Przejdź do głównej zawartości

Posty

WEJDŹ W MOJE BUTY, CZYLI W POSZUKIWANIU EMPATII W ZWIĄZKU

Podejdź do mnie. Stań obok. Bardzo blisko. Wejdź w moją skórę. Moje buty.  WEJDŹ W MOJE BUTY Tak, wiem, że w moich butach może być Ci niewygodnie, za ciasne obcierają stopy, za duże utrudniają przemieszczanie się, ale nigdy mnie nie zrozumiesz, jeśli nie spróbujesz postawić się na moim miejscu, nie przejdziesz odcinka drogi w moich butach. To może być niewygodne i bolesne doświadczenie, wychodzisz przecież ze strefy własnego komfortu i opuszczasz swoje jestestwo, ale jeśli nie będziemy od czasu do czasu zakładać swoich butów, zamiast poranionych stóp, możemy mieć poranione serca i dusze. Empatia, zrozumienie, umiejętność wejścia w skórę partnera to mocny fundament pod budowany związek, bez niego konstrukcja jest chwiejna, grozi zawaleniem i dotkliwym poranieniem, a czasem nawet „śmiercią” budowanej Miłości. IF I WERE YOU...   Te metaforyczne buty przyszły mi od razu na myśl w kwestii tematu zrozumienia drugiej osoby. Pamiętam lekcje angiels...

[WYWIAD] MALUCH W TEATRZE?

            Każdy, kto mnie czyta i zna trochę dłużej niż parę dni, doskonale wie, że kocham teatr, uwielbiam dramat, faworyzuję tragedię, choć ostatnio zauważyłam u siebie niebezpieczną tendencję do zachwycania się komedią J Najmniej znaną mi kategorią teatralną jest teatr dla dzieci, a to dlatego, że moje dziecko dopiero dobija do tego momentu, kiedy zacznie ze mną chadzać „do roboty”. Jednak ignorantem kompletnym nie jestem i parę sztuk dziecięcych w swoim życiu widziałam – lalkowo-kukiełkowego „Mistrza i Małgorzatę”, czy francuskie kukiełki w sztuce „Poliszynel”, jakieś mętne pojęcie o tym świecie mam J Aczkolwiek, za kukiełkami nie przepadam, przebierańców nie lubię…czeka mnie kilka lat eksplorowania i przekonywania się chyba do sztuki dziecięcej J          Ale do rzeczy - bo ja nie o tym, a bardziej o tym, jak to jest z tymi maluchami w teatrze.  Kiedy je zabrać? Czy w ogóle warto zabierać? Czy ma to sens...

CHODŹ ZE MNĄ DO TEATRU - "BOEING, BOEING. ODLOTOWE NARZECZONE" PAWEŁ PITERA

Przyszedł czas na wystartowanie z najzabawniejszym spektaklem, jaki ostatnio widziałam i już tutaj rozpływałam się nad nim z zachwytu jakiś czas temu. Recenzja drugiej-pierwszej część farsy Marca Camolettiego zatytułowana „Boeing,boeing. Odlotowe narzeczone” wylądowała właśnie na blogu. FARSA MA BAWIĆ DO ŁEZ Farsa z założenia miała za zadanie bawić i śmieszyć, i sztuka Pawła Pitery w 100% spełnia podstawową jej funkcję. Nie pamiętam kiedy i czy w ogóle na jakiejś komedii tak dobrze się bawiłam i zaśmiewałam do łez. „Boeing, boeing – odlotowe narzeczone" to niespotykanie dobra i tak naturalnie śmieszna sztuka, że trudno doszukać się mankamentów, bo jeśli one naprawdę gdzieś tam się przewinęły, to po wyjściu z teatru kompletnie się tego nie pamięta. Z tego względu, że oglądałam spektakl nie tylko w celu rozrywkowo-zabawowym starałam nie wyłączać mózgu i umysłu krytycznego. Dlatego, to co mogłabym zganić to fakt, iż zbyt długo w pierwszej części owa farsa się rozpęd...

JESTEM ZŁĄ MATKĄ?

TYDZIEŃ POD ZNAKIEM SYFU Siadam do tego tekstu na oparach energetycznych o 22:00 po niekończącym się dniu.  Przez ostatni tydzień wszystkie dnie i noce zdawały się nie mieć końca.  Zmęczenie materiału dopadło matkę.  Ale po kolei – od miesiąca dziecię nasze uczęszcza do żłobka, choć uczęszcza to nienajlepsze określenie, bo częstotliwość jego wizyt tam jest co najmniej…rzadka, jak kupa, którą często może stamtąd przynieść. Zatem dziecię moje czasem chadza do tego przybytku, z którego z częstotliwością nagminną przynosi róże syfy. I to był tydzień pod znakiem ogólnego syfu, dosłownie i w przenośni. Najpierw temperatura, później jej wahania, dołączyło katarzysko, potem kaszel, którego wybitny gruźlik by się nie powstydził, więc czas na lekarza. Lekarz co prawda okazał się z bożej łaski, ale jak zdiagnozowałam mu już stan pacjenta, to udało mu się wstrzelić w antybiotyk. Brawo Pani Doktor! Tyle, że po powrocie do domu, moją podłogę kuchenną zalała fala treś...

#KOCHANIEprzezCZYTANIE - BAJKI DO PODUSZKI Z RÓŻNYCH STRON ŚWIATA

BAJKI DO PODUSZKI Wiecie czym charakteryzuje się dobra książka dla dzieci? Cudownymi ilustracjami i treścią przekazującą wartości, którymi chcielibyśmy, żeby nasze dzieci kierowały się w życiu. Baśnie, bajki, opowiadania, wierszyki, przypowiastki – każde z nich zawiera morał, przesłanie wzorzec. Ja dziś w ramach akcji #KochaniePrzezCzytanie przynoszę Wam zbiór bajek, zatytułowany „Bajki do poduszki”. Już sam gatunek bajki wskazuje na fakt, że kończy się ona morałem. Dodając do tego fantastyczne, kolorowe, w większości całostronicowe ilustracje otrzymujemy produkt idealny.  Ten egzemplarz, który Wam tu w dalszej części pokażę dość szczegółowo, bo zawiera tyle pięknych obrazów, że nie umiałam zrobić porządnej selekcji, jest jedną z moich ulubionych książek z dzieciństwa, a w spadku przekazałam go synowi. Egzemplarz w twardej oprawie został wydany w Bratysławie w 1995 roku, a na polski tekst przełożyła Małgorzata Ziółkowska-Mazur. W Polsce książka przeszła pr...

NIE RYZYKUJ, ZBADAJ SIĘ!

JESTEM FILOLOGIEM... Jestem filologiem, ale w swoim życiu pełnię równolegle też wiele innych funkcji. Nie mogę nawalić. Zbyt duża odpowiedzialność na mnie ciąży i...na Tobie również. Bo nie jesteś tylko nauczycielką, fryzjerką, podróżniczką, lekarką, czy archeologiem, ale jesteś przede wszystkim czyjąś córką lub czyjąś matką, siostrą, żoną, partnerką, a już tak najbardziej przede wszystkim - jesteś kobietą. JEŚLI JESTEŚ MATKĄ... Jeśli jesteś matką, to siebie zostawiasz zawsze na sam koniec, póki chodzisz, funkcjonujesz i jakoś pchasz ten cały majdan do przodu,   to nie przejmujesz się zbytnio, ba! Nawet pewnie nie starasz się analizować stanu własnego zdrowia. A tak naprawdę wszystko opiera się i zaczyna od Twojego zdrowia. To Twoja dbałość o zdrowie w ciąży przekłada się na zdrowie dziecka, to Twoja dbałość o zdrowie Młoda Mamo pozwala Ci zachować siłę i znosić trudy dnia codziennego, stać zawsze na domowym posterunku, opiekować się najlepiej jak umiesz małą, kruchą is...

DAJMY IM ŻYĆ! SŁÓW KILKA O SAMODZIELNOŚCI

DLACZEGO NIE POZWALAMY DZIECIOM NA SAMODZIELNOŚĆ? W świecie rodzicielskim łatwo dostrzec popularny paradoks – chcemy żeby nasze dzieci były samodzielne i wszystko wiedziały, ale najlepiej jakby to się odbyło poza nami, na pstryknięcie palców, albo wiedza ta przyszła za pomocą objawienia. To jest bardzo prosty mechanizm, nie pozwalamy dzieciom na samodzielność, bo nauka może przynieść zbyt duże „straty” i materialne i czasowe. Zakazujemy przez lata stu dwudziestu pięciu i pół rzeczy, a potem nagle jesteśmy rozczarowani, że nie potrafi ono stu dwudziestu pięć i pół umiejętności. No bo niby jak ma umieć, skoro nikt mu nie pozwolił tego robić. Jak ma posiąść nową wiedzę, jeśli jego rozwój, chęć poznawania świata i eksperymentowania jest sukcesywnie hamowane. „Zostaw ten cukier, bo zaraz porozsypujesz!” „Nie przelewaj soku, bo zalejesz podłogę!” „Zostaw tę łyżkę, nakarmię Cię, bo wszystko pobrudziłeś sam!” „Nie mamy czasu czekać aż sam włożysz te buty!” „Zostaw te fa...