kontekście bzdur (oczywiście w moim przekonaniu bzdur) typu: „zasady dla zasady”, „dziecko ma być posłuszne i słuchać rodziców”, „rodzic rządzi”,  „ kary i nagrody”, „grzeczne dziecko”, dlatego też do granic podchodziłam bardzo nieufnie. Nie mówię tu oczywiście o nadrzędnych granicach typu – nie wskakujemy pod pociąg, nie przebiegamy na czerwonym świetle, nie wchodzimy do piekarnika, nie popijamy domestosa w łazience pod nieuwagę rodziców, nie rozbijamy młotkiem szyb i telewizora, nie żonglujemy nożami…itd., które są bezwzględne i mają na celu ochronę zdrowia i życia dziecka. Chodzi mi w tym momencie o te granice codzienne, o których tyle dyskusji się toczy wokół.  Żeby zmierzyć się z tym przeciwnikiem już na wczesnym etapie swojego macierzyństwa trafiłam na kilka książek mistrza Jespera Julla (oczywiście w moim odczuciu mistrza). Filozofia Julla między

DAWNO, DAWNO TEMU, W ODLEGŁEJ GALAKTYCE...

Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce - te słowa rozpoczynające sagę Gwiezdnych Wojen ,   po raz pierwszy padły z ekranu kinowego 25 maja 1977 roku . To pierwsza informacja jakiej dowiedziałam się już na wstępie z książki, którą za chwilę zrecenzuję. Tak jak i film, tak i książka nie jest zwyczajna, posiada swoje ukryte moce. Nigdy nie byłam zapaloną fanką Gwiezdnych Wojen, znałam wątek główny i kluczowych bohaterów, nie orientowałam się nawet w kwestii kolejności nagrywanych części owej sagi. Ale przyszedł kiedyś taki dzień i taki mężczyzna (obecnie Mężczyzna Mojego Życia i ojciec naszego syna J ), który zaraził mnie swoją fascynacją filmem, wiele rzeczy mi objaśnił, po raz kolejny oglądałam wszystkie części jako dobran ocki do poduszki i zatrybiła mi ciekawość, na tyle, że z niecierpliwością czekałam na nowe części, a seans w kinie był świetną opcją na romantyczną randkę. Kiedy pojawiła się możliwość współpracy z Wydawnictwem AWM i zobaczyłam, że pod ich skrzydłami jest p

"DUŻE TROSKI MAŁYCH ZWIERZĄTEK", CZYLI JAK W MĄDRY SPOSÓB ZATROSZCZYĆ SIĘ O TRUDNE EMOCJE

WARTOŚĆ JAKĄ NIESIE KSIĄŻKA Dawno tu nie było książkowych opowieści, a sposobność ku temu, żeby wskoczyć w książkowy świat całkiem niedawno się pojawiła na horyzoncie za sprawą Katarzyny Wierzbickiej, autorki bloga Madka roku . Czytałam i recenzowałam wszystko, co do tej pory wyszło dla dzieci spod ręki tej zdolnej kobiety, której kibicuję bardzo mocno, bo ciężką pracą spełnia swoje kolejne marzenia i realizuje pisarskie cele. Dla przypomnienia – Kasia w roku 2019 wygrała konkurs Piórko i dzięki tej wygranej w sieci sklepów Biedronka pojawiło się wydanie jej książki „O królewiczu, który się odważył” [recenzja dostępna tutaj ].  Kasię poznałam dzięki działalności blogowej chwilę przed tym jak wygrała ów konkurs, a że jej styl i poczucie humoru bardzo przypadły mi do gustu, to całkiem naturalny stał się fakt, że każdą jej kolejną książkę z wielką radością i podnieceniem opisywałam tu, na blogu, dlatego tym razem moi Drodzy nie mogło być inaczej. I nie chodzi tu absolutnie o moją sympat